Fotoreportaż – Dinka – Traveler 04/2014

Dodaj komentarz

„Pasterze z początku czasu” – fotoreportaż o życiu Dinków opublikowany w kwietniowym Travelerze http://www.national-geographic.pl/biezace-wydania/1/2014/169/

„Magia nuda”

1 komentarz

Tytuł filmu „Magia nuda” można by chyba przełożyć jako „Magia obnażona”. Włoski dokument Alfredo i Angelo Castilglioni z 1975 roku to, jakby na to nie patrzeć, film ostry i szokujący, dla dorosłych o mocnych nerwach i sporym dystansie! Klasyfikowany bywał także jako film mondo (śmierci), czyli obraz ukazujący prawdziwą śmierć. Zdecydowanie nie polecam przy jedzeniu…
Początkowe kilkadziesiąt minut filmu dotyczy Sudanu Południowego i trzeba przyznać, że jest to dokument unikatowy. Przypomnijmy, że lata 70. XX wieku to okres spokoju w Sudanie Południowym, czas pokoju pomiędzy dwoma dwudziestokilkuletnimi wojnami domowymi. Wtedy też pojedynczym dokumentalistom udało się nakręcić nieco materiału o życiu tutejszych plemion (wcześniej i później to jakby białe plamy).
Film rozpoczynają ujęcia Nilu Białego płynącego przez Sudan Południowy. Barka pasażerska widoczna w tych scenach zasadniczo nie zmieniła się do naszych czasów. Na własne oczy widziałem takie płynąc po Nilu Białym z Kosti do Dżuby w 2010 roku. Po, nazwijmy to sielankowym wstępie dokument przenosi nas do „cattle camp’ów” ludu Mandari (Mondari, Mundari) oraz Dinka… no i, patrząc na pojawiające sie obrazy przez pryzmat naszej kultury i wrażliwości zaczyna się hardkor, prawdziwy, realistyczny, niewyreżyserowany i niezmyślony hardkor. Samo życie…
Oba przedstawione w filmie ludy to ludy pasterskie, dla których bydło to najwyższa wartość, coś jakby członek rodziny. Tu krów się nawet  nie zabija na mięso! Po tytule filmu można by się spodziewać nagości, no i racja, ale to nie nagość szokuje. Do dziś na prowincji Sudanu Południowego nadzy ludzie nie są niczym szczególnym, ot tak tu nadal jest. Temperatura nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza, więc nie ma problemu. Kogoś mogą szokować sceny polowania na bawoła, żyrafę, czy słonia. Może i są drastyczne, ale jak dla mnie to tradycyjne polowanie z dzidami, polowanie aby zaspokoić potrzeby całej grupy. To nie bezpieczne pif-paf ze sztucera dla szpanu i trofeum, lecz naprawdę niebezpieczne i wymagające grupowego współdziałania polowanie, tak jak sto, dwieście czy tysiąc lat temu! Czytałem o tego typu polowaniach, ale nigdy czegoś takiego nie widziałem na filmie. Prawdziwy szacun dla myśliwych i operatorów też! A, no i trzeba dodać, że w latach 70. XX wieku było tu mnóstwo zwierzyny, dopiero druga wojna domowa w epoce kałasznikowa przetrzebiła południowosudańską sawannę.
Jednak dla mnie osobiście najbardziej szokujące są sceny z „cattle campów. „Cattle camp” to takie tymczasowe obozowisko pasterzy i ich bydła, podczas wędrówek po sawannie. Co roku południowosudańscy pasterze jak Dinka czy Nuer przemieszczają się ze swymi stadami po sawannie w poszukiwaniu pastwisk i wody (ze wzgl. na sezonowość tutejszego klimatu, porę suchą i deszczową). Dzieje się tak nadal, powszechnie. Czytałem w książkach o niektórych praktykach w „cattle campach”, o tradycjach tutejszych ludów pasterskich. Widziałem „cattle campy”, ludzi umorusanych popiołem z krowiego łajna, który chroni ich przed komarami i innymi insektami, co dzień na ulicach stolicy widuję Mandari z okolic Dżuby z włosami utlenionymi na rudawo krowim moczem, ale nigdy nie miałem okazji przyjrzeć się aż tak blisko i od środka życiu w „cattle campie”. I właśnie to jest chyba najbardziej szokujące w tym filmie. Oczyszczająca kąpiel w strumieniu krowiego moczu, bezpośrednio pod krowim ogonem, transowe spazmy czy dmuchanie w krowią waginę w celu przyspieszenia porodu to bodajże najbardziej drastyczne ze scen. Śmiem twierdzić, że życie w „cattle campach” niewiele zmieniło się od lat 70. XX wieku, przybyło może trochę więcej ciuchów i plastiku, ale życie toczy się nadal tradycyjnym torem.
Po Sudanie Południowym film przenosi nas do plemion Ameryki Południowej. Niestety nie udało mi się znaleźć anglojęzycznej wersji tego filmu (jakby ktoś się natkną, to proszę podesłać).
Tu znajdziecie opis filmu na IMDb:  http://www.imdb.com/title/tt0183466/

