Gdyby rebelianci…

Dodaj komentarz

Trafiłem właśnie na bardzo ciekawą mapę – jak mogłaby wyglądać Afryka, gdyby różnego rodzaju ruchy separatystyczne doprowadziły do powstania nowych państw. Link poniżej przedstwia aktualną mapę Afryki, po kliknięciu na „Next” po lewej stronie ukaże się mapa z potencjalnymi nowymi państwami na kontynencie. Zwróćcie uwagę na Sudan (Północny), który po secesji Południa w 2011 roku zachowuje tendencję do dalszego rozpadu. Na zachodzie mógłby się odłączyć Darfur, na południu Kordofan z Górami Nuba, na wschodzie prowincja Nil Błękitny…

http://www.guardian.co.uk/world/interactive/2012/sep/06/africa-map-separatist-movements-interactive?fb=native

Reklamy

Rozmowy Sudanów wznowione

Dodaj komentarz

Dziś, tj. 29 maja 2012 roku dwa zwaśnione kraje: Sudan oraz Sudan Południowy wznowić miały rozmowy w etiopskiej stolicy Addis Abebie. Przez ostatnie dwa miesiące mocno zaognił się konflikt między obu Sudanami: Północ atakowała przygraniczne tereny lądem oraz bombardowała z powietrza terytorium Południa, m.in. stolicę stanu Unity – Bentiu oskarżając jednocześnie Południowców o wspieranie rebelii toczących się na Północy, w odwecie Południe zajęło i zniszczyło pola naftowe Heglig/Panthou do tej pory znajdujące się po północnej stronie granicy. Dziennikarze już zacierali ręce trąbiąc o otwartej wojnie, jednak na skutek nacisków możnych tego świata, ONZ czy też Unii Afrykańskiej, gróźb sankcji politycznych i gospodarczych, udało doprowadzić się do rozpoczęcia rozmów w spornych kwestiach, m.in. ustalenia ostatecznego przebiegu granicy, statusu jednego z Sudanów w tym drugim Sudanie, kosztów transportu ropy przez terytorium Północy itd. Zobaczmy jednak, jakie wydarzenia poprzedzają rozpoczęcie rozmów:

– hitem ostatnich dni jest z pewnością oświadczenie ONZ w sprawie ustaleń Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze. Odwrócenie kota ogonem sprawiło, iż decyzja przyznania rejonu naftowego Heglig/Panthou Północy z 2009 roku okazała się tak naprawdę oświadczeniem, że Heglig leży poza spornym obszarem Abyei, a tym samym nie podlega Trybunałowi. Do dziś jednak nie wiadomo, gdzie tak naprawdę przynależy Heglig/Panthou. Dlaczego?

– gdyż według ustaleń porozumienia pokojowego CPA z 2005 roku granica między obu Sudanami przebiegać miała wg. mapy z momentu odzyskania przez Sudan niepodległości 1 stycznia 1956 roku. Problem w tym, że odchodząc Brytyjczycy nie zostawili żadnej takiej mapy. Długo poszukiwana mapa z 1956 roku okazała się nigdy nieistniejącą imaginacją. Choć komisja ds. granicy zgromadziła blisko 300 map Sudanu, problem wydaje się być skomplikowany, bo granice stanów były wielokrotnie zmieniane, począwszy od okresu kolonialnego aż po arabskie ingerencje w przebieg granicy po odkryciu ropy naftowej na pograniczu.

– jednym z warunków powrotu do rokowań postawionym przez międzynarodowe organizacje i kraje było wycofanie sił ze spornego regionu Abyei. Sudan Południowy wycofał wojska i policję z południowej części regionu jakiś miesiąc temu. Północ, która w maju ubiegłego roku zajęła, spaliła i splądrowała nieomal cały sporny region i okupuje go do dziś, ogłosiła wczoraj, że wycofuje swe siły. Zobaczymy, czy to jedynie klasyczna hipokryzyjna retoryka reżimu z Chartumu, czy też faktycznie SAF wycofa się z Abyei.

– w trzech regionach Północy trwają zbrojne rebelie przeciw reżimowi: w Darfurze, Południowym Kordofanie i Nilu Błękitnym

– pomimo „tradycyjnego” nakręcania spirali nienawiści przez Chartum pomiędzy plemionami pogranicza Sudanów, zarabizowane społeczności Rezeigat i Misseriya podpisały porozumienie pokojowe z ludem Dinka z regionu Aweil. Pomimo, że granica między Sudanami jest oficjalnie zamknięta – handel pomiędzy północnymi a południowymi społecznościami kwitnie. To dzięki temu mamy w stolicy – Dżubie cebulę!

–  południowa prasa donosi o wysokich rangą oficerach północnej armii SAF, którzy wysłani przez Chartum z misją do zbuntowanych prowincji Północy i dalej na Południe zdezerterowali ze swymi oddziałami i przyłączyli się do armii Południa SPLA. Ponoć w obliczu kryzysu i zagrożenia wojną także wielu rebeliantów działających na Południu przyłączyło się do SPLA.

– co dzień na ulicach Dżuby widać ciężarówki wyładowane prowiantem z transparentami „wsparcie takiej a takiej organizacji rządowej, ministerstwa, kongregacji kupieckiej dla linii frontu…”

– do dziś IOM International Organization for Migration przetransportowała drogą powietrzną do Dżuby połowę z 12 tysięcy Południowców oczekujących miesiącami w Kosti – rzecznym porcie Północy, na transport barką na Południe. W ubiegłym roku Chartum zamkną granicę i zawiesił wszelkie połączenia rzeczne z Południem, uniemożliwiając tym samym dziesiątkom tysięcy Południowców powrót do Sudanu Południowego. Chartum zażądał opuszczenia kraju przez obywateli Południa do maj 2012 roku. Szacunkowo w Sudanie przebywało na początku tego roku około pół miliona Południowców. Z kolei Dżuba nie wygania obywateli Północy, zachęcając wręcz, szczególnie w rejonie przygranicznym, do prowadzenia interesów w Sudanie Południowym.

