„Wojna Emmy”

1 komentarz

Wojna Emmy

Ocena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 Afryk

 

 

„Wojna Emmy” stanowi obowiązkową lekturę dla wszystkich tych, którzy z jakichś powodów zainteresowali się Sudanem. Książka jest kluczem-wytrychem do historii i złożoności wojny domowej pomiędzy Północą a Południem w latach 80. i na początku 90. XX wieku. Ukazanie historii poprzez pryzmat autentycznego romansu pracownicy organizacji humanitarnej Emmy z dowódcą południowosudańskich rebeliantów Riekiem Macharem sprawia, że wydarzenia tamtych dni są dla nas jakby bardziej namacalne i łatwiej przyswajalne.

Deborah Scroggins w przystępny sposób przedstawiła także wcześniejszą historię Sudanu i źródła konfliktu między zarabizowanymi plemionami północy a mieszkańcami południa Sudanu. Autorka pokazała również mechanizmy działania różnorakich organizacji pozarządowych, ONZ oraz ich bezsilność wobec interesów wielkiej polityki i biznesu.

Przez kartki książki przewija się głód, utajone niewolnictwo, okrucieństwa wojny, zabójstwa i masakry, obozy dla uchodźców i pomoc humanitarna, brudna polityczna gra i brudne interesy kręcące się wokół sudańskiej ropy naftowej…

Lektura tej wartościowej książki powinna uświadomić każdemu, że świat i jego problemy nigdy nie są czarno-białe, w szczególności w przypadku tak koszmarnie wielopłaszczyznowo złożonego kraju jakim jest  Sudan.

Z okładki:

Fascynująca, prowokująca do refleksji prawdziwa historia młodej pracownicy organizacji humanitarnej, która przekroczyła niewidzialną granicę wchodząc do wnętrza świata, któremu chciała tylko pomagać.
Demaskatorska relacja na temat działalności humanitarnej i ludzi, którzy zdecydowali się ją prowadzić oraz opowieść o kobiecie, która pozwoliła się uwieść Afryce.
Miłość Emmy McCune do Afryki, jej pełne poświęcenia oddanie sudańskim dzieciom oraz olśniewająca uroda i urok osobisty już od chwili jej przybycia do południowego Sudanu odróżniały ją od innych członków misji humanitarnych. Nikt się jednak nie spodziewał, że zdecyduje się poślubić lokalnego watażkę – człowieka, który zdawał się uosabiać wszystko to, czemu starała się przeciwstawić – i że zaangażuje się w jego działania zmierzające do przejęcia kierownictwa nas całym ruchem powstańczym w południowym Sudanie.

Inne recenzje: http://www.yahodeville.com/ksiazki/index.php?page=2&szukaj=sudan

Reklamy

Ropociąg Juba-Lamu

Dodaj komentarz

Ropociąg Juba-Lamu

Chińskie firmy są faworytami przetargu na budowę ropociągu z Juba, stolicy Południowego Sudanu, do kenijskiego portu Lamu. Ropa z pól n
aftowych na granicy Północ-Południe miałaby być transportowana barkami w górę Białego Nilu i przeładywowana w planowanym porcie poniżej Juba. Taka droga transportu ropy naftowej, głównego towaru eksportowego Sudanu, uniezależniłaby Południe od Chartumu. Obecnie cała ropa z Południa przepływa przez północny Sudan do Port Sudan. Juba wielokrotnie oskarżała Chartum o niewypłacanie całości należnej jej kwoty za „czarne złoto”. Niewiadomy jest ponadto rozwój sytuacji pomiędzy obiema częściami Sudanu po styczniowym referendum.

Chiny są największym inwestorem w Południowym Sudanie, jak i w całym Sudanie. Sudan zaspokaja 7% zapotrzebowania Chin na ropę eksportując aż 60% wydobywanego tu surowca właśnie do tego kraju. Władze Południowego Sudanu zapewniły Chiny, że niezależnie od wyników referendum w dalszym ciągu będą dbały o chińskie interesy nad Nilem.