Tu możecie obejrzeć film z rosyjskim dubbingiem:

A tu oryginalna wersja po włosku: 

Zapraszam, choć ostrzegam, że film jest ostry i był kilkukrotnie cenzurowany i zakazywany!

Marzec / kwiecień w Sudanie

Dodaj komentarz

Mały skrót wiadomości z Sudanu z przełomu marca i kwietnia:

– od połowy kwietnia trwa akcja rozzbrojenia ludności cywilnej w stanie Jonglei. Do tej pory zebrano 9326 sztuk karabinów (Ak-47, ciężkich karabinów maszynowych i innych). W Jonglei od lat dochodzi do najbardziej krwawych podjazdów po bydło pomiędzy ludnością Murla a Nuer Luo oraz Murle i Dinka Bor. Porywane są tysiące sztuk bydła, uprowadzane są kobiety i dzieci.

– University of Juba pozostaje tymczasowo zamknięty, po zamieszkach na tle etnicznym do jakich doszło pomiędzy studentami.

– od przeszło dwóch tygodni zaostrza się konflikt na pograniczu Sudanu i Sudanu Południowego. Północ bombarduje ponoć przygraniczne tereny stanu Unity (SPLA zestrzelio ponoć MIGa-29), jak również przeprowadziła ataki lądowe. W odpowiedzi SPLA (wojsko Południa) odparło SAF (wojska Północy), aż na terytorium Północy. Wg ostatnich informacji SPLA kontroluje największe z poł naftowych Północy – Heglig.

–  w Kordofanie Południowym (prowincja Północy na pograniczu z Południem i stanem Unity) nadal trwa rebelia przeciwko rządowi z Chartumu oraz „wybranemu demokratycznie” gubernatorem Ahmed Haroun, poszukiwanym podobnie jak prezydent kraju Omar al-Bashir przez Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) za zbrodnie przeciwko ludzkości (tu info nt. początków konfliktu i życiu w Górach Nuba https://sudaninfo.wordpress.com/2011/12/14/miedzy-sudanem-a-sudanem-w-df-gw/).  Ciekawy materiał filmowy nt. obecnej sytuacji w Kordofanie Południowym pokazuje Aljazeera http://www.aljazeera.com/programmes/general/2012/04/2012488184830120.html .

– na koniec coś pozytywniejszego: Sudan Południowy znalazł swojego bohatera a’la kapitan Tadeusz Wrona w postaci kapitana Nicola Ibra. Samolot pasażerski linii Feeder wylądował szczęśliwie, bez podwozia na gruntowym pasie lotniska w Wau. Nikomu nic się nie stało.

