Prezydent RŚA abdykował!

Dodaj komentarz

Zdarzyła się rzecz niesłychana! Tymczasowy prezydent sąsiedniej Republiki Środkowoafrykańskiej  Michel Djotodia zrzekł się urzędu. RŚA od wielu miesięcy było areną krwawych walk na tle religijnym i etnicznym http://www.aljazeera.com/news/africa/2014/01/car-interim-president-resigns-2014110114245565885.html .

Powinien to być przykład dla prezydenta Sudanu Południowego Salva Kiira, którego kraj od miesiąca targany jest wewnętrznymi walkami. Jest coraz więcej opinii, że to właśnie Salva Kiir jest bezpośrednio odpowiedzialny za eskalację konfliktu. Administracja USA twierdzi, że nie ma żadnych poszlak, jakoby 15 grudnia 2013 roku miało dojść do zamachu stanu. USA grozi wstrzymaniem wszelkiej pomocy dla Sudanu Południowego, jeśli nie zostaną uwolnieni opozycyjni politycy oskarżeni o pucz https://radiotamazuj.org/en/article/obama-administration-%E2%80%98no-evidence-coup-attempt%E2%80%99.

Szczególnie polecam lekturę wywiadu z Mabior Garang’iem, synem Johna Garanga. Mabior wyczerpująco i w szczegółach objaśnia przyczyny obecnego kryzysu oskarżając bezpośrednio prezydenta Salva Kiir’a o wywołanie obecnego konfliktu. Dodam, że Mabior Garang jest z grupy etnicznej Dinka Bor, Jego matka Rebeca  i 11 aresztowanych polityków stanowili opozycję do rządów prezydenta Salva Kiira. http://www.newvision.co.ug/news/650804-garang-s-son-speaks-out-on-fighting-in-south-sudan-salva-ki-.html?fb_action_ids=10202225175647474&fb_action_types=og.likes&action_object_map=%5B545627542195162%5D&action_type_map=%5B%22og.likes%22%5D&action_ref_map=%5B%5D#.UsvNZJOIuuY.facebook

 

Reklamy

Referendum w Abyei

Dodaj komentarz

Ponad 99% opowiedziało się za przyłączeniem rejonu Abyei do Sudanu Południowego. Abyei to teren sporny pomiędzy Północą a Południem, bogaty w złoża ropy naftowej. Na stałe zamieszkuje go grupa etniczna Dinka Ngok, jednak jest to także tradycyjny teren sezonowego wypasu bydła przez zarabizowanych Misseriya. Abyei stanowi kość niezgody pomiędzy Dżubą i Chartumem przynajmniej od roku 2011, kiedy to Sudan Południowy uzyskał niepodległość. Regularnie dochodzi tam do starć, rejon był też kilkukrotnie bombardowany przez SAF (wojska Północy). Choć porozumienie pokojowe CPA podpisane w roku 2005 zakładało prawo tego rejonu do samostanowienia o przynależności, to referendum z roku 2011 w sprawie przyszłości Sudanu Południowego nie objęło tego rejonu. Od tamtej pory organizacje międzynarodowe oraz oba sudańskie rządy bezskutecznie próbują rozwiązać problem Abyei.

Referendum, które odbyło się w dniach 27-29 październik 2013, zorganizowane zostało przez społeczność Dinka Ngok – stałych mieszkańców tego rejonu. Zarówno Chartum, jak i Dżuba odcięły się od plebiscytu, zaś Komisja Unii Afrykańskiej określiła referendum jako nielegalne, zatem jego wynik nie jest w żaden sposób wiążący. Na ponad 60 tysięcy głosujących przeciw przyłączeniu do Sudanu Południowego oddano 12 głosów! Daje to wynik 99,89% głosów za przyłączeniem do Południa. Misseriya zapowiedzieli, że zorganizują własne referendum. Można się spodziewać, że wynik będzie dokładnie odwrotny. Przedstawiciele Dinka Ngok uznali, że pomimo braku wsparcia i uznania zorganizowali plebiscyt, bo nie widzą specjalnie innej opcji. Społeczność międzynarodowa oraz obydwa sudańskie rządy od lat nie są w stanie dojść do porozumienia w sprawie Abyei. Czas pokaże, jak rozwinie się sytuacja.

Rozmowy Sudanów wznowione

Dodaj komentarz

Dziś, tj. 29 maja 2012 roku dwa zwaśnione kraje: Sudan oraz Sudan Południowy wznowić miały rozmowy w etiopskiej stolicy Addis Abebie. Przez ostatnie dwa miesiące mocno zaognił się konflikt między obu Sudanami: Północ atakowała przygraniczne tereny lądem oraz bombardowała z powietrza terytorium Południa, m.in. stolicę stanu Unity – Bentiu oskarżając jednocześnie Południowców o wspieranie rebelii toczących się na Północy, w odwecie Południe zajęło i zniszczyło pola naftowe Heglig/Panthou do tej pory znajdujące się po północnej stronie granicy. Dziennikarze już zacierali ręce trąbiąc o otwartej wojnie, jednak na skutek nacisków możnych tego świata, ONZ czy też Unii Afrykańskiej, gróźb sankcji politycznych i gospodarczych, udało doprowadzić się do rozpoczęcia rozmów w spornych kwestiach, m.in. ustalenia ostatecznego przebiegu granicy, statusu jednego z Sudanów w tym drugim Sudanie, kosztów transportu ropy przez terytorium Północy itd. Zobaczmy jednak, jakie wydarzenia poprzedzają rozpoczęcie rozmów:

– hitem ostatnich dni jest z pewnością oświadczenie ONZ w sprawie ustaleń Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Hadze. Odwrócenie kota ogonem sprawiło, iż decyzja przyznania rejonu naftowego Heglig/Panthou Północy z 2009 roku okazała się tak naprawdę oświadczeniem, że Heglig leży poza spornym obszarem Abyei, a tym samym nie podlega Trybunałowi. Do dziś jednak nie wiadomo, gdzie tak naprawdę przynależy Heglig/Panthou. Dlaczego?

