Referendum w Abyei

Dodaj komentarz

Ponad 99% opowiedziało się za przyłączeniem rejonu Abyei do Sudanu Południowego. Abyei to teren sporny pomiędzy Północą a Południem, bogaty w złoża ropy naftowej. Na stałe zamieszkuje go grupa etniczna Dinka Ngok, jednak jest to także tradycyjny teren sezonowego wypasu bydła przez zarabizowanych Misseriya. Abyei stanowi kość niezgody pomiędzy Dżubą i Chartumem przynajmniej od roku 2011, kiedy to Sudan Południowy uzyskał niepodległość. Regularnie dochodzi tam do starć, rejon był też kilkukrotnie bombardowany przez SAF (wojska Północy). Choć porozumienie pokojowe CPA podpisane w roku 2005 zakładało prawo tego rejonu do samostanowienia o przynależności, to referendum z roku 2011 w sprawie przyszłości Sudanu Południowego nie objęło tego rejonu. Od tamtej pory organizacje międzynarodowe oraz oba sudańskie rządy bezskutecznie próbują rozwiązać problem Abyei.

Referendum, które odbyło się w dniach 27-29 październik 2013, zorganizowane zostało przez społeczność Dinka Ngok – stałych mieszkańców tego rejonu. Zarówno Chartum, jak i Dżuba odcięły się od plebiscytu, zaś Komisja Unii Afrykańskiej określiła referendum jako nielegalne, zatem jego wynik nie jest w żaden sposób wiążący. Na ponad 60 tysięcy głosujących przeciw przyłączeniu do Sudanu Południowego oddano 12 głosów! Daje to wynik 99,89% głosów za przyłączeniem do Południa. Misseriya zapowiedzieli, że zorganizują własne referendum. Można się spodziewać, że wynik będzie dokładnie odwrotny. Przedstawiciele Dinka Ngok uznali, że pomimo braku wsparcia i uznania zorganizowali plebiscyt, bo nie widzą specjalnie innej opcji. Społeczność międzynarodowa oraz obydwa sudańskie rządy od lat nie są w stanie dojść do porozumienia w sprawie Abyei. Czas pokaże, jak rozwinie się sytuacja.

Reklamy

Początek lutego w Sudanie Południowym

2 Komentarze

Oto garść informacji o wydarzeniach związanych z Sudanem Południowym z początku lutego:
– Sudany podpisały w Addis Abebie Pakt o nieagresji. Chciałbym wierzyć, że ma to faktycznie jakieś znaczenie dla pokoju. Oba kraje oskarżają się nawzajem o wspieranie rebeliantów, Bashir co chwila grozi wojną, a ostatnio Południe całkowicie wstrzymało wydobycie ropy. Niestety historia pokazuje, że obiecywanie i podpisywanie przychodzi politykom z Chartumu bez większych trudności, jednak na ich słowie bynajmniej nie można polegać jak na Zawiszy.

– W stanie Jonglei od początku pory suchej, czyli od końcówki ubiegłego roku, trwają krwawe walki etniczne pomiędzy Lou Nuer a Murle oraz Murle a Dinka Bor. Pierwsi najeżdżają drugich, zaś drudzy trzecich i tak ostatnia fala przemocy trwa już od kilku miesięcy. W jej rezultacie zginęło już kilka tysięcy osób, porwano setki/tysiące dzieci (ot, taka tradycja), uprowadzono dziesiątki tysięcy sztuk bydła, zaś jakieś 150 tysięcy osób uciekło ze swoich domostw przed przemocą. ONZ wzywa do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego śledztwa w tej sprawie i grozi postawieniem winnych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, jednak kolejne odwetowe ataki dzieją się dzień po dniu. A wszystko zaczęło się ponoć przeszło 50 lat temu od byka należącego do Lou Nuer i byka Murle, które zakleszczyły się rogami przy wodopoju, w efekcie czego jeden z nich został zabity…

– Podobnie, choć mniej krwawo, w stanie Warrap uprowadzono podczas obecnej pory suchej blisko sto tysięcy sztuk bydła. Na zorganizowanym przez ONZ spotkaniu mającym pojednać wiele zwaśnionych stron nie osiągnięto jednak pokoju. Choć wg świadków rozmowy przebiegały w dobrym kierunku, to w pewnym momencie ochrona/milicja/policja/wojsko jednej ze stron zaczęło strzelać. Jak można się domyślić w świecie, gdzie każdy ma broń wywiązała się strzelanina bez ładu i składu, w wyniku której zginęło ponad 70 osób, a spotkanie zakończyło się fiaskiem. Ciekawe ile jeszcze pór suchych musi upłynąć, by w Sudanie Południowym zakończyła się owa „sarmacka tradycja” podjazdów? Problem jest mocno skomplikowany, choćby ze względu, że akcje rozbrajania cywilów nie przynoszą większych efektów. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro wojsko czy policja nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom najmłodszego kraju świata (całkowity brak infrastruktury, np. dróg, sprawnej administracji itp.; tu na prawdę wszystko powstaje totalnie od zera!), a poza tym zawsze zachodzi podejrzenie, że rozbrojenie może być przeprowadzone jednostronnie, co doprowadziło by którąś ze stron do bezbronności i jeszcze większej rzezi.