Samolot linii Feeder po awaryjnym lądowaniu w Wau

Poza tym w stolicy Południa Dżubie spokojnie, nie słychać reperkusji tego, co dzieje się na odległym pograniczu, można nawet rzec, że jest po staremu: prądu jak nie było tak nie ma, a i śmieci nadal nie są zbierane z ulic… O dziwo jest paliwo, za to od 2 tygodni nie uświadczysz cementu. Cena skoczyła z 63 do 110 SSP za worek, a to i tak raczej teoretycznie, bo nie ma skąd go wziąć.

Świąteczny Shopping

1 komentarz

Kozi targ w Dżubie

Kuba cały dzień  przygotowywał samochód na nasz świąteczny  wyjazd do Ekwatorii Zachodniej – Yambio. Jesteśmy szczęśliwi, że w końcu wyrwiemy się na chwilę z gorącej Dżuby.  Za to dziś mieliśmy dość napięty program, aby domknąć wszelkie sprawy przed świętami. Ja miałam dziś zdanie specjane – zakup kozy dla naszych pracowników, aby mogli ją sobie skonsumować w święta.

Pojechałam więc pick-upem na shopping do Dżuby, najpierw na kozi targ. Mandari – to plemię, ktore zajmuje się handlem owym towarem. Po długich negocjacjach wybraliśmy odpowiednią kozę, a właściwie koziołka – duże i młode zwierzę biało-czarnej maści. Następnie próbowano nam wcisnąć jeszcze jedną kozę i może jeszcze z pięć owiec, ale w końcu odjechaliśmy. Udaliśmy się wraz z Satino – towarzyszem mojej wypraw na Konyo Konyo market, gdzie zakupiliśmy worek węgla drzewnego.

Pusty cattle camp. Paliki na placu czekają na powracające z wodopoju i wypasu bydło.

Korzystając z okazji, że mam samochód do dyspozycji zdecydowaliśmy się pojechać na drugą stronę Nilu po UWAGA! krowie łajno. Po co? Otóż nadszedł w końcu deszczowy sezon, więc po świetach organizujemy nasz nowy ogródek , gdzie będziemy sadzić warzywa, kwiaty i zioła, ale najpierw trzeba było załatwić nawóz. Pojechaliśmy więc do Gumbo,  wioski gdzie mieszkaliśmy w ubiegłym roku. Po drodze spotkaliśmy Johna Makuola – byłego, znajomego pracownika. On, jak i mój towarzysz pochodzi z plemienia Dinka, więc nie było problemu ze wskazaniem miejsca, gdzie znajduje się „cattle camp” i gdzie z pewnością znajdziemy owe łajno. Wyobrażałam sobie, że gdy tam dotrzemy to wszyscy z wioski zaczną dla nas zbierać porozrzucane łajno, ale nic bardziej mylnego… łajno już wysuszone leżało na wielkiej kupie J. Szybko załadowno je nam do worków, jednak za załadunek  musieliśmy zapłacić ekstra.

Pakowanie krowiego łajna.

Odjechaliśmy „drogą”, którą mieszkańcy kattle kampu nazywali drogą, choć był to zwyczajny ugór… dobrze mieć samochód terenowy. Ku wielkiej radości Santino spotkaliśmy też dzieciaki sprzedające mango. Sezon na mango trwa pełną gębą, tak więc kupiliśmy siatkę owoców – może z 15 sztuk. Po dobrej cenie. Zakupy się udały. Zadowoleni wróciliśmy do Dżuby, podziwiając mieniący się w promieniach słońca Nil. Santino z nostalgią wspominał rzekę, nad którą wychował się w Bahr el Gazar. Tam nauczył się pływać, tam mieszkają jego rodzice i czekają na niego krowy. Posiada ich jakieś 30 sztuk, które kiedyś wymieni na żonę. Jest on najmłodszym z rodzeńtwa i narzeka, że cena żony poszła w górę i będzie musiał uzbierać jeszcze ze 40 krów. Miły był to wyjazd. Wesołych Świąt, dla wyszystkich zakupowiczów również!