80% złóż ropy i gazu znajduje się w Południowym Sudanie. To tłumaczy nietypowe zachowanie chińczyków – rozmowy z przedstawicielami ruchu niepodległościowego, czyli GoSS – Goverment of Southern Sudan. Chiny od lat okupują Tybet krawao tłumiąc wszelkie działania separatystyczne, stąd z reguły są przeciwni secesjom, zrywom wolnościowym itp. Jednak biznes jest biznes, a bogiem Chińczyków są pieniądze… Tybetańczykom surowce uniemożliwiają wolność, ale dla południowych Sudańczyków stanowią zgoła odmienną kartę przetargową. Państwo Środka kombinuje na dwa fronty, czekając na którą stronę przechyli się szala…

(http://www.sudantribune.com/spip.php?article36683).

Gdzie krokodyl zjada słońce?

Dodaj komentarz

Taka mała, absurdalna odskocznia od Sudanu.

Pod koniec sierpnia bieżącego roku w Demokratycznej Republice Konga rozbił się niewielki samolot pasażerski. Prawdopodobną przyczyną katastrofy był… krokodyl przemycany w sportowej torbie. Kiedy gad wydostał się z zamknięcia wśród pasażerów wybuchła panika, która doprowadziła do utraty stateczności maszyny i katastrofy. Zginęli wszyscy oprócz krokodyla. Niestety gad nie wrócił na wolność przegrywając życie w konfrontacji z maczetą.

(http://www.guardian.co.uk/world/2010/oct/22/escaped-crocodile-congo-plane-crashhttp://news.nationalpost.com/2010/10/21/plane-crash-kills-20-people-after-loose-crocodile-causes-a-panic/http://www.tvn24.pl/12691,1678969,0,1,samolot-spadl-przez-krokodyla,wiadomosc.html).

Dla pokoju w Sudanie cz. 1 – sudan365.org

Dodaj komentarz

 

 

Dział muzyczny rozpocznę nie od sudańskiej muzyki, lecz od muzyki dla Sudanu.

Inicjatywa „Beat for Peace” – www.sudan365.org rozpoczęła swoją działalność rok przed planowanym na 9 stycznia 2011 referendum w sprawie przyszłości Sudanu Południowego (niepodległość bądź sojusz z Północą w ramach jednego państwa). Celem jej działalności jest zwrócenie opinii publicznej świata na Sudan i zbliżające się referendum. Musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby głosowanie odbyło się i przebiegło pokojowo. Nie możemy pozwolić na eskalację przemocy i wybuch kolejnego konfliktu zbrojnego. Byłoby to równoznaczne  z kontynuacją najdłużej trwającej i jednej z najbardziej krwawych wojen w Afryce, zaledwie po pięciu latach oddechu – zawieszenia broni.

Posłuchajcie, pomyślcie co możecie zrobić…

Wy też możecie dołączyć do „Beat for Peace”, podpisać petycję, nagrać swoją wersję bębnienia dla pokoju… szczegóły na stronie internetowej www.sudan365.org.

Poniżej oryginalna odezwa do działania na rzecz pokoju w Sudanie.

„Sudan 365 was launched on 9 January 2010, 365 days from when a referendum is due to be held to determine the future of Sudan. The people of South Sudan will vote to decide whether they wish to remain part of a united Sudan or whether they want to become an independent country.

We believe it should be a future in which human rights are guaranteed in an environment of peace, prosperity and harmony.

Our fear is that it could be a future of conflict and suffering.

The referendum is important as it was a key element of the Comprehensive Peace Agreement. This agreement was signed in 2005, after more than twenty years of war.

The war killed over 2 million people.

It displaced over 4 million from their homes.

It caused suffering, trauma and uncertainty for millions.

The peace agreement heralded a brighter future. It promised deep reform and national elections.  And it stated that in January 2011, there would be a referendum in the south. This would allow the South to decide its future through the ballot box – and not through the gun.