– Jak widać sytuacja nie jest lekka, tym bardziej w świetle alarmów ONZ, iż podczas tegorocznej pory suchej żywności zabraknie połowie ludności Sudanu Południowego. Przyczyną takiego stanu jest m.in zamknięcie granicy między Sudanem Północnym a Południowym (a co za tym idzie wysokie ceny żywności, w sytuacji gdy nowe szlaki komunikacyjne jeszcze się nie wykształciły) oraz duża liczba uchodźców. Obecnie w Sudanie Południowym mamy: 1). tzw. przesiedleńców, Południowców wracających z Północy, po tym jak po secesji Sudanów przestali być obywatelami tegoż drugiego kraju i musza wrócić do Ojczyzny; 2). setki tysięcy uchodźców z Kordofanu Południowego i Nilu Błękitnego, regionów Północy, gdzie chwilę po secesji wybuchły rebelie przeciwko rządom Chartumu; 3). uchodźców ze spornego rejonu Abyei. głównie Dinka Ngok, który to w maju 2011 roku został zajęty przez arabskie milicje i północnosudańską armię; 4). setki tysięcy uchodźców wewnętrznych (IDP, Internally Displaced Person) wynikających z sytuacji kryzysowych w stanie Jonglei, Warrap, Unity; 5). uchodźców wewnętrznych i uchodźców z Konga DR oraz RŚA związanych z działalnością LRA, Bożej Armii Oporu Josepha Kony’ego. Prawda, że skomplikowane te maksymalne uproszczenia?

– Ponadto stolica Sudanu Południowego zrezygnowała z usług profesjonalej, rodzimej firmy oczyszczającej miasto. Od początku lutego zamiast normalnych śmieciarek odpady zbierane są zwykłymi, odkrytymi ciężarówkami, a zamiast regularnie opróżnianych koszy na śmieci na poboczach ulic zalegają sterty cuchnących odpadów. Ot, taki „postęp” cofający miasto o dekadę wstecz. Wyobraźcie to sobie przy codziennych temperaturach przekraczających 40 stopni Celsjusza i spadających noca o jakieś 10 kresek…

– Władze Dżuby lubują się ostatnio w radykalnych rozwiązaniach, czego kolejnymi odsłonami jest równanie z ziemią stołecznych targowisk oraz całych kwartałów mieszkalnych o tradycyjnej zabudowie, chatkami – tukulami. Jeśli chodzi o drugąsprawę, to z pewnością potrzeba uregulować kwestię własności ziemi w sytuacji, gdy jej ceny można porównywać z Moskwą czy Manhatanem. Pytanie tylko jak się to odbywa? Natomiast jeśli miasto chce zmodernizować targowiska, to raczej przydałyby się jakieś projekty i plany budowy nowych obiektów… Cóż, burzyć łatwo, zobaczymy co zostanie na tych gruzach zbudowane?

– Na koniec pozytywne wieści. Sudan Południowy został przyjęty do CAF, Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, członka FIFA. Ciekawe, czy jacyś południowosudańscy sportowcy wezmą udział w tegorocznej olimpiadzie? Polonia szykuje się do zimowej, oczywiście po uzyskaniu obywatelstwa:)

Rebelianci Sudanu Południowego

2 Komentarze

W buszu AK-47 jest jak najbardziej popularne

Jeden z przywódców toczących Sudan Południowy rebelii – Gatluak Gai został zastrzelony 24 lipca br. w Pakur, w okręgu Koch w stanie Unity. Paradoksalnie wydarzenie nie wydaje się oznaczać spokoju w regionie.  Gai, który uważany był za przywódcę różnych grup rebelianckich w rejonie, zastrzelony został przez swego zastępcę Marko Chuol Ruei’a po zakończonych sukcesem rozmowach pokojowych pomiędzy rebeliantami z SSLA (South Sudan Liberation Army) a rzędowym wojskiem SPLA (Sudan People’s Liberation Army). Ruei twierdzi, że przed rozmowami Gai mówił swoim ludziom, by nie honorowali ustaleń rozmów oraz utrzymuje, iż Gai wcześniej dołączyłby do armii Północy niż Południa. Tak czy siak w stanie Unity nadal działają zbrojne ugrupowania rebelianckie i kto wie czy to lepiej, czy gorzej dla Sudanu Południowego, że teraz pozbawione swego lidera…

Incydent przypomniał mi, że swego czasu pisałem o południowosudańskich rebeliach, ale niestety artykuł nigdy nie ujrzał światła dziennego. Jednak nic straconego, opisane poniżej rebelie toczą sie dalej i jedynie w niektórych przypadkach wymagałyby aktualizacji – zatem zachęcam do lektury o najmłodszym kraju świata w przeddzień niepodległości.

Obszary dotknięte zbrojnymi rebeliamii w Sudanie Południowym w roku 2010 (za http://www.smallarmssurveysudan.org/).

Link do mapy w formacie PDF:  HSBA-Armed-Groups-Southern-Armed-Insurrections-map

Juba, 1/05/2011

W Sudanie Południowym jescze nie ma wojny,

czyli miejscowi rebelianci pod lupą

Żołnierz SPLA w okolicach Juba

Na początku roku 2011 w Sudanie Południowym odbyło się referendum w sprawie przyszłości tego regionu. Plebiscyt upłynął pokojowo, a Południowcy nieomal jednogłośnie zadecydowali o niepodległości swojego kraju. Niestety zaledwie parę tygodni po tym historycznym wydarzeniu w kilku miejscach na północy Sudanu Południowego zaczęły się krawawe walki pomiędzy rebeliantami a SPLA (Sudan People’s Liberation Army) – wojskiem podlegającym rządowi w Juba. Od początku roku w walkach zginęło ponad 800 cywili, zaś około 94 tysiące uciekło ze swoich domów przed szerzącą się przemocą (dane z połowy kwietnia).

