Tam chleba nie brakuje nikomu

1 komentarz

Afryka…tak wielu ludziom kojarzy się z głodem i biedą, a już w szczególności Sudan Południowy – płaski, na przemian suchy i bagnisty, wyniszczony kilkoma dekadami krwawych konfliktów. Będąc tu dłużej można się jednak przekonać, że ziemia w wielu miejscach jest bardzo żyzna, a pora deszczowa gwarantuje zaspokojenie żywieniowych potrzeb mieszkańców. Potrzebna jest tylko chęć do pracy, pokój i inspiracja. Na przełomie 2012 i 2013 roku wybraliśmy się do Nagichot, miejscowości położonej ok. 2000 m n.p.m. w górach Wschodniej Ekwatorii (Eastern Equatoria).  Wioska ta leży ponad Chukudum, a rejony te zamieszkuje grupa etniczna Didinka. Górski klimat (niższe temperatury, większa ilość opadów i urodzajne gleby) sprzyjają uprawom. Gdy po mozolnej kilkugodzinnej wspinaczce samochodem znaleźliśmy się na wierzchowinie, oczom naszym ukazał się krajobraz rodem z Europy, niczym lipiec w podkrakowskiej wsi. Złote pola jak malowane ciągnęły się pasami przeplatanymi uprawami warzyw. Jedynie małpy skaczące po koronach drzew porastających doliny, krzewy kawowca i czarnoskórzy rolnicy przypominali, że nadal jesteśmy w Sudanie Południowym. Pszenicę i inne nietypowe dla tej strefy zboża zaszczepili tu jeszcze w czasach kolonialnych misjonarze. Oczywiście zrobiliśmy zakupy, które zabraliśmy do Dżuby. Szkoda, że póki co nie ma tam dobrej drogi, więc handel na większą skalę nie jest możliwy. Natomiast chleba nie brakuje nikomu.

Nowi mieszkańcy ogrodu

Dodaj komentarz

Przedstawiam nowych mieszkańców naszego ogrodu:

Pająk Ogrodowy (Garden Spider, Argiope australis). Zgadnijcie które to samiec, a które samica? ...i dlaczego samiec zniknął był po kilku dniach:) W tle kwiat passion fruit'a.

Pająk Ogrodowy (Garden Spider, Argiope australis). Zgadnijcie które to samiec, a które samica? …i dlaczego samiec zniknął był po kilku dniach:) W tle kwiat passion fruit’a.

Te krótkie chwile szczęścia... pająk i pajęczyca na sieci. Pająki ogrodowe podobne są do naszych Tygrzyków paskowanych. Samica osiąga do 5cm "w biodrach", a samiec zaledwie pół cm.

Te krótkie chwile szczęścia… pająk i pajęczyca na sieci. Pająki ogrodowe podobne są do naszych Tygrzyków paskowanych. Samica osiąga do 5cm „w biodrach”, a samiec zaledwie pół cm.

Dziś na obiad motyl. Charakterystycznym elementem sieci Pająków ogrodowych jest biały zygzak w dolnej części pajęczyny.

Dziś na obiad motyl. Charakterystycznym elementem sieci Pająków ogrodowych jest biały zygzak w dolnej części pajęczyny.

Szarańcza na naszym bananowcu z gór Imatong. Dobrze, gdy widzi się tylko pojedyncze sztuki.

Szarańcza na naszym bananowcu z gór Imatong. Dobrze, gdy widzi się tylko pojedyncze sztuki.

Nocny gość na szklanym blacie naszego kuchennego stołu.

Nocny gość na szklanym blacie naszego kuchennego stołu.

 

Pora deszczowa za nami…

Dodaj komentarz

Po upływie pierwszej pory deszczowej na nowej działce znacznie się zmieniło i zazieleniło. Rośliny urosły jak szalone. Pisałam wcześniej, że dam znać gdy zakwitną passion fruity, otóż kwitną!!! Ich fantazyjne kwiaty to pachnące dzieło sztuki matki natury. Rośliny przed podestem są tak bujne , że od czasu do czasu musieliśmy je wycinać. Słoniowa stopa (czy też róża pustyni) cała pokryła się różowym kwieciem.  Ostatnio wspominaliśmy jak malutki bananowiec wędrował w plecaku – wykopaliśmy go w górach Imatong, a drzewa (avocado, eukaliptus, neem tree i bananowiec ) maja teraz ok 2-3 m wzrostu, a sadziłam je z kilkunastocentymetrowych sadzonek. Pięknie pachną kwiaty plumerii, z resztą też posadziliśmy ją kilka miesięcy temu. Krótko mówiąc wszystko tu rośnie jak na drożdżach.