– gdyż według ustaleń porozumienia pokojowego CPA z 2005 roku granica między obu Sudanami przebiegać miała wg. mapy z momentu odzyskania przez Sudan niepodległości 1 stycznia 1956 roku. Problem w tym, że odchodząc Brytyjczycy nie zostawili żadnej takiej mapy. Długo poszukiwana mapa z 1956 roku okazała się nigdy nieistniejącą imaginacją. Choć komisja ds. granicy zgromadziła blisko 300 map Sudanu, problem wydaje się być skomplikowany, bo granice stanów były wielokrotnie zmieniane, począwszy od okresu kolonialnego aż po arabskie ingerencje w przebieg granicy po odkryciu ropy naftowej na pograniczu.

– jednym z warunków powrotu do rokowań postawionym przez międzynarodowe organizacje i kraje było wycofanie sił ze spornego regionu Abyei. Sudan Południowy wycofał wojska i policję z południowej części regionu jakiś miesiąc temu. Północ, która w maju ubiegłego roku zajęła, spaliła i splądrowała nieomal cały sporny region i okupuje go do dziś, ogłosiła wczoraj, że wycofuje swe siły. Zobaczymy, czy to jedynie klasyczna hipokryzyjna retoryka reżimu z Chartumu, czy też faktycznie SAF wycofa się z Abyei.

– w trzech regionach Północy trwają zbrojne rebelie przeciw reżimowi: w Darfurze, Południowym Kordofanie i Nilu Błękitnym

– pomimo „tradycyjnego” nakręcania spirali nienawiści przez Chartum pomiędzy plemionami pogranicza Sudanów, zarabizowane społeczności Rezeigat i Misseriya podpisały porozumienie pokojowe z ludem Dinka z regionu Aweil. Pomimo, że granica między Sudanami jest oficjalnie zamknięta – handel pomiędzy północnymi a południowymi społecznościami kwitnie. To dzięki temu mamy w stolicy – Dżubie cebulę!

–  południowa prasa donosi o wysokich rangą oficerach północnej armii SAF, którzy wysłani przez Chartum z misją do zbuntowanych prowincji Północy i dalej na Południe zdezerterowali ze swymi oddziałami i przyłączyli się do armii Południa SPLA. Ponoć w obliczu kryzysu i zagrożenia wojną także wielu rebeliantów działających na Południu przyłączyło się do SPLA.

– co dzień na ulicach Dżuby widać ciężarówki wyładowane prowiantem z transparentami „wsparcie takiej a takiej organizacji rządowej, ministerstwa, kongregacji kupieckiej dla linii frontu…”

– do dziś IOM International Organization for Migration przetransportowała drogą powietrzną do Dżuby połowę z 12 tysięcy Południowców oczekujących miesiącami w Kosti – rzecznym porcie Północy, na transport barką na Południe. W ubiegłym roku Chartum zamkną granicę i zawiesił wszelkie połączenia rzeczne z Południem, uniemożliwiając tym samym dziesiątkom tysięcy Południowców powrót do Sudanu Południowego. Chartum zażądał opuszczenia kraju przez obywateli Południa do maj 2012 roku. Szacunkowo w Sudanie przebywało na początku tego roku około pół miliona Południowców. Z kolei Dżuba nie wygania obywateli Północy, zachęcając wręcz, szczególnie w rejonie przygranicznym, do prowadzenia interesów w Sudanie Południowym.

…zobaczymy, co przyniosą rozmowy z Addis?   Sceptycznie patrząc na sprawy, cóż mogą przynieść rozmowy z rządem Omara al-Bashira, który zawsze miał i ma za nic dawane obietnice, z rządem, którego członkowie są ścigani za zbrodnie przeciw ludzkości… Czyż ten archaiczny reżim nie powinien w końcu upaść?

„Skradzione Anioły”

Dodaj komentarz

Książka Kathy Cook Skradzione Anioły. Porwane dziewczęta Ugandy. przedstawia prawdziwą historię 30 uczennic uprowadzonych w 1996 roku przez rebeliantów z Bożej Armii Oporu (LRA). Choć atak na katolicką szkołę położoną koło Liry w północnej Ugandzie nie był ani pierwszym, ani ostatnim porwaniem dzieci przez LRA, to jednak dopiero dzięki aktywności rodziców porwanych dziewczynek świat zwrócił uwagę na tragedię rozgrywającą się w Acholilandzie, czyli na pograniczu Ugandy i Sudanu Południowego. Książka stanowi sfabularyzowany zbiór doniesień medialnych i wywiadów z lat 1996-2008, i stanowi dobrą, lecz mrożącą krew w żyach lekturę. LRA pod przywództwem nawiedzonego lidera Josepha Konyego stanowiła w swoim czasie największą dziecięcą armię świata. Codziennością były porwania, wyszukane tortury, bestialskie morderstwa, terror na ludności cywilnej, gwałty, grabieże, niewolnictwo seksualne… Szacuje się, że rebelianci LRA w ciągu kilkunastu lat działalności uprowadzili od 45 do 60 tysięcy dzieci! Książka obnaża też kulisy polityki na różnych szczeblach, w szczególności USA, Sudanu, Ugandy, czy też ONZ, która to przez lata hamowała procesy pokojowe w południowym Sudanie i północnej Ugandzie. Niestety poszukiwany przez Międzynarodowy Trybunał Karny Joseph Kony z niedobitkami swojej armii wciąż pozostaje na wolności terroryzując obecnie pogranicze Republiki Środkowoafrykańskiej, Demokratycznej Republiki Konaga oraz Sudanu Południowego, gdzie pojedyncze ataki zdarzają się w stanie Ekwatoria Zachodnia.