Referendalne zawieszenie broni jako pierwszy złamał generał George Athor, którego rebelia sięga korzeniami wyborów z początku kwietnia 2010. W ciągu kilku następnych tygodni w różnych stanach Sudanu Południowego kolejni buntownicy ogłosili swą krucjatę przeciwko rządowi z Juba – GoSS (Goverment of South Sudan), zdominowanemu przez partię SPLM (Sudan People’s Liberation Movement). W stanie Jonglei oprócz Athora działa David Yauyau i Gabriel Tang-Ginye, zaś w stanie Unity Gatluak Gai oraz Peter Gadet. Kolejnym miejscem zapalnym jest stan Upper Nile, gdzie raz po raz dochodzi do walk między SPLA a bojówkarzami z Królestwa Szylluków dowodzonymi przez tajemniczego kapitana Olony. Największym problemem Juby nie są jednak rebelianci, lecz sporny region Abyei na granicy Północy i Południa. Abyei jest miejscem najkrwawszych od 2008 roku walk, a politycy z obydwu Sudanów nie mogą dojść do kompromisu w sprawie jego przyszłości. W świetle wydarzeń z północy Południa sporadyczne ataki LRA (Lord’s Resistance Army / Armia Bożego Oporu) na pograniczu z Kongiem D.R. i Republiką Środkowoafrykańską nikną w cieniu.

Przyczyny toczących się obecnie rebelii jak i sylwetki ich przywódców zdecydowanie różnią się między sobą. Doszukamy się tu fatalnej w skutki polityki GoSS, personalnych i plemiennych antagonizmów w obrębie świata polityki, lecz także staniemy nad buntownikami, których motywy działania absolutnie nie są jasne.

Widok Juby ze wzgórza w Rajaf

Ogólnie rzecz ujmując Juba o wszystkie bunty oskarża Chartum, twierdząc iż przekupuje generałów i dostarcza broń dla rebeliantów. Z kolei Chartum rewanżuje się oskarżając Sudan Południowy o szkolenie rebeliantów z Darfuru. Zdjęcia satelitarne pokazują, jak Północ rozmieszcza przy granicy czołgi, helikoptery i samoloty, a Południowcy reorganizują swoje bazy. Sytuacja „na górze” i „na dole” wydaje się być napięta, i nie wykluczone, że za częścią rebelii stoi rząd w Chartumie. Zgoda na pokojową secesję Południa nie pasuje raczej do wizerunku Omara al-Bashira i rządzącej na Północy partii NCP (National Congress Party). Destabilizacja sytuacji byłaby im mocno na rękę, a nuż urodziłoby sie z tego cos więcej… Z braku dowodów pozostawmy jednak dywagacje na boku i przyjrzyjmy się poszczególnym rebeliom toczącym Sudan Południowy.

  • George Athor, z pochodzenia Padeng Dinka,  jest byłym trzygwiazdkowym generałem SPLA i niedoszłym „niezależnym” gubernatorem stanu Jonglei. Po ogłoszeniu wyników wyborów i jego przegranej w kwietniu 2010 roku rozpoczął zbrojną rebelię przeciwko GoSS, jako lider partii SSDM (South Sudan Democratic Movement) i przywódca jej militarnego ramienia SSA (South Sudan Army). Obszarem jego działania była północno-zachodnia część stanu Jonglei, na południowy-zachód od Malakal. Tuż przed referendum zostało podpisane tymczasowe zawieszenie broni między Athorem a SPLA, jednak niespełna miesiąc później zostało ono brutalnie złamane. W lutowych walkach w okręgu Fangak zginęło kilkaset osób, w tym wielu cywili, zaś obie strony oskarżają się o rozpoczęcie walk. W marcu Athor musiał opuścić swoją polową kryjówkę w okręgu Pigi, a jego siły zostały prawdopodobnie zepchnięte pod granicę z Etiopią. Athor utrzymuje jednak, że po jego stronie walczą także inni rebelianci, m.in. przywódca milicji Szylluków kapitan Olony ze stanu Upper Nile oraz pro-chartumski lider bojówek Nuerów, generał Bapiny Monituel ze stanu Unity.
  • Wrak arabskiego czołgu (droga na Bor)

    Gatluak Gai jest Nuerem z okręgu Koch w stanie Unity, gdzie pracował w służbie więziennej. Jego aspiracją było zostać komisarzem okręgu Koch, do czego dążył popierając w ubiegłorocznych wyborach niezależnego kandydata na gubernatora stanu, panią Angelinę Teny, żonę wiceprezydenta Rieka Machara. Po jej przegranej zatakował garnizony SPLA. Graniczny stan Unity ze swoimi polami naftowymi  jest jednym z najbardziej strategicznych rejonów dla GoSS, i zarazem niezwykle trudnym ze względu na wewnętrzne podziały wśród miejscowej ludności, wciąż mocno podkreślone na skutek wieloletniej, częściowo bratobójczej wojny. Działa tu wiele uzbrojonych grup bandyckich, a na dodatek północna część stanu stanowi tradycyjne sezonowe pastwiska dla zarabizowanych Misseriya popierających Północ. Nazwisko Gatluak Gai łączy się z pomniejszymi watażkami jak Kol Chara Nyang czy Matthew Pul Jang  ‘Ko Jang’. Uważa się, że Gai przewodzi różnym uzbrojonym grupom w Unity, jednakże ten nigdy nie wypowiedział się publicznie w tej sprawie, jak i swojej rebelii.