With 365 days until the vote, much of the agreement has not been implemented. Tension between the North and South are growing. In 2009, over 2,500 people were killed. Over 350, 000 were displaced.

In Darfur, following a conflict in which hundreds of thousands of civilians died, attacks against civilians continue and millions suffer daily in camps. After seven years of violence, a peace agreement still has not been reached.

Many fear the situation will get worse. Unless we, and our governments, stand together with the people of Sudan and demand that conflict is prevented and that human rights are protected..

Join the global call for action.

Join the beat for peace.


Co łączy Chiny z Sudanem?

Dodaj komentarz

Chiny i Sudan, oraz uogólniając wiele innych afrykańskich krajów, łączą skomplikowane więzy układów gospodarczo-ekonomicznych. Afryka dla Chin to doskonały kontynent do inwestowania: pozyskiwania surowców naturalnych, realizowania rozmaitych projektów budowlanych, infrastrukturalnych i innych, a także wszelkiej maści handlu… Z Sudanu pochodzi ponad 7% importowanej do Chin ropy naftowej, chińczycy budują drogi i sudańskie miasta, na czwartej katarakcie na Nilu skonstruowali tamę Meroe oraz hydroelektrownię, nowoczesne międzymiastowe autokary oraz część samochodów tez pochodzi z Chin. Niestety wielkie interesy, tym bardziej w chińskim wydaniu, częstokroć łamią podstawowe prawa człowieka oraz zasadniczo rozmijają się z poszanowaniem środowiska naturalnego. W Sudanie w parze z chińskim interesem gospodarczym kroczy sprzedaż broni dla sudańskiej armii oraz jej szkolenia wojskowe. Chociaż na największy afrykański kraj nałożone jest embargo na zakup broni, nie przeszkadza to w swobodnym napływie tego brudego towaru do Sudanu. Z Chin pochodzą m.in. samoloty i pojazdy wojskowe, broń małokalibrowa, granaty i amunicja. Pomimo embarga w procederze handlu bronią z Sudanem uczestniczy również Rosja, Ukraina, Białoruś, Arabia Saudyjska, Iran, a także kraje Unii Europejskiej, w tym Polska (oraz Francja i Litwa). Istnieje wiele dowodów na to, że broń chińskiej produkcji była i jest wykorzystywana do ludobójstwa w Darfurze…

 

Pola naftowe na pograniczu Północnego i Południowego Sudanu

 

Chiny zainwestowały w sudańką ropę mnóstwo pieniędzy. Zajęły tu miejsce amerykańskiego koncernu Chevron, po tym jak ów wycofał się z interesów w kraju wspierających terroryzm i łamiącym prawa człowieka, z niepewnych i niebezpiecznych pól naftowych na terenach atakowanych przez południowosudańskich rebeliantów. Pod osłoną wojsk rządowych ropa zaczęła płynąć do Chin, które obecnie mają większość udziałów w wydobyciu, transporcie i przetwórstwie sudańskiej ropy (konsorcja: CNPC, GNPOC, PDOC, GNOP), i w ogóle największym inwestorem w kraju. W zamian Chartum otrzymywał broń i pieniądze niezbędne do prowadzenia swej brudnej polityki (wojna na południu, uzbrajanie plemiennych milicji i czystki etniczne na pograniczu Północy i Południa oraz w Drfurze), a przede wszystkim sojusznika z prawem weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To właśnie chińska i rosyjska polityka na arenie ONZ blokowała bądź opóźniała szereg rezolucji tyczących zbrodni na ludności cywilnej w Darfurze i pomocy humanitarnej dla tego regionu.