…zobaczymy, co przyniosą rozmowy z Addis?   Sceptycznie patrząc na sprawy, cóż mogą przynieść rozmowy z rządem Omara al-Bashira, który zawsze miał i ma za nic dawane obietnice, z rządem, którego członkowie są ścigani za zbrodnie przeciw ludzkości… Czyż ten archaiczny reżim nie powinien w końcu upaść?

Minęło 48h ultimatum – hipokryzja trwa

Dodaj komentarz

W miniony piątek upłynęło 48-godzinne ultimatum postawione przez Radę Bezpieczeństwa ONZ obu Sudanom, wzywające do zaprzestania walk w rejonach przygranicznych, powrotu do rozmów i wreszcie osiągnięcie porozumień w spornych kwestiach w ciągu najbliższych 3 miesięcy. Ów plan pokojowy Unii Afrykańskiej pod egidą ONZ nazywany jest „roadmap”.

…i co? i bzdura totalna. 48 godzin upłynęło, a na Sudan Południowy (stan Unity) nadal spadają bomby. Hipokryzja Chartumu oraz zmowa milczenia organizacji międzynarodowych i możnych tego świata trwają. Przypomnę w skrócie, o czym w ciągu ostatniego roku świat się nie dowiedział bądź też nie był zainteresowany rozwojem wypadków:

– jeszcze przed proklamowaniem niepodległości Południa północnosudańska armia (SAF) wspierana przez arabskie milicje zajęła sporny, roponośny obszar Abyei. W regionie tym odbyć się miało referendum w sprawie dalszych jego losów (9 stycznia 2011 roku), jednak Północ nie dopóściła do jego organizacji. Abyei od tamtego czasu okupowane jest przez Północ, a lokalna ludność Dinka Ngok przebywa w obozach dla uchodźców na Południu.

Sudan Północny i Południowy. Ciemniejszym kolorem oznaczono prowincje Północy, gdzie toczą się zbrojne rebelie: Darfur, Kordofan Południowy i Nil Błękitny oraz rejon Abyei

– w północnych prowincjach Kordofan Południowy oraz Nil Błękitny od sierpnia/września 2011 roku trwają zbrojne rebelie przeciw władzy w Chartumie. Dziesiątki tysięcy uchodźców z tych regionów schroniło się w obozach dla uchodźców na terytorium Południa. Sytuacja w obozach jest bardzo, bardzo trudna. Na dodatek zdarza się, że z północnosudańskich antonovów spadają bomby w okolicach takich miejsc. Północ oskarża Południe o zbrojenie rebeliantów, na co nie ma jednak żadnych dowodów. Dowody są za to na łamanie praw człowieka przez wojska rządowe w objętych rebeliami prowincjach, co nie powinno specjalnie dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że gubernatorem prowincji Południowy Kordofan jest poszukiwanym, podobnie zresztą jak prezydent kraju Omar al-Bashir, przez Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) za zbrodnie przeciwko ludzkości – Ahmed Haroun.

– dowody są także na to, że największe grupy rebelianckie działające na Południu (w stanie Unity, Upper Nile, Jonglei) zbrojone były przez Chartum. Organizacja Small Arms Survey regularnie badała i publikowała źródła broni skonfiskowanej rebeliantom. Wyniki badań jasno pokazują, że spora część broni w rękach rebeliantów na Południu, to nowe chińskie karabiny, takie same jak w północnosudańskiej armii oraz pociski produkowane na Północy.

– ugandyjska armia ścigająca wespół z żołnierzami Unii Afrykańskiej i amerykańskimi komandosami Josepha Kony’ego i jego LRA (Lord’s Resistance Army) w Kongu DR i Republice Środkowoafrykańskiej doniosła ostatnio, że złapano członka LRA z bronią, amunicją i w mundurze używanymi w północnosudańskiej armii. Ciężko powiedzieć, czy jest to tylko polityczna przepychanka na linii Kampala-Chartum, czy też fakt? W przeszłości bezapelacyjnie zbrodnicze LRA otrzymywało wsparcie militarne i finansowe od rządu w Chartumie działając jako prochartumska bojówka na tyłach SPLA. Tym samym LRA przez lata walczyło z wojskami Sudanu Południowego jak i destablizowało sytuację w sąsiedniej Ugandzie. Kampala ostatnio jednoznacznie zapowiedziała wsparcie dla Dżuby w przypadku otwartej wojny z Północą. Choć LRA tropiona jest przez liczne, międzynarodowe siły to nadal jest aktywna w Kongu DR i RŚA, sporadycznie także w Sudanie Południowym. Wierzy się, że siły Kony’ego przemieszczają się do Darfuru Południowego. Ponadto Chartum oskarżany jest o zbrojenie koczowników Ambororo oraz zarabizowanych plemion z pogranicza obu Sudanów.

– co jednak najważniejsze północnosudańskie wojska SAF od uzyskania niepodległości przez Sudan Południowy regularnie bombardują oraz najeżdżają przygraniczne obszary. Sytuacja mocno się zaogniła pod koniec marca 2012 roku, gdy antonovy SAFu zaczęły bombardować Bentiu, stolicę stanu Unity (poza mediami, znam naoczne relacje zagranicznych pracowników organizacji humanitarnych), po którym nastąpił atak lądowy na terytorium Południa.