  • Żołnierz SPLA na drodze na Yei

    Peter Gadet Yak to kolejny pro-chartumski lider milicji walczący z SPLA podczas wojny, który następnie na mocy porozumienia pokojowego CPA (Comprehensive Peace Agreement) został majorem-generałem SPLA. Podczas wojny dowodzący SSUM/A (South Sudan Unity Movement/Army) Gadet brał udział m.in. w brutalnym „oczyszczaniu” rozległych terenów pól naftowych w stanie Unity. Po wojnie piastował wysokie stanowiska w stanie Northern Bahr el Ghazal i Upper Nile. Figuruje także jako członek amerykańskiej firmy dzierżawiącej 400 tysięcy hektarów ziemi w celach eksploatacji surowców po proklamowaniu niepodległości Sudanu Południowego. Wrzawa podniosła się 28 marca br., gdy Gadet ogłosił wystąpienie z szeregów SPLA, a następnie potwierdził pogłoskę, jakoby współpracował z Georgem Athorem.  Dwa tygodnie później Gadet ogłosił „Deklaracje z Mayom”. Mowa w niej o dążeniu do zastąpienia zdominowanego przez SPLM rządu nowym, opartym na przedstawicielach wszystkich partii ze wszystkich stanów. Krytykuje niedemokratyczne rządy SPLM, nadęte południowosudańskie siły zbrojne i słabo wyszkoloną policję… Oskarża SPLM/A o korupcję i trybalizm, a niski poziom bezpieczeństwa wiąże z pozbawieniem władzy tradycyjnych przywódców. Zbrojne ugrupowanie Gadet’a, South Sudan Liberation Army (SSLA), operuje w bogatym w złoża ropy i gazu stanie Unity. Pierwsze starcia z SPLA miały miejsce 19 kwietnia br. w rodzinnym okręgu Gadet’a – Mayom. Od tego czasu zginęło kilkadziesiąt osób, zaś 4 tysiące opuściło swoje domy. Ewakuowano także 200 pracowników pracujących na polach naftowych. Gadet zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z milicjami Misseriya, z którymi ścierała się ostatnio SPLA, za to twierdzi, iż Gatluak Gai, który rozpoczął powstanie rok temu po wyborach, walczy obecnie pod jego komendą.

  • Żołnierz SPLA przy wraku arabskiego wozu pancernego (droga na Yei)

    Kapitan Johnson Olony (Olonyi) działa w stanie Upper Nile, w Królestwie Szylluków. Jest odpowiedzialny m.in. za atak na Malakal, stolicę stanu Upper Nile 12 marca br., po którym SPLA aresztowało wielu Szylluków oskarżając ich o wspieranie rebelii. W  regionie tym zrobiło się gorąco po ubiegłorocznych wyborach, kiedy to SPLM/A odmówiło uznania czterech Szylluków, zwycięskich kandydatów do parlamentu startujących z ramienia opozycyjnej partii SPLM-DC ( Sudan People’s Liberation Movement for Democratic Change). Niedoszli posłowie zostali aresztowani i byli przetrzymywani aż do wreśnia, kiedy to South Sudan Legislative Assembly (SSLA) przywróciło im immunitety jako członkom parlamentu. Niefortunne posunięcie SPLM/A wywołało eskalację przemocy na ziemiach Szylluków, a zbrojny opór i bandytyzm trwa tam aż po dziś dzień. SPLM-DC oddzieliło się od SPLM w roku 2009 pod przewodnictwem byłego ministra spraw  zagranicznych – dr Lama Akol‚a. SPLM oskarża Akol’a o tworzenie zbrojnego ramienia SPLM-DC i obarcza go odpowiedzialnością m.in. za atak na Malakal, jednak Akol konsekwentnie zaprzecza jakoby jego partia miała jakiekolwiek związki ze zbrojnymi milicjami. Szylluckie milicje działały w ubiegłym roku pod wodzą kapitana Roberta Gwanga, który prawdopodobnie połączył siły z Georgem Athorem. Tegoroczne akcje zbrojne prowadzone były pod przewodnictwem kapitana Johnsona Olony (Olonyi). Szyllukowie oskarżają władze stanu, zdominowanego przez Dinków i Nuerów, o stronniczość w sporach o ziemie między Szyllukami a Dinkami. Natomiast konflikt na poziomie wyższej polityki, w tym aresztowanie posłów, wynika z osobistych i propagandowych porachunków pomiędzy odwiecznymi rywalami: sekretarzem generalnym SPLM generałem Pagan Amum, a Lamem Akol’em. Obaj panowie są Szyllukami, jednak ponad interesami tej grupy etnicznej, stanu czy wreszcie demokracji w Sudanie Południowym stoi wzajemna niechęć. Akol raz po raz oskarżany jest przez Amuma o organizowanie zbrojnych bojówek i współpracę z Chartumem. Dr Akol podczas ostatniej wojny co prawda zmieniał kilkakrotnie front, piastując nawet stanowisko ministra transportu w rządzie NCP, jednakże obecnie nie ma ewidentnych dowodów na jego kolaborację z Chartumem. Sam Akol zaprzecza jakimkolwiek układom z Północą i wspieraniu milicji, a ostatnio zapowiedział, że pozwie Amuma do sądu za pomówienia.