Tylko w Afryce …

1 komentarz

Możesz pobawić się z małą małpką, którą znajomy dostał w prezencie.

Jedynie na tym kontynecie jeśli masz trochę szczęścia możesz poprzytulać lamparcie kocięta, które straciły mamę i wkrótce zostaną wypuszczone na wolność. Ps.Te bardzo żywiołowe stwory, póki co traktują człowieka jak potencjalne drzewo, na które można się wdrapać, potarmosić czy zadrapać.

To mogło się zdarzyć jedynie w Afryce !

Kosmetyki z Sudanu Południowego

Dodaj komentarz

Kuba i ja od 3 miesięcy jesteśmy mężem i żoną. Na okoliczność naszego ślubu i wesela chcieliśmy  przygotować rodzince i znajomym iście sudański prezent. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, aby gościom weselnym podarować tzw. lufy jako myjki kąpielowe (https://sudaninfo.wordpress.com/?s=loofa), a później przeczytałam w lokalnym czaspopiśmie artykuł o projekcie Lulu Life, dzięki któremu powstają kosmetyki z masła shea – oleju roślinnego wytwarzannego z nasion afrykańskiego drzewa z gatunku masłosz Parka (Vitellaria paradoxa). Na pewno nie jeden słyszał o kosmetykach wytwarzanych z oleju z orzechów shea. W Dżubie działa tzw. Lulu Project, gdzie ręcznie wytwarzane są w 100% naturalne i ekologicze kosmetyki z lokalnie tłoczonego oleju shea. Kiedy odwiedziłam  manufakturę, w której wszędzie pachnie shea butter wiedziałam, że to będzie najlepszy dodatek do naturalnych myjek z trukwy, a zarazem idealny prezent z Sudanu Południowego dla naszych gości. Dostępne są tu mydła, balsamy do ciała, ust, pilingi oraz repelenty na komary.  Zamieszczamy zdjęcia produktów Lulu oraz obecnie rosnących w naszym ogrodzeniu luf. Kosmetyki z masła shea są reweleacyjne. Skóra jest miękka i nawilżona, wzbogacona o niezliczone składniki odżywcze masła shea. Najwięksi sceptycy po ich użyciu potwierdzają – „skóra jest gładka i przyjemna w dodtyku”. UWAGA -Kosmetyki te silnie uzależniają! Nie kupujemy już żadnych innych 😉

 

Nasz ogród

6 komentarzy

Nigdy nie pisaliśmy jeszcze o naszym miejscu do życia, które stworzyliśmy wspólnymi siłami przy pomocy naszych cudownych pracowników oczywiście.

Nasz ogród obecnie

Mieszkamy w kontenerach (takich do wysyłania towarów) przerobionych na pokoje z łazienką.  Jest to ciekawa alternatywa na dom w tropikach (gdy nie odpowiednich materiałów, nie ma czasu na budowę, czy też chcemy mieć dom mobilny), dobrze izolująca od warunków zewnętrznych w tym insektów, pod warunkiem że mamy pod ręką prąd i klimatyzację. Na jednej działce mieszkamy wraz ze wspólnikami, dzielimy kuchnię, po polsku można by ją nazwać kuchnią letnią ponieważ jest na wpół otwarta, ale nie o mieszkaniu chciałam pisać (napiszemy innym razem)….