 

Pola naftowe w Sudanie - koncesje ECOS

 

Przerażające jest, że ów największy kryzys humanitarny na świecie trwa nadal. Szacuje się, że od 2003 roku zginęło 200-300 tysięcy ludzi, zaś kolejne 2 miliony zmuszone były opóścić swoje domy. Ostatnio w mediach pojawiły się wiadomości mówiące, że Chiny zamierzają nie dopuścić do publikazji raportu ONZ nt. broni w Darfurze. Dokument nie stwierdza, czy chińscy handlarze bronią wiedzieli o przeznaczeniu swojego towaru, jednak mówi o jej kierowaniu przez władze z Chartumu do walki z rebeliantami w zachodnich prowincjach kraju. Raport wymienia conajmniej tuzin rodzajów amunicji chińskiej produkcji używanych w Darfurze w ciągu ostatnich dwóch lat, w tym również podczas niedawnych ataków na połączone siły ONZ i Unii Afrykańskiej (za http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2010/10/15/AR2010101506111.html?wprss=rss_world/africa

).

 

Eksport ropy z Sudanu w roku 2008 (http://www.eia.doe.gov)

 

Śledząc międzynarodowe poczynania w sprawie ostatnich dekad konfliktów w Sudanie można się jedynie gorzko uśmiechnąć i załamać ręce. Nie wydaje się, aby ONZ, Unia Afrykańska czy jacykolwiek liczący się gracze na globalnej arenie byli w stanie nie dopuścić do powstania nowego konfliktu bądź  zakończenia już trwającego. Patrząc na wojnę w Południowym Sudanie czy konflikt w Darfurze nawet doraźna pomoc poszkodowanej ludności cywilnej mocno kuleje bądź wcale nie dociera do potrzebujących. Już samo embargo na zakup broni przez Sudan świadczy o hipokryzji ONZ i farsie tych wszystkich szumnych uchwał i rezolucji. Otóż wg nałożonego 6 lat temu embarga Sudan ma prawo kupować broń, jeżeli nie będzie jej wykorzystywał w Darfurze! Wystarczy, że Chartum podpisze takim Chinom czy Rosji (stałym członkom Rady Bezpieczeństwa ONZ), bądź jakiemukolwiek innemu państwu oświadczenie, że broń nie pojedzie do Darfuru i już wszystko gra w świetle międzynarodowego prawa. Umowa zawiera odpowiednią klauzulę i już nikt nie narusza embarga! Na cóż ta farsa? Czy ci wszyscy jajogłowi wierzą, że państwo, w którym w ciągu ostatnich 50 lat zginęło 4-6 milionów ludzi, a co najmniej drugie tyle zostało zmuszone do ucieczki, dotrzyma danego w tych bzdurnych umowach słowa? A nawet jeśliby słowa dotrzymało i embargo nie zostałoby złamane to co? Na cóż ta cała broń? Może na wojnę z Sudanem Południowym, jeśli tylko w styczniowym referendum ośmieliłoby się ono zadecydowć o secesji i niepodległości? Przecież na takie użycie broni Chartum już nie ma embarga, więc śmiało może najechać polskimi czołgami, rosyjskimi śmigłowcami i z chińską amunicją chińskie pola naftowe swojego południowego sąsiada…

Wieżyczka na szachownicy buszu

Bashir grozi wojną domową

1 komentarz

Prezydent Sudanu Omar Hassan al-Bashir ostrzegł ostatnio autonomiczny Sudan Południowy przed wybuchem nowego konfliktu zbrojnego, jeżeli do styczniowego referendum secesyjnego nie zostaną uzgodnione kwestie sporne między Północą a Południem.

 

Bashir grozi wojna domową

 

 

Północnosudański czołg zniszczony przez SPLA pomiędzy Juba - Mongalla

 

W roku 2005, po przeszło 22 latach wojny domowej, obie części Sudanu podpisały porozumienie pokojowe (CPA). Na jego mocy Południe uzyskało autonomię, własnego prezydenta, rząd, wojsko, policję itp. oraz prawo do zadecydowania o swojej przyszłości w referendum. Data 9 stycznia 2011 jest obecnie najważniejszym dniem w Sudanie i największą niewiadomą. Wokół tej daty kręci się wszystko: polityka, gospodarka, napięcia społeczne…

Rzecz jasna szczególnie mieszkańcy Południa żyją tą datą wiążąc ogromne nadzieje z referendum. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że opowiedzą się za niepodległością, choć Chartum wszelkimi możliwymi sposobami stara się nakłonić Południowców do wybrania opcji „Unity”, czyli jedności. Chartum buduje drogi na Południu i ogólnie inwestuje w propagandowe projekty rozwoju (choć nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca), jednak czując wymykające się spod jego kontroli pola naftowe używa także szantażu gospodarczego oraz gróźb.