  • David Yauyau pochodzi z grupy etnicznej Murle, swą rebelię rozpoczął po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, gdy jako niezależny kandydat przegrał z Judy Jokongole z rządzącej partii SPLM. David w odróżnieniu od innych przywódców rebelii, nie jest wojskowym lecz teologiem. Obszar jego aktywności ogranicza się do jego rodzinnego okręgu Pibor oraz Gumuruk na wschodzie stanu Jonglei, tuż przy granicy z Etiopią. Yauyau walczy przeciw SPLM/A i dyskryminacji Murle na wyższych szczeblach władzy, jednakże nie ma on poparcia wśród starszyzny i elit Murle. Popiera go jedynie część młodych i uważa się, że prawdziwą przyczyną jego powstania są wewnętrzne podziały wśród Murle i lokalna polityka. GoSS wydaje się nie przejmować specjalnie rebelią Yauyau ze względu na małą liczebność jego oddziałów, peryferyjny teren działań i przede wszystkim brak zagrożenia z jego strony dla wielkiej polityki. Od lutego nie notowano ataków tej grupy.
  • Gabriel Tang Gatwich Chan zwany Tang-Ginye, czyli „long pipe” jest Nuerem z okręgu Fangak w stanie Jonglei. Jego pseudonim ściśle wiąże się z najgorszymi wydarzeniami ostatniej wojny domowej w Sudanie (1983-2005), w szczególności z krwawymi falami wewnętrznej przemocy wśród Południowców: pomiędzy Dinkami a Nuerami, czy też pomiędzy różnymi nuerskimi grupami. Po wojnie pozostał wierny Chartumowi, odmówił wstąpienia do SPLA i służył jako generał major w SAF (Sudan Armed Forces, wojsku Północy). Dwukrotnie jego wizyta na Południu (2006 i 2009) doprowadziła do wewnętrznych walk w jednostkach JIU (Joint Integrated Units) powstałych na mocy porozumienia pokojowego CPA i złożonych z sił SAF i SPLA. W lutym 2011 w stanie Upper Nile, w tym w Malakal, ponownie dochodziło do wewnętrznych walk w obrębie SAF JIU. Wcześniej Tang-Ginye widziany był z dużą grupą uzbrojonych mężczyzn przemieszczając się z Północy przez Upper Nile. SPLA twierdziło, że zmierza do Fangak połączyć siły z rebelią Athora, jednak ostatecznie na początku kwietnia wysłał część swoich ludzi do integracji w szeregi SPLA. Incydent podczas tego wydarzenia doprowadził do trzydniowych walk pomiędzy oddziałami Tanga a SPLA, w których śmierć poniosło ponad 60 osób. Pomimo tego Tang-Ginye postanowił kontynuować proces integracji oddając 1300 swoich ludzi do włączenia w szeregi SPLA.
  • Generał major Abdel-Bagi Ayii Akol, były doradca prezydenta Południa Salva Kiir’a, ogłosił swoja rebelię przeciwko GoSS i SPLM 10 marca w Chartumie. W czasie wojny walczył po stronie Północy stacjonując w Południowym Kordofanie i przeprowadzając akcje przeciwko ludności cywilnej w swoim rodzinnym stanie Northern Bahr el Ghazal. Ayii utrzymuje, że przyłączyło się do niego 3000 żołnierzy SPLA, jednakże armia Południa zaprzecza tym doniesieniom, twierdząc że żaden z jej żołnierzy nie zdezerterował do Akola. SPLA sugeruje, że Ayii organizuje bojówkę na bazie  Murrahaleen, uzbrojonych band wywodzących się z Rizeiqat i Misseriya z Południowego Darfuru i Południowego Kordofanu, czyli zarabizowanych, koczowniczych plemion z pogranicza Północy i Południa. Ayii postuluje, że walczy przeciw marginalizacji muzułmanów na Południu, domagając się 30% miejsc w rządzie GoSS dla wyznawców islamu.
  • Osobną i najważniejszą kwestią jest problem spornego regionu Abyei. Jest to temat rzeka, więc postaram się tylko pokrótce przybliżyć jego istotę. Abyei to roponośny kawałek Sudanu wciśnięty pomiędzy południowy Kordofan, południowo-wschodni Darfur, oraz trzy stany Południa: Northern Bahr el Ghazal, Warrap i Unity. Rządy obydwu Sudanów uważają te ziemie za swoje. Na stałe żyją tu Dinka Ngok, jednak tereny te są zwyczajowym miejscem wypasu bydła w porze suchej dla zarabizowanych półkoczowników Misseriya. Abyei było jedynym okręgiem Sudanu Południowego, gdzie nie odbyło się styczniowe referendum, gdyż rządząca na Północy NCP oraz SPLM z Południa nie mogły dojść do kompromisu, kto jest tu uprawniony do głosowania. Mimo to 9 tradycyjnych wodzów klanów Dinka Ngok w regionie po konsultacjach ze swoimi społecznościami zdecydowało o przyłączeniu do Południa. Zarówno NCP jak i SPLM podjęło działania, aby nie dopuścić do tej „samowoli”, a prezydent Sudanu Omar al Bashir zagroził wojną gdyby do tego doszło. Od początku roku Abyei jest świadkiem najkrwawszych od 2008 roku incydentów, w których szacunkowo życie straciło już ponad 300 osób, a tysiące musiało opuścić swoje domy. Milicje Misseriya przy użyciu ciężkich karabinów maszynowych atakowały zarówno posterunki policji jak i ludność cywilną. Świadkowie twierdzą, że w niektórych atakach brały udział pojazdy SAF (armii Sudanu Północnego), a sama taktyka prowadzonych działań przypomina akcje „oczyszczania” terenu z rdzennych Dinka Ngok, jakie to miały miejsce podczas ostatniej wojny domowej w Sudanie (wtedy czystki umożliwiły wybudowanie instalacji naftowych na polu Diffra). NCP oczywiście zaprzecza jakimkolwiek działaniom SAF w okręgu Abyei. Zdjęcia satelitarne ukazują, że zarówno Północ jak i Południe umacniają swoje pozycje wokół Abyei (SAF m.in. czołgi i helikoptery), i uważa się, że tworzą także oddziały w obrębie spornego terytorium. Na 10 tygodni przed proklamacją niepodległości przez Sudan Południowy kwestia Abyei wydaje się być najpoważniejszą przeszkodą dla pokojowej secesji. Nie ustalona jest linia demarkacyjna ani status okręgu, a wypowiedzi obu stron w kwestii przyszłości Abyei stają się coraz bardziej stanowcze i bezkompromisowe.