– wtedy to po raz pierwszy w najświeższej historii kontrofensywa SPLA zapuściła się daleko zaSAFem na Północ. Wojska Południa zajęły pole naftowe Panthou/Heglig i jednocześnie główną bazę SAFu, skąd prowadzone były działania zbrojne w sąsiednim stanie Unity. Zniszczonych bądź zajętych zostało ponad 1200 pojazdów wojskowych oraz mnóstwo innego sprzętu. Zatrzymano także eksploatację szybów naftowych, których ponowne uruchomienie potrwać może pół roku, a tym samym odcinając Sudan Północny od większości ropy, którą wydobywano na jego terenie. Okupacja Panthou/Heglig trwała 10 dni, a SPLA wycofała się z tego rejonu pod wpływem ostrych nacisków ONZ, Unii Afrykańskiej, USA, EU i innych państw.

Lokalizacja pól naftowych, ropociągu, obozowisk Misseriya i Dinka w regionie Abyei oraz Panthou/Heglig

No i tu właśnie pojawia się pytanie, dlaczego świat tak intensywnie zareagował na działania Dżuby, milcząc na temat wszystkich wcześniejszych grzechów Północy wymienionych powyżej? Dlaczego nikt nie protestował i nie groził sankcjami Północy, gdy ta zrzucała bomby i atakowała lądem suwerenny kraj? Dlaczego zatem kontrofensywa SPLA spotkała się z tak ostrą krytyką, a łamanie praw człowieka w Kordofanie Południowym i Nilu Błękitnym, czy też wyrzucanie z Północy setek tysięcy Południowców (ostateczny termin upływa 20 maja 2012 roku) odbywa się bez echa? Może najzwyczajniej w świecie nie chodzi o nic więcej jak tylko o ropę i brudne pieniądze? Wszak czarne złoto nie płynęło tylko do Chartumu, lecz przede wszystkim dalej w świat… i może właśnie to tak zabolało świat, a nie jakaś tam trudna sytuacja bóg wie gdzie, uchodźcy i głodne dzieci?

Historia porozumień w sprawie granicy regionu Abyei (za Small Arms Survey)

Żeby było ciekawiej oba Sudany uważają Panthou/Heglig za własność. Jest to oczywiście spuścizna kolonializmu, lecz także manipulowania przy podziale administracyjnym i granicach prowincji na początku lat 80. XXw., po odkryciu ropy naftowej w Sudanie. W 2009 roku Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy przyznał Heglig (wg Południowców Panthou) Północy, jednakże specjalista od spraw Sudanu dr Douglas H. Johnson uważa, iż jednoznaczne przyznanie tegoż rejonu Północy było przedwczesne i krzywdzące. W 1983 roku prawdopodobnie przerysowano granicę stanu Unity i prowincji Kordofan Południowy, tak aby budowany ropociąg znalazł się w Kordofanie. Tym samym trybunał przyznając te ziemie Północy uznał niejako czystki etniczne na Dinka Rueng, do których ongiś należały te ziemie (nazywane Panaru), oraz machlojki na mapach za słuszne. Problem jest złożony, gdyż tak jak w przypadku Abyei, pastwiska te użytkowane były przez Dinków oraz sezonowo przez zarabizowanych Misseriya.

Ciekawe jak dalej potoczy się owa niebezpieczna gra między Sudanami? Czy dlatego świat stara się wywierać silniejszą presją na Dżubie, bo wie, że z twardogłowym reżimem Bashira i tak nic nie wskóra? Czy wreszcie mają sens jakiekolwiek negocjacje z Bashirem, skoro od dekad pokazuje on,  że coś podpisać to nie oznacza dotrzymywać danego słowa.

Pakt o nieagresji to kpina?

4 Komentarze

Całkiem niedawno oba Sudany podpisały w stolicy Etiopii Pakt o nieagresji (patrz wpis z 13/02/2012). Jeśli informacje, które pojawiły się w niektórych południowosudańskich mediach są prawdziwe to Chartum ma naprawdę tupet. Kiedy delegacja leciała na rozmowy do Addis   północnosudańska armia SAF szykowała się do ataków na Południe. W ostatnim tygodniu miały ponoć miejsce naloty oraz starcia na lądzie pomiędzy SAF a SPLA (armią Południa), w dwóch różnych stanach Sudanu Południowego: w okręgu  Kofra Kingi w Zachodnim Bahr el-Ghazal oraz okręgu Jaw w stanie Unity. Takie sobie ataki na suwerenny kraj to raczej wojna (do podobnych akcji dochodzi regularnie od momentu uzyskania niepodległości przez Południe), co nie przeszkadza politykom z Chartumu grać wszystkim po kolei na nosie podpisując równocześnie Pakt o nieagresji. Tydzień temu pisałem, że wątpię w szczerość intencji Północników, więc sam nie wiem czemu się dziwię owej perfidii. „Przywódcy rządzącej na Północy partii NCP to patologiczni kłamcy. Ich głównym modus operandi był zawsze podstęp, wprowadzanie w błąd i dezinformacja opinii publicznej oraz społeczności międzynarodowej” skwitował sekretarz informacji SPLM Bol Makueng.