Tak oto w retoryce Bashira władze Południowego Sudanu zostały oskarżone o łamanie porozumienia pokojowego m.in. poprzez propagowanie wśród ludności głosowania za niepodległością Południa. Chartum z całych sił próbuje nie dopuścić do referendum, twierdząc, że nie może się ono odbyć w wyznaczonym terminie, gdyż nie ustalony jest dokładny przebieg granicy między Północą a Południem oraz jak dzielić dochody ze sprzedaży ropy, dług międzynarodowy oraz wody Nilu.

Powodem ostatnich wypowiedzi był brak porozumienia w sprawie roponośnego regionu Abyei na granicy Północy i Południa. Ów strategiczny rejon jest kością niezgody pomiędzy obu karajami, a pertraktacje dotyczą tego, kto może wziąć udział w referendum w tym regionie. Zamieszkują go bowiem grupy etniczne Dinka Ngok oraz Misseriya. Pierwsza z nich należy do rdzennej ludności nilockiej (Dinka stanowią większość w Południowym Sudanie), drugą zaś stanowią zarabizowane plemiona półkoczownicze. Misseriya tradycyjnie wędrowali ze swymi stadami przez region Abyei. Niestety podczas ostatniej wojny domowej rząd w Chartumie wykorzystywał międzyplemienne antagonizmy w swojej kampanii. Poprzez uzbrojenie takich plemion jak Baggara czy właśnie Misseriya prowadził eksterminację ludności Dinka i innych, oczyszczając tym samym pola naftowe dla kompani naftowych…

Do referendum zostało mniej niż 85 dni…

(Źródła: http://english.aljazeera.net/news/africa/2010/10/2010101091233114892.html;

http://english.aljazeera.net/news/africa/2010/10/2010101572158985130.html)

Dr Africa

1 komentarz

 

Dr Africa z Gumba, Pd. Sudan

 

Dr Africa zaprasza!

Centrum Badań nad Medycyną Afrykańską

Dr Africa leczy różnorakie schorzenia

Szaleństwo … Alkoholizm

Taka oto tablica zachęca do wizyty u znachora w naszej wiosce Gumbo (Gumba). Gabinet mieści się w tukuli, tradycyjnej okrągłej afrykańskiej chacie o glinianych ścianach, klepisku i słomianym dachu.  Tak zresztą wygląda całe Gumbo, nie licząc blaszanych bud przyklejonych do przecinającej wioskę gruntowej drogi. W jednej z owych „nowoczesnych”, blacho-falistych konstrukcji mieści się kolejny „gabinet lekarski”. I tak oto w niewielkim Gumbo, pomiędzy tukulami, straganami, sklepikami, budkami z doładowaniami do telefonów i prądem do doładowywania elektroniki oraz barami jest kilka „ośrodków zdrowia”.

 

Klinika Dr Africa w Gumbo

 

W kraju, gdzie większość mieszkańców żyje za mniej niż dolara dziennie taki przepych może dziwić. Jak to wszystko działa, jak te wszystkie wielodzietne rodziny wiążą koniec z końcem? Jednak przedmieścia Dżuby ze swym drobnym handlem i usługami w jakiś nieprawdopodobny sposób funkcjonują, a faceci zawsze wyczarowują pieniądze na tytoń i alkohol…

