Kryzys paliwowy w Juba

Dodaj komentarz

Podobnie jak to miało miejsce przed styczniowym referendum, tak i teraz przed proklamowaniem niepodległości przez Sudan Południowy kraj pogrążył się w kryzysie paliwowym. Choć na Południu znajduje się lwia część złóż ropy naftowej Sudanu, jednak rurociągi prowadzą na Północ, gdzie też zlokalizowane są rafinerie. Tak więc południowosudańska ropa płynie na północ, jednak od ładnych paru tygodni nie wraca na Południe.

Obecna sytuacja jest o wiele bardziej poważna niż w styczniu, kiedy to kryzys odbił sie w zasadzie tylko na 20-30% podwyżce cen paliwa. Teraz paliwa po prostu nie ma, albo inaczej jest tylko dla wybranych. Najpierw zaczęło brakować benzyny, co w pejzażu ulicy wymalowało się wieluset-metrowymi kolejkami do stacji paliwowych mototaksówek boda-boda. Przez pewien czas po mieście krążyły swego rodzaju motocyklowe gangi – grupy boda-bodowców, ale z reguły krążyły od stacji do stacji jedynie za plotkami, że gdzieś tam zaczęli tankować. Warkot roju chińskich motorków pojawiał się i znikał wraz ze spuszczonymi nosami ich właścicieli. Plus taki, że im mniej boda-boda na ulicach tym bezpieczniej w ruchu drogowym…

Po benzynie przyszła kryska na diesla. Niemal całe miasto prcuje na dieslu. Ropę leje się do większości samochodów osobowych, matatu czyli busików odpowiedzialnych za miejski, podmiejski i regionalny transport, ciężarówek i autobusów, maszyn budowlanych i generatorów… Aby zrozumieć powagę sytuacji, musicie zdać sobie sprawę, że brak diesla w Juba oznacza nie tylko zatrzymanie ruchu na ulicach, ale przede wszystkim brak prądu w stolicy zasilanej w przewadze z generatorów oraz brak wody, kiedy to wody nie da się dowieźć beczkowozami (bo nie mają jak jeździć) bądź wypompować spod ziemi z powodu braku prądu. Następuje więc paraliż na wielu płaszczyznach…

Ceny paliwa na czarnym rynku osiągają horrendalne ceny. Litr diesla kosztował 4 funty sudańskie (ok. 1,3$), na czarnym rynku sięga zaś 20 a jak plotki głoszą nawet 40 funtów! Rząd wprowadził jednak ograniczenia na stacje paliw ustalając maksymalną cenę za litr na poziomie 5 funtów. Co z tego, skoro stacje nie mają bądź nie wyprzedają ostatków swoich zapasów? Czarny rynek kwitnie, choć służby bezpieczeństa mają na oku wszystkie stacje.

Sytuacja jest tak poważna, że w ostatnich dniach do tankowania uprawnione są tylko niektóre pojazdzy rządowe i użyteczności publicznej. Godzina siódma rano. Do jednej ze stacji na przedmieściach Juba ustawiła się długa kolejka, w jednym rzędzie benzynowe motocykle, w drugim pojazdy napędzane dieslem. Na dodatek setka ludzi z żółtymi plastykowymi baniakami i butelkami po wodzie także wierzy, że uda im się zdobyć choćby parę litrów. Security w granatowych mundurach moro z metrowymi drewnianymi bąź metalowymi pałkami próbuje panować nad tłumem torując drogę pojazdom uprzywilejowanym. Ustawia się ambulance, śmieciarki, jakieś samochody z rządowymi rejestracjami GoSS. Tankowanie nie rozpocznie się jednak, dopóki nie pojawią się panowie ze służby bezpieczeńtwa, doglądający kto tankuje i czy oby nie za więcej niż ustawowe 5 funtów. W końcu po ósmej pojawiają się wysmukli kolesie w ciemnych okularach, koszulach i spodniach w kantkę oraz najwłaściwszym atrybutem władzy – AK47 vel kałasznikow przeweszonym przez ramię. W pokazie siły organizują kolejkę „karnistrowców”, po czym pozwalają somalijskim właścicielom stacji tankować. Udaje się! Popracujemy przez następny tydzień i nic to, że w domu prądu nie ma już od dwóch tygodni. Priorytety…

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Rządy obydwu Sudanów od dawna nie mogą się porozumieć, jak podzielić ropę i zyski z niej. Złoża leżą na pograniczu, w większości na Południu, jednak rurociągi i rafinerie na Północy. Co począć z takim węzłem gordyjskim, w sytuacji kiedy za niecały miesiąc jedna część Sudanu będzie niepodległa od drugiej? Ponoć strony osiągnęły tymczasowe porozumienie, ponoć barki z paliwem płyną w górę Nilu Białego i zbliżają się do Juba, jednak muszę szybko kończyć wpis, aby zdążyć przed końcem baterii w laptopie. Kto wie gdzie i  kiedy przyjdzie się doładować?