Ponieważ uwielbiam wszystko co żywe i zielone, chciałam Wam opowiedzieć o naszym ogrodzie. Pomiędzy konenerami mamy mały skwerek gdziejeszcze w porze suchej jako pierwsze drzewo zasadziliśmy z Kuba słoniową stopę (desert rose). Jest to gatunek stąd, rośnie głównie na skalistm podłożu w nasłonecznionych miejscach. Historia tego drzewka jest dość skomplikowana, mam je conajmniej półtora roku. Dostałam jako kwitnącą gałąź od jednego z pracowników z poprzedniej pracy. Posadziłam w donicy, która najpierw stała w knajpie (projektu Kuby), ale zabrałam je i potem mieszkało z nami w Gumbo. Po odejściu z poprzedniej firmy zabraliśmy drzewko ze sobą na Jebel, do domu który wynajmowaliśmy.

Kwiat róży pustyni

Następnie, gdy powstawały nasze kontenerowe mieszkania wszystkie moje rośliny stały w donicach po biurem, w miejscu gdzie mamy też warsztat. W tym całym okresie przeprowdzek drzewko kwitło 2 razy i również 2 razy traciło liście. Cykl tego drzewka wygląda tak, że w porze mokrej pokryte jest zielonymi liśćmi, gdy przestaje padać drzewko zaczyna wypuszczać piękne różowe kwiaty, a liście opadają. W końcu gdy wprowadziliśmy się do konenerów mogłam je uwolnić z donicy. Nie było to jednak takie proste. Najpierw Kuba siłował się z donicą, aby włożyć ją na pick-upa, ale nie mógł jej oderwać od ziemi. Okazało się, że w ciągu pół roku drzewko przebiło tworzywo i mocno się zakorzeniło. Następnie trzeba było rozcinać donicę, aby wydobyć roślinę z niewoli. Teraz zdecydowanie szczęśliwiej rośnie mu się w ziemi. Uwielbiam to drzewko, szczególnie kwitnące.

Pozatym… nie będę się ropisywać o każdej roślinie, ale większość z tych, które teraz rosną na naszej działce miałam wcześniej w donicach by je w końcu wysadzić, część posadziłam już w poprzednim domu, z resztą wszędzie, gdzie mieszkam sadzę roślinki. Część roślin dostaliśmy od znajomych, którzy opuszczali Jube. Resztę sadzonek drzew i krzewów kupiłam w szkółce nad Nilem – to chyba moje ulubine miejsce w Jubie, pełne starych palm i drzew imponujących rozmiarów.

Zielono – fioletowy kącik

Wracając do naszego podwórka …pierwsze podchody pod tzw. ogród nastąpiły w jeszcze w porze suchej. Dokoła drewnianego podestu przed kontenerami, chcieliśmy stworzyć coś w rodzaju pergoli, dlatego też posadziliśmy pnącze – bugenwilla, którez momentem pojawienia się pierwszych deszczów zaczęło szybko piąć się po bambusowych drabinkach. Kwitnący żywopłot dookoła skwerku tworzą liście Canna Altensteinii z pięknymi czerwonymi kwiatami do których obecnie przylatuje mnóstwo motyli. Pomiędzy nimi rosły krzaczaki bazylii, która wrosła jak szalona, więc ostatnio po powrocie z Polski musiałam część wyrwać bo zagłuszała inne rośliny. Już 2 razy podejmowałam próby stworzenia pseudo europejskiego trawnika. Czekaliśmy cierpliwie na porę deszczową. Najpierw wysiałam nasiona trawy, jednak po dłuższym czasie oczekiwania efekt był marny, następnie dostaliśmy sadzonki tawy od znajomego, z czego część się przyjęła, resza zasiała się dziko i w ten sposób uzyskaliśmy jako taki trawnik, ważne, że w końcu się zazieleniło. Kilka roślin przywieźliśmy z wycieczki na Wielkanoc do Jambio (najbardziej zielonego regionu  Południowego Sudanu) tj. Palmy i inne krzewy, których nazwy nie znam. Mamy też dzikiego bananowca z lasu gór Imatong, który jest naprawdę wyjątkowy, bo liście są czerwono zielone, z Imatongów przywieźliśmy również aloes. Ostatnio sadziłam nowe krzewy z tyłu kontenerów, m.in. hibiskus oraz inne liściaste rośliny o pstrokatych kolorach. Mamy też na działce mały warzywniak.