Zobaczymy, czy powyższe informacje zostaną potwierdzone. Problem polega na tym, że w pogranicznym pasie nie ma niezależnych obserwatorów, dziennikarzy, działają bardzo, bardzo nieliczne organizacje humanitarne (których działanie ogranicza się zapewne do obozów dla uchodźców), stąd ciężko o weryfikację doniesień. Pewnymi faktami jest to, że wojska SAF próbowały ostatnio odciąć drogę do obozu dla uchodźców z Kordofanu Południowego położonego na terytorium Sudanu Południowego (koczuje tam ponoć jakieś 20 tysięcy osób, a wpod koniec ubiegłego roku okolice obozu zostały zbombardowane przez Północ) oraz że w Kordofanie Południowym wojska SAF zastrzeliły piętnasu pasażerów cywilnego busika.

Tymczasem rozmowy między Północą a Południem (m.in. w sprawie ropy: 36$ za transport baryłki kontra 0.69$))  utknęły w martwym punkcie, jako że Chartum nie wykazuje żadnej woli do prowadzenia negocjacji. W związku z tym Juba wycofała swoją ofertę wsparcia dla Północy w wysokości 2,6 miliarda $ w zamian za ostateczne rozstrzygnięcie kwestii spornego regionu Abyei, ostatecznego wyznaczenia granicy oraz kilku innych spraw. Minister Sprawiedliwości Sudanu Południowego wystosował też międzynarodową notę prawną grożąc konsekwencjami potencjalnym nabywcom skradzionej przez Chartum południowosudańskiej ropy. Juba śledzi losy zagrabionego „czarnego złota”, w związku z czym zostało już zatrzymanych kilka tankowców…

Zgadujcie, co to za kraj, gdzie persony poszukiwane przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie przeciw ludzkości trzymają stery władzy?  Jeden z nich jest prezydentem od dekad, drugi Ministrem ds. Humanitaryzmu… Tak, Chartum potrafi kpić sobie z całego świata, kraść i kłamać podpisując równocześnie nic dlań nie znaczące dokumenty. Stara klika partii NCP musi walczyć i już się nie zmieni, bo tylko taki świat zna. Po dwóch dekadach wojny na Południu, przenieśli się do Darfuru, gdzie do dziś sytuacja nie jest unormowana. Od pół roku rebelie trwają w  Kordofanie Południowym oraz Nilu Błękitnym. W ostatni piątek w Chartumie aresztowano ponad 300 studentów, by zapobiec planowanej demonstracji. Czy Arabska Wiosna Ludów dotrze w końcu do Sudanu? Jeśli tak, to co dalej? Prawdopodobnie kolejna Syria biorąc pod uwagę rozbudowanie przeróżnych sił wojskowo-policyjno-wywiadowczych na Północy? Zresztą może swoista „wiosna” w Sudanie już od dawna trwa, biorąc pod uwagę jak mało spokojnego kraju Chartum ma obecnie pod władaniem? Jak długo jeszcze panie Bashir, i co po tobie? Jeszcze bardziej radykalni islamscy fundamentaliści?

Początek lutego w Sudanie Południowym

2 Komentarze

Oto garść informacji o wydarzeniach związanych z Sudanem Południowym z początku lutego:
– Sudany podpisały w Addis Abebie Pakt o nieagresji. Chciałbym wierzyć, że ma to faktycznie jakieś znaczenie dla pokoju. Oba kraje oskarżają się nawzajem o wspieranie rebeliantów, Bashir co chwila grozi wojną, a ostatnio Południe całkowicie wstrzymało wydobycie ropy. Niestety historia pokazuje, że obiecywanie i podpisywanie przychodzi politykom z Chartumu bez większych trudności, jednak na ich słowie bynajmniej nie można polegać jak na Zawiszy.

– W stanie Jonglei od początku pory suchej, czyli od końcówki ubiegłego roku, trwają krwawe walki etniczne pomiędzy Lou Nuer a Murle oraz Murle a Dinka Bor. Pierwsi najeżdżają drugich, zaś drudzy trzecich i tak ostatnia fala przemocy trwa już od kilku miesięcy. W jej rezultacie zginęło już kilka tysięcy osób, porwano setki/tysiące dzieci (ot, taka tradycja), uprowadzono dziesiątki tysięcy sztuk bydła, zaś jakieś 150 tysięcy osób uciekło ze swoich domostw przed przemocą. ONZ wzywa do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego śledztwa w tej sprawie i grozi postawieniem winnych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, jednak kolejne odwetowe ataki dzieją się dzień po dniu. A wszystko zaczęło się ponoć przeszło 50 lat temu od byka należącego do Lou Nuer i byka Murle, które zakleszczyły się rogami przy wodopoju, w efekcie czego jeden z nich został zabity…

– Podobnie, choć mniej krwawo, w stanie Warrap uprowadzono podczas obecnej pory suchej blisko sto tysięcy sztuk bydła. Na zorganizowanym przez ONZ spotkaniu mającym pojednać wiele zwaśnionych stron nie osiągnięto jednak pokoju. Choć wg świadków rozmowy przebiegały w dobrym kierunku, to w pewnym momencie ochrona/milicja/policja/wojsko jednej ze stron zaczęło strzelać. Jak można się domyślić w świecie, gdzie każdy ma broń wywiązała się strzelanina bez ładu i składu, w wyniku której zginęło ponad 70 osób, a spotkanie zakończyło się fiaskiem. Ciekawe ile jeszcze pór suchych musi upłynąć, by w Sudanie Południowym zakończyła się owa „sarmacka tradycja” podjazdów? Problem jest mocno skomplikowany, choćby ze względu, że akcje rozbrajania cywilów nie przynoszą większych efektów. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro wojsko czy policja nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom najmłodszego kraju świata (całkowity brak infrastruktury, np. dróg, sprawnej administracji itp.; tu na prawdę wszystko powstaje totalnie od zera!), a poza tym zawsze zachodzi podejrzenie, że rozbrojenie może być przeprowadzone jednostronnie, co doprowadziło by którąś ze stron do bezbronności i jeszcze większej rzezi.