Świąteczne zakupy: koza, węgiel drzewny i nawóz.

Shopping – podsumowanie wydatków:

Koza – 370 SSP

Węgiel drzewny (duży worek) – 70 SSP

9 worków krowiego łajna – 70 SSP

Załadunek  – 10 SSP

15 sztuk mango – 5 SSP

1 PLN = ok. 1,2 SSP

Wspomnienia – bezcenne !

Koniec głodu w Somalii – kolej na Sudan Południowy?

2 komentarze

Na stronie internetowej Gazety Wyborczej w dniu 23/02/2012 pojawił się artykuł Wojciecha Jagielskiego pt. „Koniec klęski głodu w Somalii. Teraz głoduje Sudan„. Chciałbym odnieść się do części tekstu tyczącej Sudanu Południowego: Klęska głodu grozi najmłodszemu państwu świata, powstałemu w lipcu 2011 r. Sudanowi Południowemu. Walki zwaśnionych ludów o pastwiska i wodopoje, a także polityczne spory o władzę przekształcają się coraz bardziej w wojnę domową, podsycaną przez wrogi Południu Chartum, stolicę Sudanu. Według szacunków ONZ pomocy żywnościowej w Sudanie Południowym potrzebuje już prawie 5 mln ludzi, czyli połowa ludności kraju, a liczba ta stale rośnie.

Fakt faktem ONZ szacuje, że blisko 5 milionów ludzi zagrożonych jest w tym roku głodem, i liczba ta stanowi ponad połowę ludności Sudanu Południowego. W południowosudańskich mediach słyszy się, że liczba ludzi zagrożonych głodem wyniesie od 1/3 do 1/2 społeczeństwa ( w zależności od źródła informacji i nie wiem na czym bazują te szacunki). Jedynym stanem Sudanu Południowego, który produkuje nadwyżkę żywności jest Ekwatoria Zachodnia (Western Equatoria), problem jednak w tm, że nie ma dróg, aby tę nadwyżkę rozdysponować do potrzebujących w innych stanach. Nie wiem jak bardzo przesadzone są szacunki ONZ i NGO’sów (wszak im bardziej dramatyczna liczba, tym większe pieniądze można wyciągnąć od donorów), ale faktem jest, że w Sudanie Południowym jest mnóstwo potrzebujących, a ludzie umierają z głodu. Należałoby w tym miejscu powiedzieć co nieco o przyczynach takiej sytuacji, tym bardziej, że jest ona zupełnie odmienna od tej w Rogu Afryki. W Sudanie Południowym nie chodzi o suszę, ale raczej o sytuację polityczną i wewętrzne konflikty zbrojne. Co prawda pora sucha trwa, ale za parę miesięcy spadną deszcze i ziemia zacznie rodzić, tak jak co roku. Problem w tym, że bardzo kruche mikro-rolnictwo, które odrodziło się po wojnie, nie jest w stanie udźwignąć ciężaru nieszczęść spadających na poszczególne rejony. Graniczące z Północą tereny od maja/września (w zależności od rejonu) przyjmują uchodźców z Sudanu Północnego. W związku z toczącymi się rebeliami w prowincji Południowy Kordofan i Nil Błękitny, nierozwiązanym problemem regionu Abyei oraz kilku pomniejszych granicznych obszarów, na Południu znajduje się jakieś stokilkadziesiąt tysięcy??? (kto wie ile na prawdę?) uchodźców z Północy. Dramatyczną sytuację komplikuje fakt, że granica Północ-Południe od miesięcy pozostaje zamknięta, co sprawia, że cała północ Południa odcięta jest niemal całkowicie od dostaw żywności. Przed secesją zdecydowana większość towarów trafiała tu właśnie z Północy, natomiast obecnie transport żywności z Kenii czy Ugandy ponad tysiąc kilometrów bezdrożami Sudanu Południowego jest raczej mocno ograniczony. Najlepsza sytuacja pod tym względem jest na wschód od Nilu, gdzie w porze suchej można dostarczyć produkty z Etiopii. Zatem niemal całe pogranicze jest w kropce, zarówno lokalni mieszkańcy jak i uchodźcy, granica z Północą zamknięta, a inne korytarze transportu jeszcze nie zdążyły się rozwinąć. 