Szarańcza na bazylii

Póki co udało się wyhodować całkiem ładną rzodkiewkę. Ogórki i pomidory zostały pożarte przez pasożyty, za to ładnie rośnie koperek, pietruszka i czosnek. Warzyw na targu nie brakuje, więc pozostanę przy moim zielniku. Zobaczymy czy przyjmie się oregano i chrzan, który dostaliśmy od mamy z Polski. Około 2 tygodnie temu posadziliśmy Jasia fasolę, który już od wczoraj ma możliwość wspinania się na sznurki. Z ciekawych roślin mamy jeszcze np. eukaliptus, trawę cytrynową, korzeń curry, wyśmienicie rośnie avocado, a na ogrodzenie wspinają się krzewy passion friut’a – jak tylko zakwitnie dam znać. Zobaczcie zdjęcia !

Orzeszki i z orzeszków

1 komentarz

Orzech arachidowy

Jednym z posdstawowych składników diety przeciętnego Sudańczyka z Południa są orzeszki ziemne  (fistaszki, orzechy arachidowe, czyli Arachis hypogaea L.)

Rosną tutaj jak szalone i nie mają zbyt wielkich wymagań, poza ciepłym klimatem. Jak rośnie orzech ziemny pokazał nam kiedyś nasz strażnik Santino, który posadził orzeszki i nawet nie zorientowaliśmy się kiedy zebrał plony. Jest to ciekawa roślina o liściach podobnych do polnej koniczyny, tyle że z żółtymi kwiatami, które rozwijają swe owoce na kłączach pod ziemią.

Orzeszki można tu kupić w każed postaci: prażone, w łupinach (można znaleźć do 4 orzeszków), czy bez, solone lub nie, gotowane w łupinach (bardzo dobre, ale w Polsce jest to niewykonalne, bo do tego potrzebne są świeże orzechy), no i oczywiscie w postaci masła orzechowego – swieżo przetartego, kupionego na bazarku. Jedną ze smakowitych sudańskich potraw z orzechów jest tzw. eggplant salad, po polsku: sałtka z bakłażana, z dodatkiem masła orzechowego.

Pasta z bakłażana z masłem orzechowym

Składniki: woreczki z masłem orzechowym, bakłażany, cebula, pomidory, pietruszka, czosnek ...

 

Składniki dla 4-5 osób:
 
6 łyżek masła orzechowego
2-3 duże bakłażany (dostępne w Polsce) lub 6 małych (dostępne w Dżubie)
4 średnie cebule
3-4 ząbki czosnku
2-3 łyżki oleju
1-2 łyżki koncentratu pomidowrowego
3 gałązki natki pietruszki
Sól, pieprz
 

Wykonanie (ok. 30-45 min.)

Gotowa pasta

Obrać bakłażany ze skórki, aby nie pozostawiały gorzkiego posmaku, pokroić w małe kawałeczki, posiekać cebulę i czosnek. Na patelnię wlać olej, podsmażyć cebulę tak, aby była miękka i lekko rumiana, dodać bakłażany, lekko posolić (aby puściły sok) i przykryć pokrywką. Od czasau do czasu mieszać, im bardziej będą rozciapane tym częściej.Wsypać posiekany czosnek, w razie przywierania dolać pół szklanki wody. Mieszając dodać masło orzechowe, następnie koncentrat pomidowrowy i posiekaną natkę pietruszki (mój wymysł, ale dobrze się komponuje z bakłażanem). Doprawić solą i pieprzem do smaku, wg uznania. Kiedy potrawa nabierze konsystencji pasty danie jest gotowe. Masło orzechowe jest dość tłuste więc sam tłuszcz orzechowy można odlać (ja tak robię, a jak ktoś lubi tłusto zjesć to nie ma problemu :-). Na zdjęciu jest pasta, którą robiłam bez koncentratu pomidorowego, więc Wasza będzie miała bardziej pomarańczowy kolor. Zależnie od restauracji potrawa ma rożną konsytencję, zależy od ilości dodanej wody, jak dla mnie im mniej tym lepsza, o bardziej intensywnym smaku.

Podawać na ciepło z pieczywkiem i świeżymi pomidorami z cebulką. Jeść rękami maczając i nabierając potrawę chlebem. Zapraszam do wypróbowania. Smacznego!

Older Entries