Północ bombarduje Południe

1 komentarz

Po inwazji (3.12.2011 r.) piechoty i artylerii północnych wojsk rządowych SAF na rejon Jaw (Jaau/Jau) w stanie Unity, na mocy porozumienia pokojowego CPA z roku 2005 przynależącego do Sudanu Południowego, Chartum zdecydował sie na kolejny ruch – rozpoczął bombardowania przygranicznego powiatu. Bomby spadły m.in. na obóz uchodźców z Północy (z ogarniętego rebelią Południowego Kordofanu), czemu Chartum oczywiście zaprzecza… i bodajże, aby uwiarygodnić swoją absurdalną hipokryzję twierdzi, iż na Południu nie ma żadnych uchodźców z Północy.

Niestety jak podaje ONZ oraz nieliczne organizacje humanitarne działające na pograniczu są ich dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy. Osobiście spotkałem w Jubie pracownika jednej z takich organizacji przygotowującej transport do obozu, gdzie wg jego słów w tym momencie jest już około 25 tysięcy ludzi… a to tylko jedno z wielu miejsc na długim pogranizu Północy i Południa. Uchodźcy zaczęli napływać na Południe w lipcu i sierpniu 2011 r., po wybuchu zbrojnych rebelii w Północnych prowincjach: Kordofan Południowy i Nil Błękitny. Sytuacja humanitarna jest bardzo trudna – granica z Północą jest zamknięta, co uniemożliwia dostawy jakichkolwiek towarów, zaś Chartum nie zgadza się na otwarcie korytarza pomocy. Z kolei transport towarów pierwszej potrzeby z południa jest wielce utrudniony w związku z brakiem jakiejkolwiek infrastruktury komunikacyjnej – pozostaje więc tylko drogi transport lotniczy albo czasochłonny i ograniczony  do rejonów sąsiadujących z rzeką transport po Nilu Białym. Lokalna prasa donosi od czasu do czasu o trudnej sytuacji na północy Południa, śmierci głodowej, braku leków i pomocy.

Wracając jednak do sytuacji w powiecie Jaw (Jaau/Jau), myli się ten kto myśli, że bombardowania oznaczają kolejną wojnę domową. Otóż w tym przypadku to lądowa agresja na terytorium Południa jest nowym elementem prowadzonej przez Chartum gry, bo bombardowania z powietrza zdarzały się już wielokrotnie od momentu uzyskania niepodległości. To kolejna z licznych prowokacji wobec Południa, począwszy od zajęcia przez SAF w maju br. spornego rejonu Abyei (gdzie wg CPA miało się odbyć referendum w sprawie przynależności), poprzez oskarżenia o wspieranie rebelii w Południowym Kordofanie i Nilu Błękitnym, bombardowania terytorium Południa, blokadę ekonomiczną poprzez zamknięcie granicy oraz nałożenie 10-krotnie wyższych niż światowy standard opłat za transfer południowej ropy północnymi rurociągami, uzbrajanie rebeliantów działających w Sudanie Południowym (na co wskazuje przechwycona broń i amunicja), aż po ostatnią agresję na rejon Jaw. Miejmy nadzieję, że nie mylę się w przeświadczeniu, iż Chartum ma zbyt dużo wewnętrznych problemów, aby stanąć do otwartej konfrontacji z południowym sąsiadem. Pętla coraz mocniej zaciska się na szyi Omara al-Bashira, ale któż wie co przed końcem zrodzi się w głowie szaleńca?

Bashir grozi wojną

1 komentarz

Północnosudański prezydent Omar al-Bashir zagroził ostatnio niepodległemu Sudanowi Południowemu wojną, jeśli ów „nie skończy swoich nieustannych prowokacji”. Przemówienie miało miejsce w Ad-Damazin w prowincji Nil Błękitny, objętej od przeszło dwóch miesięcy rebelią. Następnie Bashir wraz z liczną obstawą udał się do Al-Kurmuk na granicy etiopskiej, uważanego za bastion rebeliantów lecz zajętego cztery dni wcześniej przez wojska rządowe SAF. Rebelianci twierdzą, że w ataku użyto broni chemicznej. Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania w prowincji Nil Błękitny było odwołanie jej gubernatora Malik Aggara należącego do opozycyjnej Chartumowi parti SPLM-N. Wywodząca się z SPLM, SPLA-N (Ludowa Armia Wyzwolenia Sudanu – Północ) powstała po secesji Południa.

Nil Błękitny jest drugą (nie licząc Darfuru i regionu Abyei) zbuntowaną prowincją Północy. Wcześniej zamieszki wybuchły w Kordofanie Południowym, po ogłoszeniu wyników, najprawdopodobniej sfałszowanych przez Chartum wyborów na sanowisko gubernatora. Siły rządowe SAF brutalnie rozprawiaja się z rebeliantami, opozycją i przy okazji niewygodnymi cywilami żyjącymi blisko ropodajnych pól. Doniesienia mówią o bombardowaniach wsi podejrzewanych o sprzyjanie rebeliantom. SPLM-N oficjalnie deklaruje walkę z reżimem NCP (National Congress Party) z Chartumu oraz ustanowienie demokracji w Sudanie Północnym. Zgodnie z porozumieniem pokojowym CPA w obydwu prowincjach miały się odbyć powszechne konsultacje na temat ich przyszłości: pozostania częścią Północy, autonomii bądź przyączenia do Południa. Nie wygląda na to, aby jakiekolwiek konsultacje nie będące farsą mogły sie tam jednak odbyć.