– Jak widać sytuacja nie jest lekka, tym bardziej w świetle alarmów ONZ, iż podczas tegorocznej pory suchej żywności zabraknie połowie ludności Sudanu Południowego. Przyczyną takiego stanu jest m.in zamknięcie granicy między Sudanem Północnym a Południowym (a co za tym idzie wysokie ceny żywności, w sytuacji gdy nowe szlaki komunikacyjne jeszcze się nie wykształciły) oraz duża liczba uchodźców. Obecnie w Sudanie Południowym mamy: 1). tzw. przesiedleńców, Południowców wracających z Północy, po tym jak po secesji Sudanów przestali być obywatelami tegoż drugiego kraju i musza wrócić do Ojczyzny; 2). setki tysięcy uchodźców z Kordofanu Południowego i Nilu Błękitnego, regionów Północy, gdzie chwilę po secesji wybuchły rebelie przeciwko rządom Chartumu; 3). uchodźców ze spornego rejonu Abyei. głównie Dinka Ngok, który to w maju 2011 roku został zajęty przez arabskie milicje i północnosudańską armię; 4). setki tysięcy uchodźców wewnętrznych (IDP, Internally Displaced Person) wynikających z sytuacji kryzysowych w stanie Jonglei, Warrap, Unity; 5). uchodźców wewnętrznych i uchodźców z Konga DR oraz RŚA związanych z działalnością LRA, Bożej Armii Oporu Josepha Kony’ego. Prawda, że skomplikowane te maksymalne uproszczenia?

– Ponadto stolica Sudanu Południowego zrezygnowała z usług profesjonalej, rodzimej firmy oczyszczającej miasto. Od początku lutego zamiast normalnych śmieciarek odpady zbierane są zwykłymi, odkrytymi ciężarówkami, a zamiast regularnie opróżnianych koszy na śmieci na poboczach ulic zalegają sterty cuchnących odpadów. Ot, taki „postęp” cofający miasto o dekadę wstecz. Wyobraźcie to sobie przy codziennych temperaturach przekraczających 40 stopni Celsjusza i spadających noca o jakieś 10 kresek…

– Władze Dżuby lubują się ostatnio w radykalnych rozwiązaniach, czego kolejnymi odsłonami jest równanie z ziemią stołecznych targowisk oraz całych kwartałów mieszkalnych o tradycyjnej zabudowie, chatkami – tukulami. Jeśli chodzi o drugąsprawę, to z pewnością potrzeba uregulować kwestię własności ziemi w sytuacji, gdy jej ceny można porównywać z Moskwą czy Manhatanem. Pytanie tylko jak się to odbywa? Natomiast jeśli miasto chce zmodernizować targowiska, to raczej przydałyby się jakieś projekty i plany budowy nowych obiektów… Cóż, burzyć łatwo, zobaczymy co zostanie na tych gruzach zbudowane?

– Na koniec pozytywne wieści. Sudan Południowy został przyjęty do CAF, Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, członka FIFA. Ciekawe, czy jacyś południowosudańscy sportowcy wezmą udział w tegorocznej olimpiadzie? Polonia szykuje się do zimowej, oczywiście po uzyskaniu obywatelstwa:)

„Między Sudanem a Sudanem” w DF, GW

1 komentarz

A propos sytuacji w Kordofanie Południowym, o której  pośrednio pisałem w paru postach (Północ bombarduje Południe, Bashir grozi wojną), odkryłem ostatnio artykuł Matteo Fagotto opublikowany w lipcu br. przez Gazetę Wyborczą w Dużym Formacie http://wyborcza.pl/1,75480,9985767,Miedzy_Sudanem_a_Sudanem.html?as=1&startsz=x . Myślę, że tekst dobrze oddaje realia początku konfliktu w Południowym Kordofanie. Na wschód od Kordofanu leży Abyei, zajęty przez Północ w maju br. a jeszcze dalej Darfur, na zachód zaś znajduje się prowincja Nil Błękitny, w której zbrojne powstanie przeciwko Chartumowi zaczęło się w sierpniu 2011. Tak więc całe pogranicze Północy i Południa pozostaje w ogniu, ciekawe czy szaleńcza polityka Chartumu doprowadzi do dalszego rozpadu Północy i przyłączenia murzyńskich Gór Nuba (Kordofan Południowy), Nilu Błękitnego i wreszcie Abyei do Sudanu Południowego? A jeśli, to ile jeszcze krwi musi zostać przelane? Poniżej przytaczam tekst artykułu z Dużego Formatu Gazety Wyborczej:

Między Sudanem a Sudanem

9 lipca ogłoszono niepodległość Sudanu Południowego. Jednak od tygodni na pograniczu obu Sudanów toczy się nowa wojna. Zielone zbocza Gór Nubijskich (w regionie Kordofan Południowy) zamieszkane są głównie przez murzyńskie plemiona, które zawsze czuły się dyskryminowane przez arabski rząd w Chartumie

Duży Format, Gazeta Wyborcza (lipiec 2011)