Z kolei w stanach takich jak Jonglei, Unity, Warrap (na mniejszą skalę także Lakes i Bahr el-Ghazale), w których doszło do zaognienia się konfliktów etnicznych mamy do czynienia z problemem uchodźctwa wewnętrznego IDP (Internally Displaced Person). W obawie przed uzbrojonymi bojówkami ludzie porzucali swoje wioski i uciekali w busz. Ich chaty oraz uprawy zostały zniszczone, co przy braku gotówki oznacza głód, o ile nie dostaną oni wsparcia od rządu czy też organizacji międzynarodowych. Ilu ich jest? Sto-dwieście tysięcy, kto to wie? W odniesieniu do artykułu Jagielskiego istotne jest, że NIE są to ofiary „walk zwaśnionych ludów o pastwiska i wodopoje”. To zbyt duże uproszczenie, które dawniej faktycznie miało miejsce ale na pograniczu Północ-Południe, gdzie arabscy koczownicy w porze suchej zwykli korzystać z pastwisk i wodopojów murzyńskich ludów Południa. W tym roku nie słychać o problemach na tym tle, bo niemal całe pogranicze jest w ogniu walk. Pomimo to niektóre społeczności Południa zezwoliły na tradycyjny wypas na ich terenie, pod warunkiem ograniczenia liczby broni wśród nomadów z Północy. Natomiast w przypadku konfliktów, o których mowa w artykule i które mają miejsce w tym roku, NIE chodzi o pastwiska czy wodopoje. Wszystko to są akcje prowadzone przez uzbrojone młodzieżówki jednej grupy etnicznej w ramach zemsty za krzywdy wyrządzone wcześniej przez inną z grup. Ponieważ te waśnie niejednokrotnie zaczęły się kilkadziesiąt lat temu, powstała z tego samonakręcająca się spirala nienawiści. Kto dziś pamięta jak się to zaczęło? Czy naprawdę tak jak w przypadku konfliktu Lou Nuer i Murle, od dwóch byków zakleszczonych rogami w latach pięćdziesiątych, z których jeden jakoby musiał zginąć? Może, problem w tym, że zemsty nie mają końca, a w związku z ogromną ilością broni na południowosudańskiej prowincji akcje odwetowe koszą coraz większe żniwo. W Jonglei zginęło od początku pory suchej ponad 1200 osób, uprowadzono stokilkadziesiąt tysięcy sztuk bydła, oraz setki kobiet i dzieci. Rozchodzi się właśnie o głęboko zakorzenioną w tradycji wendettę, potrzebę zdobywania bydła na wiano (młodzi nie mają pracy, ale mają broń, stąd najprostsza droga do małżeństwa przez podjazdy po bydło), a przy okazji porywanie kobiet i dzieci. Rząd uchwalił ostatnio tymczasową konstytucję dla stanu Jonglei, organizowane sa pojednawcze spotkania, wkrótce ma zacząć się kolejna akcja rozzbrojeniowa Jonglei itd., ale droga do ostatecznego rozwiązania powyższego problemu wydaje się jeszcze daleka. Tymczasem w związku z sytauacją zagrożonych głodem są setki tysięcy osób. Dodam jeszcze tylko tyle, że problem nie jest nowy i jeśli przegrzebiecie archiwa BBC czy innego serwisu to odkryjecie, że podobne historie działy się rok w rok w Sudanie Południowym w porze suchej.