Abyei

3 komentarze

Sporo się ostatnio dzieje w Sudanie, zegar do niepodległości tyka, ale czasu brak na wpisy. Polecę za to tekst urzędującej w Juba Julii Prus:

Sudan: 100 ofiar, tysiące uchodźców i czyn społeczny

2011-06-02 20:46
Podczas gdy Sudan Południowy przygotowuje się do uroczystości ogłoszenia niepodległości, armia z Północy od dwóch tygodni wciąż kontroluje sporny region Abyei. Okupacja kosztowała życie blisko stu cywilów, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi zmusiła do ucieczki.
W kraju, który ma niecałe 100 km asfaltowych dróg, a prawie połowa populacji żywiona jest przez organizacje pomocowe, trwają przygotowania do uroczystych obchodów niepodległości, które odbędą się 9 lipca. W stolicy Południa, Dżubie, tysiące mieszkańców w czynie społecznym sadzą kwiaty i sprzątają ulice. Sprzedawcom nakazano pomalować wszystkie punkty usługowe na kolor biały i niebieski. W razie niewykonania polecenia kara wynosi 2 tys. dolarów.W Dżubie jedną z niewielu oznak konfliktu toczącego się w Abyei są coraz dłuższe przerwy w dostawach paliwa. Jego cena wzrosła w ciągu miesiąca o 70 procent.

 Południowy Sudan na mocy porozumień pokojowych z 2005 roku, które zakończyły 22-letnią wojnę domową pomiędzy północą a południem, na początku lipca ma stać się niepodległym państwem. Jednak status bogatego w ropę i żyzne gleby Abyei jest nadal punktem spornym.

Mimo międzynarodowych sprzeciwów 21 maja rząd z Chartumu przejął kontrolę wojskową nad Abyei. W wyniku tej akcji śmierć poniosło prawie stu cywilów, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi opuściło swoje domy – poinformowała w czwartek agencja Reutera, powołując się na oficjalne źródła.

Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) zajęły Abyei dzień po ataku uzbrojonej grupy żołnierzy z południa na konwój eskortowany przez oddziały pokojowe ONZ. Ludowa Armia Wyzwolenia Sudanu (SPLA) nie przyznaje się do ataku.

Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) podał, że w rejonie Abyei spalona została ponad jedna trzecia chat. Inne splądrowano lub zburzono. W rejonie zamieszkanym dotychczas przez 50 tys. ludzi nie ma teraz prawie nikogo. Ze względu na wymogi bezpieczeństwa dostarczanie pomocy humanitarnej jest utrudnione.

Mimo nacisków i gróźb ze strony ONZ, USA i rządu Południowego Sudanu władze w Chartumie odmówiły wycofania wojsk do czasu przeprowadzenia referendum w spornym regionie. Na mocy ustaleń pokojowych sprzed sześciu lat Abyei zagwarantowano osobne referendum w tym samym czasie, co referendum niepodległościowe Południa, a więc w styczniu 2011 roku. Jednak nie doszło ono do skutku, bo między Południem i Północą wybuchł spór o to, kto jest uprawniony do głosowania.

W zeszłym miesiącu Stany Zjednoczone ostrzegły SAF, że przejęcie Abyei uniemożliwi usunięcie Sudanu z listy krajów wspierających terroryzm. Prezydent Południowego Sudanu Salva Kiir powiedział w zeszłym tygodniu, że Południe nie chce kolejnej wojny.

Od początku roku w wyniku walk w dziewięciu spośród dziesięciu południowych stanów zginęło ponad 1400 osób. Armia Południa na swoim terytorium zmaga się z siedmioma uzbrojonymi grupami rebelianckimi.

pap

(za http://www.wprost.pl/ar/247383/Sudan-100-ofiar-tysiace-uchodzcow-i-czyn-spoleczny/).