Przez 50 lat mieszkańcy regionu toczyli partyzancką walkę o niezależność od Chartumu, którą zakończył rozejm, a potem referendum w styczniu tego roku. 98 proc. mieszkańców Południa było za secesją od arabskiej Północy.
Ale o mieszkańcach tego regionu zapomniano. Granica z 1956 roku, która była podstawą rozejmu, pozostawiła Kordofan Południowy pod kontrolą Północy. Nubijczykom zamiast referendum obiecano „społeczne konsultacje”, w których mogliby wyrazić opinie na temat wprowadzenia w życie postanowień rozejmu. Niewiele osób wierzy, że Chartum kiedykolwiek na nie pozwoli.
 5 czerwca w Górach Nubijskich znów wybuchły walki między siłami rządowymi Chartumu i częścią dawnych bojowników Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu. Iskrą, która doprowadziła do wybuchu, były wybory nowego gubernatora regionu. Ahmed Haroun, kandydat partii rządzącej Sudanem Północnym, pokonał Abdul Aziza Adama Al-Hilu, popularnego lidera Ludowego Ruchu Wyzwolenia Sudanu. Ruch uznał wybory za sfałszowane, na co rząd w Chartumie nakazał bojownikom rozbroić się i podporządkować armii sudańskiej. Gdy wojsko weszło do stolicy regionu – Kadugli, dziesiątki tysięcy cywilów uciekły przed represjami, m.in. bombardowaniem.

Nie wiadomo, ile osób zginęło już w tym konflikcie. Według agend ONZ dach nad głową straciło 75 tys. osób, według lokalnych organizacji pozarządowych – dużo więcej.

Fatima Ramadan: Żyjemy jak zwierzęta

Fatima Ramadan ma 35 lat, mieszka we wsi Lowere, niedaleko miasta Kauda. Od miesiąca większość dnia spędza w pobliskich górach z czwórką najmłodszych dzieci (w wieku od 4 do 14 lat). W razie bombardowania wioski nie zdążyłaby pozbierać wszystkich i uciec z nimi. – Spędzamy tu całe dnie, nic nie robiąc. Czujemy się jak zwierzęta – mówi. Dodaje, że dzieci nauczyły się chronić do jaskiń, gdy tylko usłyszą silnik antonowa. – Kilka dni temu bomba wybuchła tuż koło jaskini. Do środka wleciało pełno dymu, pyłu i kamieni, na szczęście nikt nie został ranny.

Jedzenie donoszą Fatimie krewni ze wsi.

Mąż Fatimy w pierwszych dniach lutego przyłączył się do rebeliantów z Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu. – Od tego czasu nie mam z nim kontaktu – mówi kobieta, ale dodaje, że nie miałaby nic przeciwko wysłaniu starszego syna na wojnę. – Jeden już walczy – mówi z dumą.

Tysiące mieszkańców okolicznych wsi chowają się w górach tak jak Fatima. Pod wieczór, gdy naloty ustają, wracają do domów. Kobiety gotują kolację oraz szykują jedzenie i gromadzą wodę na następny dzień, gdy znowu pójdą w góry.

J.A.: Boję się o synów

– Uciekaliśmy w dziesięciu, do celu doszło nas czterech – opowiada J.A. (prosi o niepodawanie nazwiska ze względu na bezpieczeństwo rodziny).

J.A., 46 lat, ojciec czterech dorosłych synów, jest z zawodu stolarzem, a z przekonania działaczem Ludowego Ruchu Wyzwolenia Sudanu. Mieszka w stolicy Kordofanu – 100-tysięcznym Kadugli. Tam 5 czerwca zaczęły się walki.

– Przez dwa dni armia sudańska i milicja ostrzeliwały dom Abdul Aziza Adama Al-Hilu, lidera naszego ruchu – opowiada. – Trzeciego dnia zmieniły taktykę: włamały się do biura partii i znalazły listy jej członków. Żołnierze szukali ich dom po domu. Rodziny działaczy zostały aresztowane lub zabite, domy zniszczone.

Według J.A. już w pierwszych dniach zamieszek w Kadugli zginęło 50 osób. Ludzie uciekali do umocnionej bazy sił ONZ obsadzonej przez żołnierzy egipskich. Ale armia sudańska wyciągnęła stamtąd część cywilów i miejscowych pracowników bazy. J.A. twierdzi, że zostali zastrzeleni na miejscu. – Żołnierze oddziałów pokojowych nie zrobili nic. Za bardzo się bali. Jeden nawet się śmiał.

Czwartego dnia J.A. udało się uciec z miasta wraz z dziewięcioma innymi osobami. By ominąć posterunki armii sudańskiej, szli przez góry w kierunku umocnionego obozu partyzantów w okolicach Kaudy. – Czterech z nas dotarło – mówi. – Reszta została zabita lub złapana przez wojsko.

J.A. boi się o żonę i czterech dorosłych synów, którzy zostali w Kadugli. Podobno armia sudańska gromadzi w kilku miejscach cywilów, by użyć ich jako żywych tarcz. Przez kilka dni J.A. miał kontakt z najstarszym z synów, teraz komórka milczy. J.A. boi się, że mogą zostać zabici, gdyby wojsko odkryło, że są rodziną działacza Ruchu Wyzwolenia Sudanu.

Czy wtedy J.A. chwyciłby za broń, żeby ich pomścić? – Nie. Uważam, że są inne sposoby walki. Chcę, żeby nowi bojownicy, których szkolimy, wiedzieli, o co walczą. Chcę im pokazać, jak niesprawiedliwy jest rząd w Chartumie i jego polityka rugowania Afrykanów z własnej ziemi – mówi. – Problemem nie jest Nuba ani walka Południa z Północą. Problemem jest grupa ludzi, którzy kontrolują Chartum dla własnych korzyści. Niektórzy zostali już oskarżeni przez Trybunał w Hadze. Powinni przed nim stanąć, a ludziom w Sudanie pozwolić decydować o swej przyszłości.