Chartum nieustannie oskarża Południe o wspieranie rebeliantów, choć nie ma na to żadnych dowodów. Tymczasem to raczej Południe może oskarżyć Północ o sabotaż – rozbite na Południu grupy rebelianckie wyposażone były w setki nowych karabinów chińskiej produkcji (raczej na pewno trafiły tu przez Chartum) oraz wyprodukowane w Sudanie Północnym pociski do tejże broni (napiszę o tym więcej w aktualizacji do rebelii toczących się na Południu). Kto zatem wywołał niepokoje w Kordofanie Południowym i Nilu Błękitnym? Czy to celowa gra Chartumu poszukującego pretekstu do wojny z Południem? A może kolejna akcja „oczyszczania” ropocennych obszarów z niewygodnych mieszkańców? Żeby było ciekawiej sudańska telewizja wznowiła ostatnio propagandowy program „na polach chwały”. Program emitowany był w latach 90-tych ukazując męczenników za „prawdziwą” wiarę w walce z ateistycznymi komunistami z SPLA. Po blisko dekadzie dżihadystyczna doktryna powraca, a Bashir najchętniej uczyniłby Sudan krajem opartym na najbardziej rygorystycznie rozumianym prawie szariatu…

Ile jeszcze czasu satrapa z Chartumu i niezatapialna partia NCP może rządzić Sudanem? Poszukiwany międzynarodowym listem gończym Bashir od dekad tak gospodarzy, że w najbardziej barbarzyński sposób wymordował miliony ludzi. Czy oprócz Darfuru, Kordofanu Południowego i Nilu Błękitnego w Sudanie Północnym jest jeszcze jakaś opozycja czy wszystko i wszystkich za mordę trzymają służby specjalne? Hm, skoro Bashir jeszcze nie podzielił losów Kadafiego…? Tonący brzytwy się chwyta – Bashirowi kraj się rozpadł i rozpada się dalej, czy ostatnią deską ratunku jest dla Chartumu wywołanie kolejnej wojny?

Rebelianci Sudanu Południowego

2 Komentarze

W buszu AK-47 jest jak najbardziej popularne

Jeden z przywódców toczących Sudan Południowy rebelii – Gatluak Gai został zastrzelony 24 lipca br. w Pakur, w okręgu Koch w stanie Unity. Paradoksalnie wydarzenie nie wydaje się oznaczać spokoju w regionie.  Gai, który uważany był za przywódcę różnych grup rebelianckich w rejonie, zastrzelony został przez swego zastępcę Marko Chuol Ruei’a po zakończonych sukcesem rozmowach pokojowych pomiędzy rebeliantami z SSLA (South Sudan Liberation Army) a rzędowym wojskiem SPLA (Sudan People’s Liberation Army). Ruei twierdzi, że przed rozmowami Gai mówił swoim ludziom, by nie honorowali ustaleń rozmów oraz utrzymuje, iż Gai wcześniej dołączyłby do armii Północy niż Południa. Tak czy siak w stanie Unity nadal działają zbrojne ugrupowania rebelianckie i kto wie czy to lepiej, czy gorzej dla Sudanu Południowego, że teraz pozbawione swego lidera…

Incydent przypomniał mi, że swego czasu pisałem o południowosudańskich rebeliach, ale niestety artykuł nigdy nie ujrzał światła dziennego. Jednak nic straconego, opisane poniżej rebelie toczą sie dalej i jedynie w niektórych przypadkach wymagałyby aktualizacji – zatem zachęcam do lektury o najmłodszym kraju świata w przeddzień niepodległości.

Obszary dotknięte zbrojnymi rebeliamii w Sudanie Południowym w roku 2010 (za http://www.smallarmssurveysudan.org/).

Link do mapy w formacie PDF:  HSBA-Armed-Groups-Southern-Armed-Insurrections-map

Juba, 1/05/2011

W Sudanie Południowym jescze nie ma wojny,

czyli miejscowi rebelianci pod lupą

Żołnierz SPLA w okolicach Juba

Na początku roku 2011 w Sudanie Południowym odbyło się referendum w sprawie przyszłości tego regionu. Plebiscyt upłynął pokojowo, a Południowcy nieomal jednogłośnie zadecydowali o niepodległości swojego kraju. Niestety zaledwie parę tygodni po tym historycznym wydarzeniu w kilku miejscach na północy Sudanu Południowego zaczęły się krawawe walki pomiędzy rebeliantami a SPLA (Sudan People’s Liberation Army) – wojskiem podlegającym rządowi w Juba. Od początku roku w walkach zginęło ponad 800 cywili, zaś około 94 tysiące uciekło ze swoich domów przed szerzącą się przemocą (dane z połowy kwietnia).

Referendalne zawieszenie broni jako pierwszy złamał generał George Athor, którego rebelia sięga korzeniami wyborów z początku kwietnia 2010. W ciągu kilku następnych tygodni w różnych stanach Sudanu Południowego kolejni buntownicy ogłosili swą krucjatę przeciwko rządowi z Juba – GoSS (Goverment of South Sudan), zdominowanemu przez partię SPLM (Sudan People’s Liberation Movement). W stanie Jonglei oprócz Athora działa David Yauyau i Gabriel Tang-Ginye, zaś w stanie Unity Gatluak Gai oraz Peter Gadet. Kolejnym miejscem zapalnym jest stan Upper Nile, gdzie raz po raz dochodzi do walk między SPLA a bojówkarzami z Królestwa Szylluków dowodzonymi przez tajemniczego kapitana Olony. Największym problemem Juby nie są jednak rebelianci, lecz sporny region Abyei na granicy Północy i Południa. Abyei jest miejscem najkrwawszych od 2008 roku walk, a politycy z obydwu Sudanów nie mogą dojść do kompromisu w sprawie jego przyszłości. W świetle wydarzeń z północy Południa sporadyczne ataki LRA (Lord’s Resistance Army / Armia Bożego Oporu) na pograniczu z Kongiem D.R. i Republiką Środkowoafrykańską nikną w cieniu.