Powyższy przekrój toczących się aktualnie rebelii w Sudanie Południowym pokazuje, że nie ma dla nich wspólnego mianownika. Choć wiele z nich rozpoczęło się po ubiegłorocznych wyborach, ich liderzy różnią się między sobą pod względem przynależności plemiennej i aspiracji. Mamy więc niedoszłego kandydata na gubernatora stanu z pochodzenia Padeng Dinka, kandydata na posła z Murle oraz pretendenta na komisarza okręgu, który jest Nuerem. Choć GoSS faktycznie zdominowany jest przez Dinków (37,5% ministerialnych stanowisk obsadza właśnie ta grupa etniczna), to należy pamiętać, że stanowią oni większość w Sudanie Południowym. Z kolei druga co do liczebności grupa etniczna – Nuerowie, zajmuje większość stanowisk oficerskich w SPLA, a także kilka stołków ministerialnych oraz fotel wice-prezydenta Sudanu Południowego.

Nie wiem, czy ubiegłoroczne wybory odbyły się w 100% zgodnie z normami demokratycznymi, ale wiem, że dla większości mieszkańców Południa była to pierwsza w życiu możliwość oddania głosu. I wcale nie dziwię się, że SPLM, partia która doprowadziła Sudan Południowy do wolności, wygrała wybory. Wszak podobnie było w Polsce, no może nie tak jednomyślnie, ale jednak w pierszych chwilach po obaleniu PRL głosowaliśmy na „Solidarność” i jej lidera. Dopiero po paru latach scena polityczna się zrównoważyła, stawiając bardziej na programy niż historię i emocje.

Do zrozumienia tego, co dzieje się w Sudanie Południowym nie możemy jednak interpolować tutejszych sytuacji na europejskie realia, nie możemy patrzeć przez pryzmat naszego kraju, chyba jedynie po to, aby podkreślić różnice. Bo Europa i Sudan to dwa całkowicie odmienne światy. Chociażby nasze zwyczajowe „dziękuję” – w języku Nuerów nie ma takiego słowa, ani nawet wyrażenia, które by oddawało jego sens… ale wróćmy do naszych rebeliantów.

A propos post-wyborczych powstań, widzę to mniej więcej tak:

– zawiedzeni demokracją chłopcy chwycili za broń, aby „demokratycznie” upomnieć się o to, co według nich im się należy. Do wybuchu powstań przyczyniły się także antagonizmy i tarcia w obrębie SPLM/A bądź też lokalnych społeczności.

– dla ludzi, którzy spędzili całe dekady w buszu, powrót do walki zbrojnej wydaje się jak najbardziej naturalny.

– w niektórych przypadkach do rebelii popychać może tęsknota do żołnierskiego życia w buszu i w ten sposób pojmowanej „wolności”

Południowosudańska wyższej klasy droga w porze deszczowej

– dziwić może, dlaczego armia nie radzi sobie z rebeliantami, ale zapomnijcie o mocno zagęszczonej Europie – Sudan Południowy to rozległy kraj, dwa razy większy od Polski, gdzie żyje nie więcej niż 10 milionów ludzi. Ogromne połacie kraju są nieomal puste, spora część to jeden z największych na świecie obszarów bagiennych – Sudd, zaś brak dróg i jakiejkolwiek infrastruktury sprawia, że trudno panować nad takim terytorium. Słowem jest to teren idealny do podjazdowej walki partyzanckiej.