Fawzya Osman: Ja nie mogę uciec

Ma 18 lat, pochodzi z liczącej kilkaset osób wsi Kapuo. Mieszka z babcią i bratem, rodzice zmarli podczas ostatniej wojny. Oboje z bratem nie chodzili nigdy do szkoły, musieli pracować na rodzinnym polu. Żywią się tym, co sami wyprodukują (głównie kukurydzą i sorgo). Niewielkie nadwyżki sprzedają, by kupić podstawowe produkty, np. mydło. Fawzya chciałaby założyć rodzinę, ale żaden chłopak nie poprosił jeszcze o jej rękę. Żaden nie zaproponował w zamian bydła, jak to jest w nubijskim zwyczaju.

22 czerwca Fawzya pracowała na polu, gdy zaczął się ostrzał pobliskiego miasta Kauda. – Byłyśmy we trzy – wspomina. – Jak tylko usłyszałam nadlatujące samoloty, upadłam na ziemię. Wszystko trwało tylko chwilę. Gdy wstałam, zobaczyłam, że jedna z dziewcząt nie żyje.

Przerażona z trudem doszła do domu rodziców zabitej dziewczyny. Od tamtej pory niepokoi ją każdy dźwięk silnika czy motoru.

Wielu mieszkańców jej wsi uciekło w góry z obawy przed bombami. Ale Fawzya została. – Nie mam wyjścia – wyjaśnia. – Idzie pora deszczowa. Jeśli teraz nie będę doglądała pola, czeka nas głód. Myślę codziennie o tym, co się zdarzyło. Przeżyłam bombardowania podczas poprzedniej wojny, ale nigdy czegoś takiego. Czy to się kiedyś skończy? Czy jeszcze wróci pokój?

Hussein Ngalokuri: Nosili osła na plecach

– 100 lat temu Arabowie błagali, byśmy pozwolili im przechodzić przez nasze ziemie i wypasać ich bydło na południu. Żywiliśmy ich i pomagaliśmy, choć nie musieliśmy. Teraz przychodzą do nas jak władcy – mówi Hussein Ngalokuri.

Ma 60 lat. Od 10 lat jest „al mak”, czyli przywódcą plemienia Otoro, jednego z kilkudziesięciu zamieszkujących Góry Nubijskie. Od czasów brytyjskich głównym zadaniem wodzów plemiennych jest reprezentowanie swoich ludzi i rozsądzanie sporów między nimi. Dawniej wodzów wyznaczała administracja kolonialna, teraz są oni wybierani i opłacani jak wszyscy urzędnicy państwowi.

Ngalokuri bywa także mediatorem w sporach pomiędzy plemionami. – W Sudanie prawo tradycyjne jest bardziej szanowane niż państwowe – tłumaczy. – Rząd często prosi nas o rozstrzygnięcie konfliktów, wobec których prawo państwowe jest bezradne.

Jako przywódca plemienia i absolwent wyższej szkoły misyjnej Hussein Ngalokuri zna historię Sudanu. – Rdzenni Afrykanie byli dyskryminowani od czasów kolonialnych. Brytyjczycy wzmacniali Arabów, ponieważ oni nigdy nie sprzeciwiali się ich rządom tak bardzo jak my. Na północy Sudanu budowano szkoły i całą infrastrukturę, a Góry Nubijskie były „obszarem zamkniętym”, tu nic nie można było budować lub unowocześniać. W rezultacie nasz region jest jednym z najbiedniejszych w kraju, bez utwardzonych dróg, opieki zdrowotnej, z mniejszą liczbą szkół.

Ngalokuri uważa, że sytuacja pogorszyła się jeszcze po uzyskaniu przez Sudan niepodległości w 1956 roku. Wtedy Chartum zaczął dodatkowo arabizację i islamizację. Zabierano ziemię Afrykańczykom i oddawano Arabom. Usilnie zniechęcano ludzi do noszenia afrykańskich imion, zostało zakazane używanie lokalnych języków w szkołach. Jeśli któryś z uczniów został na tym złapany, dostawał karę chłosty na oczach całej szkoły. I musiał nosić na plecach wizerunek osła. Jedynym sposobem, by się go pozbyć, było znalezienie innego kolegi popełniającego ten sam grzech i poddanie go temu samemu upokarzającemu procesowi. – Jestem muzułmaninem, ale to, co robią nam Arabowie, ma mało wspólnego z islamem – mówi Hussein Ngalokuri. – Dlatego dwa razy się zastanowię, zanim pozwolę córce wyjść za Araba. Bo w Afryce małżeństwa zawiera się między dwiema wspólnotami, a nie tylko dwiema osobami jak u was, w Europie.

Tom Catena: Nubijczycy są fantastyczni

Amerykański lekarz ma 47 lat, przez długi czas pracował w Stanach jako chirurg. W 2008 roku przyjechał w Góry Nubijskie jako wolontariusz chrześcijańskiej organizacji (prosi o niepodawanie jej nazwy). Zaczął kierować drugim co do wielkości szpitalem w regionie.

W tej chwili ze 180 łóżek szpitalnych 130 jest zajętych przez rannych w ostatnich nalotach na miasta Kurchi, Kauda i wieś Tes. – Sytuacja jest najgorsza, odkąd tu jestem – mówi Catena.

Kilka metrów od niego leży siedmioletnia dziewczynka. W jej kręgosłupie utkwił odłamek bomby, będzie sparaliżowana od piersi w dół na resztę życia. – Nie wiem, co zrobić – mówi lekarz. – Nawet w Stanach trudno byłoby ją wyleczyć, a tutaj to absolutnie beznadziejny przypadek.

Zagubiony w środku Gór Nubijskich szpital ma kłopoty z zaopatrzeniem, bo połączenia lotnicze są teraz niebezpieczne, a pora deszczowa utrudnia transport drogowy. Zrobili wcześniej zapasy, które powinny wystarczyć na kilka miesięcy, ale co będzie, jeśli walki przybiorą na sile?