Na koniec a propos ” polityczne spory o władzę przekształcają się coraz bardziej w wojnę domową, podsycaną przez wrogi Południu Chartum, stolicę Sudanu”. Nowa demokracja z całą pewnością nie jest super-demokratyczna i polityczne spory przybierają tu rozmaite ekstremalne formy, m.in. bunt obrażonych poszkodowanych w postaci rebelii przeciwko władzy w Dżubie. W ubiegłym roku udało się jednak rozbić i rozzbroić kilka najważniejszych ugrupowań rebelianckich (m.in. wyeliminowanie Gerorga Athora). Przejęta broń faktycznie została wyprodukowana na Północy, bądź też, jak np. nowe chińskie repliki AK-47 trafiła w ręce rebeliantów przez Chartum. Nie wydaje mi się jednak, aby sytuacja w tej materii prowadziła do wojny domowej, skoro udało się wyeliminować z gry najważniejszych rebeliantów. Obecnie sytuacja jest o wiele poważniejsza na pograniczu Północy i Południa, czy też na Północy: w Kordofanie Południowym i Nilu Błękitnym, aniżeli na Południu. Niemniej jednak tu też są rejony gdzie działali bądź nadal działają rebelianci, co również wpływa na sytuację żywnościową ludności.

Swoją drogą ciekawe, ile z tych wspomnianych 5 milionów zagrożonych głodem ludzi, jest zakwalifikowanych do tej kategorii dlatego, że nie mają środków, aby zakupić żywność? Sudan Południowy jest prawdopodobnie jednym z najżyźniejszych krajów Afryki i w normalnej sytuacji ludzie nigdy nie powinni cierpieć tu głodu. Zawsze byli samowystarczalni. Gdyby tylko normalność znowu zagościła tu na dłużej…

Początek lutego w Sudanie Południowym

2 komentarze

Oto garść informacji o wydarzeniach związanych z Sudanem Południowym z początku lutego:
– Sudany podpisały w Addis Abebie Pakt o nieagresji. Chciałbym wierzyć, że ma to faktycznie jakieś znaczenie dla pokoju. Oba kraje oskarżają się nawzajem o wspieranie rebeliantów, Bashir co chwila grozi wojną, a ostatnio Południe całkowicie wstrzymało wydobycie ropy. Niestety historia pokazuje, że obiecywanie i podpisywanie przychodzi politykom z Chartumu bez większych trudności, jednak na ich słowie bynajmniej nie można polegać jak na Zawiszy.

– W stanie Jonglei od początku pory suchej, czyli od końcówki ubiegłego roku, trwają krwawe walki etniczne pomiędzy Lou Nuer a Murle oraz Murle a Dinka Bor. Pierwsi najeżdżają drugich, zaś drudzy trzecich i tak ostatnia fala przemocy trwa już od kilku miesięcy. W jej rezultacie zginęło już kilka tysięcy osób, porwano setki/tysiące dzieci (ot, taka tradycja), uprowadzono dziesiątki tysięcy sztuk bydła, zaś jakieś 150 tysięcy osób uciekło ze swoich domostw przed przemocą. ONZ wzywa do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego śledztwa w tej sprawie i grozi postawieniem winnych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, jednak kolejne odwetowe ataki dzieją się dzień po dniu. A wszystko zaczęło się ponoć przeszło 50 lat temu od byka należącego do Lou Nuer i byka Murle, które zakleszczyły się rogami przy wodopoju, w efekcie czego jeden z nich został zabity…