W kraju bez publicznej służby zdrowia forsa jest również niezbędna do leczenia się, a niestety Południowy Sudan należy do rejonów, w którym złapać można najgorsze choróbska świata. W związku z brakiem dostępu do normalnej opieki medycznej (bariera finansowa, komunikacyjna) najpopularniejszym miejscem poszukiwania pomocy na wszelkie dolegliwości są tradycyjni, wioskowi znachorzy bądź malutkie, prywatne „kliniki”. Problem w tym, że do ich prowadzenia nie koniecznie potrzeba dyplomów i kwalifikacji, a co się z tym wiąże jakość świadczonych usług pozostaje dyskusyjna. Podobnie nie można mieć pewności co do kupowanych w miejscowych aptekach leków. W większości na etykietce widnieją napisy „Made in India” bądź „Made in China”, a o procesie produkcji, zawartości leku w leku i bezwartościowych podróbkach z tych rejonów świata można obejrzeć szereg filmów dokumentalnych. Pozostaje więc jedynie mieć nadzieję, że właściwa substancja czynna faktycznie znajduje się w danej pigułce…

Również znachorzy, nawet ci znający się na tradycyjnej medycynie, ziołach itp., mogą stanowić zagrożenie dla pacjentów. Problem tkwi nie tyle w oszustach, ale w głęboko zakorzenionym przekonaniu, że „witch doctor” może pomóc na wszystko. Na szyldach odnajdziemy np. leczenie AIDS, raka, bezpłodności, chorób psychicznych i wszelkiej maści inne cudowności.   Witch doktorzy potrafią też odczyniać uroki i chronić przed złymi duchami. Niestety w niektórych przypadkach tradycyjna medycyna vel podrabiani znachorzy prowadzą do śmierci.

 

Typowy przydrożny bar w Gumbo

 

Swego czasu przyjaciel naszego byłego pracownika poprosił o pożyczkę twierdząc, że koniecznie musi zabrać go do wioskowego „witch doctora”. Na pytanie co się dzieje padła odpowiedź, że ktoś na mężczyznę rzucił urok i został on opętany przez duchy, gdyż… od tygodnia pluje krwią. Niestety na zaawansowaną gruźlicę nawet najlepsze miejscowe kliniki nie są w stanie nic poradzić.

Na koniec bardziej osobiście, dlaczego to dłuższą chwilę milczeliśmy? Otóż jednocześnie dopadły nas egzotyczne choróbska, co osłabiło na chwilę wszelką aktywność. Tyfus wespół z malarią, bądź malaria wespół z tyfusem, czyli w skrócie wysoka gorączka (pod 40 st. C), dreszcze, bóle mięśni, stawów i głowy, wysypka na ciele, powiększona śledziona, biegunka i wymioty.

Cóż, to że malaria to nic dziwnego, wszak jest pora deszczowa a Sudan Południowy należy do jednych z najbardziej malarycznych stref na świecie.  Nie dajcie się jednak zwieść kompaniom farmaceutycznym jakąś profilaktyką antymalaryczną. Malaria NIE jest chorobą śmiertelną, a łykanie tabletek profilaktycznych jest bez sensu, szczególnie przy dłuższych pobytach. Rozwiązaniem są leki zażywane już po ewentualnym zachorowaniu, m.in. Coartem bądź Duo-Cotacxin. 3 dni i po problemie.

 

Zestaw pigułek do walki z malarią i tyfusem

 

Skąd jednak dur brzuszny (tyfus)? Nie pijemy wody niewiadomego pochodzenia, nie jemy brudnymi rękoma, a przede wszystkim jesteśmy oboje zaszczepieni przeciw typhoidowi… Czyżby ta szczepionka to kolejna ściema koncernów? Sprawdziłem w sieci – piszą o skuteczności 60-90%. Już na tym etapie niezły rozrzut. Ciekawe, że przy szczepieniu nikt nie informuje, że kłując się zmniejszasz ryzyko zachorowania zaledwie o niewiele ponad połowę. Niech i nawet będzie te 90%, i tak oboje polegliśmy. Na szczęście korzystamy z usług profesjonalnych klinik a nie znachorów i choróbska jak przyszły tak i poszły w niepamięć.

Older Entries