Przyczyny toczących się obecnie rebelii jak i sylwetki ich przywódców zdecydowanie różnią się między sobą. Doszukamy się tu fatalnej w skutki polityki GoSS, personalnych i plemiennych antagonizmów w obrębie świata polityki, lecz także staniemy nad buntownikami, których motywy działania absolutnie nie są jasne.

Widok Juby ze wzgórza w Rajaf

Ogólnie rzecz ujmując Juba o wszystkie bunty oskarża Chartum, twierdząc iż przekupuje generałów i dostarcza broń dla rebeliantów. Z kolei Chartum rewanżuje się oskarżając Sudan Południowy o szkolenie rebeliantów z Darfuru. Zdjęcia satelitarne pokazują, jak Północ rozmieszcza przy granicy czołgi, helikoptery i samoloty, a Południowcy reorganizują swoje bazy. Sytuacja „na górze” i „na dole” wydaje się być napięta, i nie wykluczone, że za częścią rebelii stoi rząd w Chartumie. Zgoda na pokojową secesję Południa nie pasuje raczej do wizerunku Omara al-Bashira i rządzącej na Północy partii NCP (National Congress Party). Destabilizacja sytuacji byłaby im mocno na rękę, a nuż urodziłoby sie z tego cos więcej… Z braku dowodów pozostawmy jednak dywagacje na boku i przyjrzyjmy się poszczególnym rebeliom toczącym Sudan Południowy.

  • George Athor, z pochodzenia Padeng Dinka,  jest byłym trzygwiazdkowym generałem SPLA i niedoszłym „niezależnym” gubernatorem stanu Jonglei. Po ogłoszeniu wyników wyborów i jego przegranej w kwietniu 2010 roku rozpoczął zbrojną rebelię przeciwko GoSS, jako lider partii SSDM (South Sudan Democratic Movement) i przywódca jej militarnego ramienia SSA (South Sudan Army). Obszarem jego działania była północno-zachodnia część stanu Jonglei, na południowy-zachód od Malakal. Tuż przed referendum zostało podpisane tymczasowe zawieszenie broni między Athorem a SPLA, jednak niespełna miesiąc później zostało ono brutalnie złamane. W lutowych walkach w okręgu Fangak zginęło kilkaset osób, w tym wielu cywili, zaś obie strony oskarżają się o rozpoczęcie walk. W marcu Athor musiał opuścić swoją polową kryjówkę w okręgu Pigi, a jego siły zostały prawdopodobnie zepchnięte pod granicę z Etiopią. Athor utrzymuje jednak, że po jego stronie walczą także inni rebelianci, m.in. przywódca milicji Szylluków kapitan Olony ze stanu Upper Nile oraz pro-chartumski lider bojówek Nuerów, generał Bapiny Monituel ze stanu Unity.
  • Wrak arabskiego czołgu (droga na Bor)

    Gatluak Gai jest Nuerem z okręgu Koch w stanie Unity, gdzie pracował w służbie więziennej. Jego aspiracją było zostać komisarzem okręgu Koch, do czego dążył popierając w ubiegłorocznych wyborach niezależnego kandydata na gubernatora stanu, panią Angelinę Teny, żonę wiceprezydenta Rieka Machara. Po jej przegranej zatakował garnizony SPLA. Graniczny stan Unity ze swoimi polami naftowymi  jest jednym z najbardziej strategicznych rejonów dla GoSS, i zarazem niezwykle trudnym ze względu na wewnętrzne podziały wśród miejscowej ludności, wciąż mocno podkreślone na skutek wieloletniej, częściowo bratobójczej wojny. Działa tu wiele uzbrojonych grup bandyckich, a na dodatek północna część stanu stanowi tradycyjne sezonowe pastwiska dla zarabizowanych Misseriya popierających Północ. Nazwisko Gatluak Gai łączy się z pomniejszymi watażkami jak Kol Chara Nyang czy Matthew Pul Jang  ‘Ko Jang’. Uważa się, że Gai przewodzi różnym uzbrojonym grupom w Unity, jednakże ten nigdy nie wypowiedział się publicznie w tej sprawie, jak i swojej rebelii.

  • Żołnierz SPLA na drodze na Yei

    Peter Gadet Yak to kolejny pro-chartumski lider milicji walczący z SPLA podczas wojny, który następnie na mocy porozumienia pokojowego CPA (Comprehensive Peace Agreement) został majorem-generałem SPLA. Podczas wojny dowodzący SSUM/A (South Sudan Unity Movement/Army) Gadet brał udział m.in. w brutalnym „oczyszczaniu” rozległych terenów pól naftowych w stanie Unity. Po wojnie piastował wysokie stanowiska w stanie Northern Bahr el Ghazal i Upper Nile. Figuruje także jako członek amerykańskiej firmy dzierżawiącej 400 tysięcy hektarów ziemi w celach eksploatacji surowców po proklamowaniu niepodległości Sudanu Południowego. Wrzawa podniosła się 28 marca br., gdy Gadet ogłosił wystąpienie z szeregów SPLA, a następnie potwierdził pogłoskę, jakoby współpracował z Georgem Athorem.  Dwa tygodnie później Gadet ogłosił „Deklaracje z Mayom”. Mowa w niej o dążeniu do zastąpienia zdominowanego przez SPLM rządu nowym, opartym na przedstawicielach wszystkich partii ze wszystkich stanów. Krytykuje niedemokratyczne rządy SPLM, nadęte południowosudańskie siły zbrojne i słabo wyszkoloną policję… Oskarża SPLM/A o korupcję i trybalizm, a niski poziom bezpieczeństwa wiąże z pozbawieniem władzy tradycyjnych przywódców. Zbrojne ugrupowanie Gadet’a, South Sudan Liberation Army (SSLA), operuje w bogatym w złoża ropy i gazu stanie Unity. Pierwsze starcia z SPLA miały miejsce 19 kwietnia br. w rodzinnym okręgu Gadet’a – Mayom. Od tego czasu zginęło kilkadziesiąt osób, zaś 4 tysiące opuściło swoje domy. Ewakuowano także 200 pracowników pracujących na polach naftowych. Gadet zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z milicjami Misseriya, z którymi ścierała się ostatnio SPLA, za to twierdzi, iż Gatluak Gai, który rozpoczął powstanie rok temu po wyborach, walczy obecnie pod jego komendą.