– Podobnie, choć mniej krwawo, w stanie Warrap uprowadzono podczas obecnej pory suchej blisko sto tysięcy sztuk bydła. Na zorganizowanym przez ONZ spotkaniu mającym pojednać wiele zwaśnionych stron nie osiągnięto jednak pokoju. Choć wg świadków rozmowy przebiegały w dobrym kierunku, to w pewnym momencie ochrona/milicja/policja/wojsko jednej ze stron zaczęło strzelać. Jak można się domyślić w świecie, gdzie każdy ma broń wywiązała się strzelanina bez ładu i składu, w wyniku której zginęło ponad 70 osób, a spotkanie zakończyło się fiaskiem. Ciekawe ile jeszcze pór suchych musi upłynąć, by w Sudanie Południowym zakończyła się owa „sarmacka tradycja” podjazdów? Problem jest mocno skomplikowany, choćby ze względu, że akcje rozbrajania cywilów nie przynoszą większych efektów. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro wojsko czy policja nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom najmłodszego kraju świata (całkowity brak infrastruktury, np. dróg, sprawnej administracji itp.; tu na prawdę wszystko powstaje totalnie od zera!), a poza tym zawsze zachodzi podejrzenie, że rozbrojenie może być przeprowadzone jednostronnie, co doprowadziło by którąś ze stron do bezbronności i jeszcze większej rzezi.

– Jak widać sytuacja nie jest lekka, tym bardziej w świetle alarmów ONZ, iż podczas tegorocznej pory suchej żywności zabraknie połowie ludności Sudanu Południowego. Przyczyną takiego stanu jest m.in zamknięcie granicy między Sudanem Północnym a Południowym (a co za tym idzie wysokie ceny żywności, w sytuacji gdy nowe szlaki komunikacyjne jeszcze się nie wykształciły) oraz duża liczba uchodźców. Obecnie w Sudanie Południowym mamy: 1). tzw. przesiedleńców, Południowców wracających z Północy, po tym jak po secesji Sudanów przestali być obywatelami tegoż drugiego kraju i musza wrócić do Ojczyzny; 2). setki tysięcy uchodźców z Kordofanu Południowego i Nilu Błękitnego, regionów Północy, gdzie chwilę po secesji wybuchły rebelie przeciwko rządom Chartumu; 3). uchodźców ze spornego rejonu Abyei. głównie Dinka Ngok, który to w maju 2011 roku został zajęty przez arabskie milicje i północnosudańską armię; 4). setki tysięcy uchodźców wewnętrznych (IDP, Internally Displaced Person) wynikających z sytuacji kryzysowych w stanie Jonglei, Warrap, Unity; 5). uchodźców wewnętrznych i uchodźców z Konga DR oraz RŚA związanych z działalnością LRA, Bożej Armii Oporu Josepha Kony’ego. Prawda, że skomplikowane te maksymalne uproszczenia?

– Ponadto stolica Sudanu Południowego zrezygnowała z usług profesjonalej, rodzimej firmy oczyszczającej miasto. Od początku lutego zamiast normalnych śmieciarek odpady zbierane są zwykłymi, odkrytymi ciężarówkami, a zamiast regularnie opróżnianych koszy na śmieci na poboczach ulic zalegają sterty cuchnących odpadów. Ot, taki „postęp” cofający miasto o dekadę wstecz. Wyobraźcie to sobie przy codziennych temperaturach przekraczających 40 stopni Celsjusza i spadających noca o jakieś 10 kresek…

– Władze Dżuby lubują się ostatnio w radykalnych rozwiązaniach, czego kolejnymi odsłonami jest równanie z ziemią stołecznych targowisk oraz całych kwartałów mieszkalnych o tradycyjnej zabudowie, chatkami – tukulami. Jeśli chodzi o drugąsprawę, to z pewnością potrzeba uregulować kwestię własności ziemi w sytuacji, gdy jej ceny można porównywać z Moskwą czy Manhatanem. Pytanie tylko jak się to odbywa? Natomiast jeśli miasto chce zmodernizować targowiska, to raczej przydałyby się jakieś projekty i plany budowy nowych obiektów… Cóż, burzyć łatwo, zobaczymy co zostanie na tych gruzach zbudowane?