–  pomimo akcji rozbrajania cywili, tradycyjnie mężczyzna powinien posiadać broń. Na prowincji wciąż widzi się pasterzy z kałasznikowami bądź też uzbrojonych ludzi maszerujących wzdłuż drogi… nawet jeśli mają jakieś mundury, to kto to wie skąd idą, dokąd i po co? a jeśli nie przemieszczają się wzdłuż drogi, tylko przez busz to już Bóg jeden wie co i gdzie. Szacuje się, że w rękach ludności cywilnej w Sudanie Południowym pozostaje około 720 tysięcy sztuk broni palnej, czyli jakieś 8 sztuk na 100 mieszkańców (dane na rok 2009 wg http://www.smallarmssurveysudan.org).

Bydło na ulicach stolicy

– nilocką tradycją są także zbrojne podjazdy po bydło. Próbuje się walczyć z tym procederem, który raz po raz destabilizuje jakiś region i prowadzi do zamieszek, ale jak powyżej – Sudan Południowy jest zbyt rozległy, pusty i na głębokiej prowincji oddalony od tzw. „cywilizowanego świata” o całe pokolenia. Popatrzmy chociażby na ostatnie wydarzenia z okręgu Pibor we wschodniej części stanu Jonglei, przy granicy z Etiopią. W starciach między Nuer Lou a Murle pod koniec kwietnia zginęło ponad 400 osób, uprowadzonych zaś zostało ponad 100 tysięcy sztuk bydła!

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, nie można mówić o wojnie w Sudanie Południowym, bo to nie wojna lecz powojenna codzienność kraju, który dąży do normalizacji… ale do tego jeszcze daleka droga. I choć rebelii i wewnętrznych problemów nie można lekceważyć, to najpoważniejszym wyzwaniem dla GoSS wydaje się być wypracowanie odpowiednich stosunków z północnym sąsiadem, czyli przede wszystkim znalezienie kompromisu w sprawie Abyei. Przyszłość nie jest pewna, ale nie musi być tragiczna. Fatalistyczne artykuły o nadchodzących wewnętrznych walkach między południowosudańskimi grupami etnicznymi, masakrach, czy wreszcie kolejnych dekadach wojny z Północą, które pojawiały się w polskich mediach przed, w trakcie i po referendum to nic więcej, jak ponure prorokowanie przez pryzmat redaktorskiego fotela i komputera. Zresztą nie tylko dziennikarze dodają grozy sytuacji w Sudanie Południowym, także kampanie medialne organizacji pomocowych bazują na emocjach i mocno naciąganych faktach.

Gdy byłem w Polsce i czytałem doniesienia o kradzieży setek czy tysięcy sztuk bydła to wydawało mi się to przerażające i nieprawdopodobne, ale z perspektywy Sudanu to się po prostu tutaj nadal zdarza, i nadal jest to straszne, lecz jest to fakt głęboko zakorzeniony w tradycji. Podobnie jest z rebeliantami, wszak tradycyjny porządek społeczny Nuerów to wg Evansa-Pritcharda „uporządkowana anarchia”. Nasza szlachta też swego czasu lubowała się w podjazdach i różnie pojmowała swobodę. Czasy się zmieniły i zmieniają się nadal. I doprawdy nie wiem co czeka Sudan Południowy, ale daleki jestem od interpretowania doniesień medialnych w czarnych barwach, ba widzę nawet ten świat z nadzieją na zielono.

Jakub Pająk

Juba, Sudan Południowy

Zbiorcze zestawienie zgonów podczas konfliktów w roku 2010 (za http://www.smallarmssurveysudan.org/).

Link do mapy w formacie PDF: HSBA-Map-Cumulative-Figures-2010

Abyei

3 Komentarze

Sporo się ostatnio dzieje w Sudanie, zegar do niepodległości tyka, ale czasu brak na wpisy. Polecę za to tekst urzędującej w Juba Julii Prus:

Sudan: 100 ofiar, tysiące uchodźców i czyn społeczny

2011-06-02 20:46
Podczas gdy Sudan Południowy przygotowuje się do uroczystości ogłoszenia niepodległości, armia z Północy od dwóch tygodni wciąż kontroluje sporny region Abyei. Okupacja kosztowała życie blisko stu cywilów, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi zmusiła do ucieczki.
W kraju, który ma niecałe 100 km asfaltowych dróg, a prawie połowa populacji żywiona jest przez organizacje pomocowe, trwają przygotowania do uroczystych obchodów niepodległości, które odbędą się 9 lipca. W stolicy Południa, Dżubie, tysiące mieszkańców w czynie społecznym sadzą kwiaty i sprzątają ulice. Sprzedawcom nakazano pomalować wszystkie punkty usługowe na kolor biały i niebieski. W razie niewykonania polecenia kara wynosi 2 tys. dolarów.W Dżubie jedną z niewielu oznak konfliktu toczącego się w Abyei są coraz dłuższe przerwy w dostawach paliwa. Jego cena wzrosła w ciągu miesiąca o 70 procent.

 Południowy Sudan na mocy porozumień pokojowych z 2005 roku, które zakończyły 22-letnią wojnę domową pomiędzy północą a południem, na początku lipca ma stać się niepodległym państwem. Jednak status bogatego w ropę i żyzne gleby Abyei jest nadal punktem spornym.