  • Żołnierz SPLA przy wraku arabskiego wozu pancernego (droga na Yei)

    Kapitan Johnson Olony (Olonyi) działa w stanie Upper Nile, w Królestwie Szylluków. Jest odpowiedzialny m.in. za atak na Malakal, stolicę stanu Upper Nile 12 marca br., po którym SPLA aresztowało wielu Szylluków oskarżając ich o wspieranie rebelii. W  regionie tym zrobiło się gorąco po ubiegłorocznych wyborach, kiedy to SPLM/A odmówiło uznania czterech Szylluków, zwycięskich kandydatów do parlamentu startujących z ramienia opozycyjnej partii SPLM-DC ( Sudan People’s Liberation Movement for Democratic Change). Niedoszli posłowie zostali aresztowani i byli przetrzymywani aż do wreśnia, kiedy to South Sudan Legislative Assembly (SSLA) przywróciło im immunitety jako członkom parlamentu. Niefortunne posunięcie SPLM/A wywołało eskalację przemocy na ziemiach Szylluków, a zbrojny opór i bandytyzm trwa tam aż po dziś dzień. SPLM-DC oddzieliło się od SPLM w roku 2009 pod przewodnictwem byłego ministra spraw  zagranicznych – dr Lama Akol‚a. SPLM oskarża Akol’a o tworzenie zbrojnego ramienia SPLM-DC i obarcza go odpowiedzialnością m.in. za atak na Malakal, jednak Akol konsekwentnie zaprzecza jakoby jego partia miała jakiekolwiek związki ze zbrojnymi milicjami. Szylluckie milicje działały w ubiegłym roku pod wodzą kapitana Roberta Gwanga, który prawdopodobnie połączył siły z Georgem Athorem. Tegoroczne akcje zbrojne prowadzone były pod przewodnictwem kapitana Johnsona Olony (Olonyi). Szyllukowie oskarżają władze stanu, zdominowanego przez Dinków i Nuerów, o stronniczość w sporach o ziemie między Szyllukami a Dinkami. Natomiast konflikt na poziomie wyższej polityki, w tym aresztowanie posłów, wynika z osobistych i propagandowych porachunków pomiędzy odwiecznymi rywalami: sekretarzem generalnym SPLM generałem Pagan Amum, a Lamem Akol’em. Obaj panowie są Szyllukami, jednak ponad interesami tej grupy etnicznej, stanu czy wreszcie demokracji w Sudanie Południowym stoi wzajemna niechęć. Akol raz po raz oskarżany jest przez Amuma o organizowanie zbrojnych bojówek i współpracę z Chartumem. Dr Akol podczas ostatniej wojny co prawda zmieniał kilkakrotnie front, piastując nawet stanowisko ministra transportu w rządzie NCP, jednakże obecnie nie ma ewidentnych dowodów na jego kolaborację z Chartumem. Sam Akol zaprzecza jakimkolwiek układom z Północą i wspieraniu milicji, a ostatnio zapowiedział, że pozwie Amuma do sądu za pomówienia.