Doktor Catena ma do pomocy aż 60 pielęgniarek, ale jest jedynym lekarzem. – Nie mam wyjścia – mówi. Kilka miesięcy temu proponowano mu ewakuację, lecz – w odróżnieniu od wielu innych cudzoziemców – został.

– W ostatnich miesiącach przed ogłoszeniem niepodległości u miejscowych wyczuwało się duże napięcie – mówi. – Było dużo ran od noża i bójek. Muszę jednak powiedzieć, że Nubijczycy są fantastyczni: uprzejmi, otwarci i gościnni.

Jacomo Tia Jibril: Jestem szczęśliwy, że siostra uciekła

14-latek, pochodzi z wioski Tes. Przed wojną chodził do szkoły w pobliskim Kurchi, kilka kilometrów od domu. Ale teraz szkoły są zamknięte i nikt nie wie, kiedy je znów otworzą. Gdy to nastąpi, Jacomo będzie się dalej uczył, żeby zostać prawnikiem, chociaż nie wie, czy rodzina ma dość pieniędzy, by zrealizować jego marzenie.

Jacomo jest jedną z pierwszych ofiar tej wojny. – Było koło 11 rano, prałem ubrania przy studni, gdy usłyszałem nadlatującego antonowa. Zacząłem uciekać. Moja siostra krzyczała, żebym padł na ziemię, ale nie słyszałem jej – spokojnie opowiada, siedząc na szpitalnym łóżku. – Próbowałem się schronić w pobliskiej cegielni, ale gdy wbiegałem do środka, wybuchła bomba. Odłamek zranił mnie w lewą rękę. Zabrano mnie do domu, matka próbowała zdezynfekować mi ranę solą i wodą, ale wyglądało to naprawdę źle – opowiada.

W szpitalu powiedziano mu, że rękę trzeba będzie amputować. – Jednak jestem szczęśliwy że moja siostra uciekła – mówi z dumą. – Była ze mną, ale nic się jej nie stało.

Źródło: Duży Format, Gazeta Wyborcza

Północ bombarduje Południe

1 komentarz

Po inwazji (3.12.2011 r.) piechoty i artylerii północnych wojsk rządowych SAF na rejon Jaw (Jaau/Jau) w stanie Unity, na mocy porozumienia pokojowego CPA z roku 2005 przynależącego do Sudanu Południowego, Chartum zdecydował sie na kolejny ruch – rozpoczął bombardowania przygranicznego powiatu. Bomby spadły m.in. na obóz uchodźców z Północy (z ogarniętego rebelią Południowego Kordofanu), czemu Chartum oczywiście zaprzecza… i bodajże, aby uwiarygodnić swoją absurdalną hipokryzję twierdzi, iż na Południu nie ma żadnych uchodźców z Północy.

Niestety jak podaje ONZ oraz nieliczne organizacje humanitarne działające na pograniczu są ich dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy. Osobiście spotkałem w Jubie pracownika jednej z takich organizacji przygotowującej transport do obozu, gdzie wg jego słów w tym momencie jest już około 25 tysięcy ludzi… a to tylko jedno z wielu miejsc na długim pogranizu Północy i Południa. Uchodźcy zaczęli napływać na Południe w lipcu i sierpniu 2011 r., po wybuchu zbrojnych rebelii w Północnych prowincjach: Kordofan Południowy i Nil Błękitny. Sytuacja humanitarna jest bardzo trudna – granica z Północą jest zamknięta, co uniemożliwia dostawy jakichkolwiek towarów, zaś Chartum nie zgadza się na otwarcie korytarza pomocy. Z kolei transport towarów pierwszej potrzeby z południa jest wielce utrudniony w związku z brakiem jakiejkolwiek infrastruktury komunikacyjnej – pozostaje więc tylko drogi transport lotniczy albo czasochłonny i ograniczony  do rejonów sąsiadujących z rzeką transport po Nilu Białym. Lokalna prasa donosi od czasu do czasu o trudnej sytuacji na północy Południa, śmierci głodowej, braku leków i pomocy.

Wracając jednak do sytuacji w powiecie Jaw (Jaau/Jau), myli się ten kto myśli, że bombardowania oznaczają kolejną wojnę domową. Otóż w tym przypadku to lądowa agresja na terytorium Południa jest nowym elementem prowadzonej przez Chartum gry, bo bombardowania z powietrza zdarzały się już wielokrotnie od momentu uzyskania niepodległości. To kolejna z licznych prowokacji wobec Południa, począwszy od zajęcia przez SAF w maju br. spornego rejonu Abyei (gdzie wg CPA miało się odbyć referendum w sprawie przynależności), poprzez oskarżenia o wspieranie rebelii w Południowym Kordofanie i Nilu Błękitnym, bombardowania terytorium Południa, blokadę ekonomiczną poprzez zamknięcie granicy oraz nałożenie 10-krotnie wyższych niż światowy standard opłat za transfer południowej ropy północnymi rurociągami, uzbrajanie rebeliantów działających w Sudanie Południowym (na co wskazuje przechwycona broń i amunicja), aż po ostatnią agresję na rejon Jaw. Miejmy nadzieję, że nie mylę się w przeświadczeniu, iż Chartum ma zbyt dużo wewnętrznych problemów, aby stanąć do otwartej konfrontacji z południowym sąsiadem. Pętla coraz mocniej zaciska się na szyi Omara al-Bashira, ale któż wie co przed końcem zrodzi się w głowie szaleńca?

Older Entries