Mimo międzynarodowych sprzeciwów 21 maja rząd z Chartumu przejął kontrolę wojskową nad Abyei. W wyniku tej akcji śmierć poniosło prawie stu cywilów, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi opuściło swoje domy – poinformowała w czwartek agencja Reutera, powołując się na oficjalne źródła.

Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) zajęły Abyei dzień po ataku uzbrojonej grupy żołnierzy z południa na konwój eskortowany przez oddziały pokojowe ONZ. Ludowa Armia Wyzwolenia Sudanu (SPLA) nie przyznaje się do ataku.

Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) podał, że w rejonie Abyei spalona została ponad jedna trzecia chat. Inne splądrowano lub zburzono. W rejonie zamieszkanym dotychczas przez 50 tys. ludzi nie ma teraz prawie nikogo. Ze względu na wymogi bezpieczeństwa dostarczanie pomocy humanitarnej jest utrudnione.

Mimo nacisków i gróźb ze strony ONZ, USA i rządu Południowego Sudanu władze w Chartumie odmówiły wycofania wojsk do czasu przeprowadzenia referendum w spornym regionie. Na mocy ustaleń pokojowych sprzed sześciu lat Abyei zagwarantowano osobne referendum w tym samym czasie, co referendum niepodległościowe Południa, a więc w styczniu 2011 roku. Jednak nie doszło ono do skutku, bo między Południem i Północą wybuchł spór o to, kto jest uprawniony do głosowania.

W zeszłym miesiącu Stany Zjednoczone ostrzegły SAF, że przejęcie Abyei uniemożliwi usunięcie Sudanu z listy krajów wspierających terroryzm. Prezydent Południowego Sudanu Salva Kiir powiedział w zeszłym tygodniu, że Południe nie chce kolejnej wojny.

Od początku roku w wyniku walk w dziewięciu spośród dziesięciu południowych stanów zginęło ponad 1400 osób. Armia Południa na swoim terytorium zmaga się z siedmioma uzbrojonymi grupami rebelianckimi.

pap

(za http://www.wprost.pl/ar/247383/Sudan-100-ofiar-tysiace-uchodzcow-i-czyn-spoleczny/).

Bashir grozi wojną domową

1 komentarz

Prezydent Sudanu Omar Hassan al-Bashir ostrzegł ostatnio autonomiczny Sudan Południowy przed wybuchem nowego konfliktu zbrojnego, jeżeli do styczniowego referendum secesyjnego nie zostaną uzgodnione kwestie sporne między Północą a Południem.

 

Bashir grozi wojna domową

 

 

Północnosudański czołg zniszczony przez SPLA pomiędzy Juba - Mongalla

 

W roku 2005, po przeszło 22 latach wojny domowej, obie części Sudanu podpisały porozumienie pokojowe (CPA). Na jego mocy Południe uzyskało autonomię, własnego prezydenta, rząd, wojsko, policję itp. oraz prawo do zadecydowania o swojej przyszłości w referendum. Data 9 stycznia 2011 jest obecnie najważniejszym dniem w Sudanie i największą niewiadomą. Wokół tej daty kręci się wszystko: polityka, gospodarka, napięcia społeczne…

Rzecz jasna szczególnie mieszkańcy Południa żyją tą datą wiążąc ogromne nadzieje z referendum. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że opowiedzą się za niepodległością, choć Chartum wszelkimi możliwymi sposobami stara się nakłonić Południowców do wybrania opcji „Unity”, czyli jedności. Chartum buduje drogi na Południu i ogólnie inwestuje w propagandowe projekty rozwoju (choć nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca), jednak czując wymykające się spod jego kontroli pola naftowe używa także szantażu gospodarczego oraz gróźb.

Tak oto w retoryce Bashira władze Południowego Sudanu zostały oskarżone o łamanie porozumienia pokojowego m.in. poprzez propagowanie wśród ludności głosowania za niepodległością Południa. Chartum z całych sił próbuje nie dopuścić do referendum, twierdząc, że nie może się ono odbyć w wyznaczonym terminie, gdyż nie ustalony jest dokładny przebieg granicy między Północą a Południem oraz jak dzielić dochody ze sprzedaży ropy, dług międzynarodowy oraz wody Nilu.

Powodem ostatnich wypowiedzi był brak porozumienia w sprawie roponośnego regionu Abyei na granicy Północy i Południa. Ów strategiczny rejon jest kością niezgody pomiędzy obu karajami, a pertraktacje dotyczą tego, kto może wziąć udział w referendum w tym regionie. Zamieszkują go bowiem grupy etniczne Dinka Ngok oraz Misseriya. Pierwsza z nich należy do rdzennej ludności nilockiej (Dinka stanowią większość w Południowym Sudanie), drugą zaś stanowią zarabizowane plemiona półkoczownicze. Misseriya tradycyjnie wędrowali ze swymi stadami przez region Abyei. Niestety podczas ostatniej wojny domowej rząd w Chartumie wykorzystywał międzyplemienne antagonizmy w swojej kampanii. Poprzez uzbrojenie takich plemion jak Baggara czy właśnie Misseriya prowadził eksterminację ludności Dinka i innych, oczyszczając tym samym pola naftowe dla kompani naftowych…

Do referendum zostało mniej niż 85 dni…

(Źródła: http://english.aljazeera.net/news/africa/2010/10/2010101091233114892.html;

http://english.aljazeera.net/news/africa/2010/10/2010101572158985130.html)