  • David Yauyau pochodzi z grupy etnicznej Murle, swą rebelię rozpoczął po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, gdy jako niezależny kandydat przegrał z Judy Jokongole z rządzącej partii SPLM. David w odróżnieniu od innych przywódców rebelii, nie jest wojskowym lecz teologiem. Obszar jego aktywności ogranicza się do jego rodzinnego okręgu Pibor oraz Gumuruk na wschodzie stanu Jonglei, tuż przy granicy z Etiopią. Yauyau walczy przeciw SPLM/A i dyskryminacji Murle na wyższych szczeblach władzy, jednakże nie ma on poparcia wśród starszyzny i elit Murle. Popiera go jedynie część młodych i uważa się, że prawdziwą przyczyną jego powstania są wewnętrzne podziały wśród Murle i lokalna polityka. GoSS wydaje się nie przejmować specjalnie rebelią Yauyau ze względu na małą liczebność jego oddziałów, peryferyjny teren działań i przede wszystkim brak zagrożenia z jego strony dla wielkiej polityki. Od lutego nie notowano ataków tej grupy.
  • Gabriel Tang Gatwich Chan zwany Tang-Ginye, czyli „long pipe” jest Nuerem z okręgu Fangak w stanie Jonglei. Jego pseudonim ściśle wiąże się z najgorszymi wydarzeniami ostatniej wojny domowej w Sudanie (1983-2005), w szczególności z krwawymi falami wewnętrznej przemocy wśród Południowców: pomiędzy Dinkami a Nuerami, czy też pomiędzy różnymi nuerskimi grupami. Po wojnie pozostał wierny Chartumowi, odmówił wstąpienia do SPLA i służył jako generał major w SAF (Sudan Armed Forces, wojsku Północy). Dwukrotnie jego wizyta na Południu (2006 i 2009) doprowadziła do wewnętrznych walk w jednostkach JIU (Joint Integrated Units) powstałych na mocy porozumienia pokojowego CPA i złożonych z sił SAF i SPLA. W lutym 2011 w stanie Upper Nile, w tym w Malakal, ponownie dochodziło do wewnętrznych walk w obrębie SAF JIU. Wcześniej Tang-Ginye widziany był z dużą grupą uzbrojonych mężczyzn przemieszczając się z Północy przez Upper Nile. SPLA twierdziło, że zmierza do Fangak połączyć siły z rebelią Athora, jednak ostatecznie na początku kwietnia wysłał część swoich ludzi do integracji w szeregi SPLA. Incydent podczas tego wydarzenia doprowadził do trzydniowych walk pomiędzy oddziałami Tanga a SPLA, w których śmierć poniosło ponad 60 osób. Pomimo tego Tang-Ginye postanowił kontynuować proces integracji oddając 1300 swoich ludzi do włączenia w szeregi SPLA.
  • Generał major Abdel-Bagi Ayii Akol, były doradca prezydenta Południa Salva Kiir’a, ogłosił swoja rebelię przeciwko GoSS i SPLM 10 marca w Chartumie. W czasie wojny walczył po stronie Północy stacjonując w Południowym Kordofanie i przeprowadzając akcje przeciwko ludności cywilnej w swoim rodzinnym stanie Northern Bahr el Ghazal. Ayii utrzymuje, że przyłączyło się do niego 3000 żołnierzy SPLA, jednakże armia Południa zaprzecza tym doniesieniom, twierdząc że żaden z jej żołnierzy nie zdezerterował do Akola. SPLA sugeruje, że Ayii organizuje bojówkę na bazie  Murrahaleen, uzbrojonych band wywodzących się z Rizeiqat i Misseriya z Południowego Darfuru i Południowego Kordofanu, czyli zarabizowanych, koczowniczych plemion z pogranicza Północy i Południa. Ayii postuluje, że walczy przeciw marginalizacji muzułmanów na Południu, domagając się 30% miejsc w rządzie GoSS dla wyznawców islamu.
  • Osobną i najważniejszą kwestią jest problem spornego regionu Abyei. Jest to temat rzeka, więc postaram się tylko pokrótce przybliżyć jego istotę. Abyei to roponośny kawałek Sudanu wciśnięty pomiędzy południowy Kordofan, południowo-wschodni Darfur, oraz trzy stany Południa: Northern Bahr el Ghazal, Warrap i Unity. Rządy obydwu Sudanów uważają te ziemie za swoje. Na stałe żyją tu Dinka Ngok, jednak tereny te są zwyczajowym miejscem wypasu bydła w porze suchej dla zarabizowanych półkoczowników Misseriya. Abyei było jedynym okręgiem Sudanu Południowego, gdzie nie odbyło się styczniowe referendum, gdyż rządząca na Północy NCP oraz SPLM z Południa nie mogły dojść do kompromisu, kto jest tu uprawniony do głosowania. Mimo to 9 tradycyjnych wodzów klanów Dinka Ngok w regionie po konsultacjach ze swoimi społecznościami zdecydowało o przyłączeniu do Południa. Zarówno NCP jak i SPLM podjęło działania, aby nie dopuścić do tej „samowoli”, a prezydent Sudanu Omar al Bashir zagroził wojną gdyby do tego doszło. Od początku roku Abyei jest świadkiem najkrwawszych od 2008 roku incydentów, w których szacunkowo życie straciło już ponad 300 osób, a tysiące musiało opuścić swoje domy. Milicje Misseriya przy użyciu ciężkich karabinów maszynowych atakowały zarówno posterunki policji jak i ludność cywilną. Świadkowie twierdzą, że w niektórych atakach brały udział pojazdy SAF (armii Sudanu Północnego), a sama taktyka prowadzonych działań przypomina akcje „oczyszczania” terenu z rdzennych Dinka Ngok, jakie to miały miejsce podczas ostatniej wojny domowej w Sudanie (wtedy czystki umożliwiły wybudowanie instalacji naftowych na polu Diffra). NCP oczywiście zaprzecza jakimkolwiek działaniom SAF w okręgu Abyei. Zdjęcia satelitarne ukazują, że zarówno Północ jak i Południe umacniają swoje pozycje wokół Abyei (SAF m.in. czołgi i helikoptery), i uważa się, że tworzą także oddziały w obrębie spornego terytorium. Na 10 tygodni przed proklamacją niepodległości przez Sudan Południowy kwestia Abyei wydaje się być najpoważniejszą przeszkodą dla pokojowej secesji. Nie ustalona jest linia demarkacyjna ani status okręgu, a wypowiedzi obu stron w kwestii przyszłości Abyei stają się coraz bardziej stanowcze i bezkompromisowe.

Powyższy przekrój toczących się aktualnie rebelii w Sudanie Południowym pokazuje, że nie ma dla nich wspólnego mianownika. Choć wiele z nich rozpoczęło się po ubiegłorocznych wyborach, ich liderzy różnią się między sobą pod względem przynależności plemiennej i aspiracji. Mamy więc niedoszłego kandydata na gubernatora stanu z pochodzenia Padeng Dinka, kandydata na posła z Murle oraz pretendenta na komisarza okręgu, który jest Nuerem. Choć GoSS faktycznie zdominowany jest przez Dinków (37,5% ministerialnych stanowisk obsadza właśnie ta grupa etniczna), to należy pamiętać, że stanowią oni większość w Sudanie Południowym. Z kolei druga co do liczebności grupa etniczna – Nuerowie, zajmuje większość stanowisk oficerskich w SPLA, a także kilka stołków ministerialnych oraz fotel wice-prezydenta Sudanu Południowego.

Nie wiem, czy ubiegłoroczne wybory odbyły się w 100% zgodnie z normami demokratycznymi, ale wiem, że dla większości mieszkańców Południa była to pierwsza w życiu możliwość oddania głosu. I wcale nie dziwię się, że SPLM, partia która doprowadziła Sudan Południowy do wolności, wygrała wybory. Wszak podobnie było w Polsce, no może nie tak jednomyślnie, ale jednak w pierszych chwilach po obaleniu PRL głosowaliśmy na „Solidarność” i jej lidera. Dopiero po paru latach scena polityczna się zrównoważyła, stawiając bardziej na programy niż historię i emocje.