– Na koniec pozytywne wieści. Sudan Południowy został przyjęty do CAF, Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, członka FIFA. Ciekawe, czy jacyś południowosudańscy sportowcy wezmą udział w tegorocznej olimpiadzie? Polonia szykuje się do zimowej, oczywiście po uzyskaniu obywatelstwa:)

„Co to za Coś” – Dave Eggers

Dodaj komentarz

Gorąco polecam! Wciągająca lektura, która mimochodem pozwoli Wam poznać historię drugiej wojny domowej w Sudanie, SPLA i Sudanu Południowego oraz tzw. pokolenia Zagubionych Chłopców. Książka stanowi fabularyzowaną biografię Valentino Achak Deng’a pochodzącego z najliczniejszej w Sudanie Południowym grupy etnicznej – Dinka, z miasteczka Marial Bai w stanie Północny Bahr el-Ghazal. Radosne dni dziećiństwa zostają brutalnie ucięte przez wybuch wojny domowej w roku 1983 oraz najazdy zislamizowanych milicji z Północy. Ucieczka i wygnanie trwa przez następnych 20 lat. Deng’owi udaje się dotrzeć do obozu uchodźców w Etiopii, następnie do Kakumy w północnej Kenii, a wreszcie do USA. Mrożące krew w żyłach i wzruszające historie zawarte na kartach książki opowiadają losy całego pokolenia Zagubionych Chłopców, wyrwanych z dziećiństwa przez okrucieństwa wojny. Szacuje się, że w trwającej od 1983 do 2005 roku wojnie między Północą a Południem życie straciło około dwa i pół miliona osób, a drugie tyle uciekło ze swoich domostw chroniąc się w sąsiedniej Etiopii, Kenii, Ugandzie bądź na Północy.

Zyski ze sprzedaży książki przekazywane są na Valentino Achak Deng Foundation, realizującej m.in. programy rozwojowe w Północnym Bahr el-Ghazal.

Na okładce książki przeczytamy:

Oto opowieść o niezwykłej odwadze i wytrwałości w obliczu jednej z najokrutniejszych wojen w historii świata. Bohater tej wstrząsającej powieści, Valentino Achak Deng, był jednym z tysięcy dzieci zwanych Straconymi Chłopcami, którzy musieli opuścić wioski w Sudanie i przewędrować pieszo tysiące mil. W czasie długiej podróży zmagał się żołnierzami i rebeliantami, nalotami bombowymi i dzikimi zwierzętami, przemierzając bezkresną pustynię. Kiedy po wieloletnim pobycie w obozach dla uchodźców trafił wreszcie do Stanów Zjednoczonych, czekały na niego nowe wyzwania…
Historia opowiedziana z prawdziwie epickim rozmachem, przepojona głębokim współczuciem i niespodziewanym humorem, będąca pochwałą życia pośród szaleństwa wojny i niezapomnianą opowieścią o tragedii i tryumfie.

„Książka pomysłowa, zakrojona na szeroką skalę i przede wszystkim mająca ogromną moc oddziaływania. Co to za Coś to niezwykłe świadectwo i zarazem porażające dzieło”.

„New York Times Review”

Dave Eggers (ur. 1970 r.), amerykański pisarz, satyryk i wydawca, autor książek: Wstrząsające dzieło kulejącego geniusza, My to mamy speeda i How We Are Hungry. Kieruje McSweeney’s, kwartalnikiem i wydawnictwem, jest też współzałożycielem 826 Valencia, niedochodowej sieci młodzieżowych ośrodków literackich i krytycznych. Jego teksty publikowano w „The New Yorker”, „Esquire” i „The Believer”. W roku 2004 współprowadził UC Berkeley Graduate School of Journalism, z czego narodziła się seria książkowa „Voice of Witness”, która ma utrwalać ustne opowieści o wielkich ludzkich tragediach.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2010

Stron: 626

Oprawa: broszurowa

Format: 135X205

Older Entries