Do zrozumienia tego, co dzieje się w Sudanie Południowym nie możemy jednak interpolować tutejszych sytuacji na europejskie realia, nie możemy patrzeć przez pryzmat naszego kraju, chyba jedynie po to, aby podkreślić różnice. Bo Europa i Sudan to dwa całkowicie odmienne światy. Chociażby nasze zwyczajowe „dziękuję” – w języku Nuerów nie ma takiego słowa, ani nawet wyrażenia, które by oddawało jego sens… ale wróćmy do naszych rebeliantów.

A propos post-wyborczych powstań, widzę to mniej więcej tak:

– zawiedzeni demokracją chłopcy chwycili za broń, aby „demokratycznie” upomnieć się o to, co według nich im się należy. Do wybuchu powstań przyczyniły się także antagonizmy i tarcia w obrębie SPLM/A bądź też lokalnych społeczności.

– dla ludzi, którzy spędzili całe dekady w buszu, powrót do walki zbrojnej wydaje się jak najbardziej naturalny.

– w niektórych przypadkach do rebelii popychać może tęsknota do żołnierskiego życia w buszu i w ten sposób pojmowanej „wolności”

Południowosudańska wyższej klasy droga w porze deszczowej

– dziwić może, dlaczego armia nie radzi sobie z rebeliantami, ale zapomnijcie o mocno zagęszczonej Europie – Sudan Południowy to rozległy kraj, dwa razy większy od Polski, gdzie żyje nie więcej niż 10 milionów ludzi. Ogromne połacie kraju są nieomal puste, spora część to jeden z największych na świecie obszarów bagiennych – Sudd, zaś brak dróg i jakiejkolwiek infrastruktury sprawia, że trudno panować nad takim terytorium. Słowem jest to teren idealny do podjazdowej walki partyzanckiej.

–  pomimo akcji rozbrajania cywili, tradycyjnie mężczyzna powinien posiadać broń. Na prowincji wciąż widzi się pasterzy z kałasznikowami bądź też uzbrojonych ludzi maszerujących wzdłuż drogi… nawet jeśli mają jakieś mundury, to kto to wie skąd idą, dokąd i po co? a jeśli nie przemieszczają się wzdłuż drogi, tylko przez busz to już Bóg jeden wie co i gdzie. Szacuje się, że w rękach ludności cywilnej w Sudanie Południowym pozostaje około 720 tysięcy sztuk broni palnej, czyli jakieś 8 sztuk na 100 mieszkańców (dane na rok 2009 wg http://www.smallarmssurveysudan.org).

Bydło na ulicach stolicy

– nilocką tradycją są także zbrojne podjazdy po bydło. Próbuje się walczyć z tym procederem, który raz po raz destabilizuje jakiś region i prowadzi do zamieszek, ale jak powyżej – Sudan Południowy jest zbyt rozległy, pusty i na głębokiej prowincji oddalony od tzw. „cywilizowanego świata” o całe pokolenia. Popatrzmy chociażby na ostatnie wydarzenia z okręgu Pibor we wschodniej części stanu Jonglei, przy granicy z Etiopią. W starciach między Nuer Lou a Murle pod koniec kwietnia zginęło ponad 400 osób, uprowadzonych zaś zostało ponad 100 tysięcy sztuk bydła!

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, nie można mówić o wojnie w Sudanie Południowym, bo to nie wojna lecz powojenna codzienność kraju, który dąży do normalizacji… ale do tego jeszcze daleka droga. I choć rebelii i wewnętrznych problemów nie można lekceważyć, to najpoważniejszym wyzwaniem dla GoSS wydaje się być wypracowanie odpowiednich stosunków z północnym sąsiadem, czyli przede wszystkim znalezienie kompromisu w sprawie Abyei. Przyszłość nie jest pewna, ale nie musi być tragiczna. Fatalistyczne artykuły o nadchodzących wewnętrznych walkach między południowosudańskimi grupami etnicznymi, masakrach, czy wreszcie kolejnych dekadach wojny z Północą, które pojawiały się w polskich mediach przed, w trakcie i po referendum to nic więcej, jak ponure prorokowanie przez pryzmat redaktorskiego fotela i komputera. Zresztą nie tylko dziennikarze dodają grozy sytuacji w Sudanie Południowym, także kampanie medialne organizacji pomocowych bazują na emocjach i mocno naciąganych faktach.

Gdy byłem w Polsce i czytałem doniesienia o kradzieży setek czy tysięcy sztuk bydła to wydawało mi się to przerażające i nieprawdopodobne, ale z perspektywy Sudanu to się po prostu tutaj nadal zdarza, i nadal jest to straszne, lecz jest to fakt głęboko zakorzeniony w tradycji. Podobnie jest z rebeliantami, wszak tradycyjny porządek społeczny Nuerów to wg Evansa-Pritcharda „uporządkowana anarchia”. Nasza szlachta też swego czasu lubowała się w podjazdach i różnie pojmowała swobodę. Czasy się zmieniły i zmieniają się nadal. I doprawdy nie wiem co czeka Sudan Południowy, ale daleki jestem od interpretowania doniesień medialnych w czarnych barwach, ba widzę nawet ten świat z nadzieją na zielono.

Jakub Pająk

Juba, Sudan Południowy

Zbiorcze zestawienie zgonów podczas konfliktów w roku 2010 (za http://www.smallarmssurveysudan.org/).

Link do mapy w formacie PDF: HSBA-Map-Cumulative-Figures-2010

Older Entries