USA-Afryka

Dodaj komentarz

W USA trwa pierwszy w historii szczyt USA-Afryka (US-Africa Leaders Summit). Jednym z 48 afrykańskich przywódców uczestniczącym w zjeździe jest prezydent Sudanu Południowego Salva Kiir. Biały Dom jest szeroko krytykowany za zaproszenie Kiir’a, który raczej powinien uczestniczyć w rozmowach pokojowych w Etiopii. Jednak zamiast szukać rozwiązania kryzysu w swoim kraju, Kiir oskarża Machara o wszelkie zło, a wtóruje mu sekretarz stanu John Kerry.

Tymczasem do Waszyngtonu zjechało się na manifestację tysiące południowych Sudańczyków domagając się ustąpienia prezydenta Kiira, oskarżanego o wywołanie obecnej sytuacji.

http://www.sudantribune.com/spip.php?article51958

Przed Bożym Narodzeniem

2 komentarze

W większości chrześcijańskich krajów panuje już jakaś przedświąteczna gorączka. Za oceanem jest mega-szopping, u nas karp i choinka, w kościele ortodoksyjnym nużące posty i (może w związku z tym) lekki poślizg w stosunku do naszego kalendarza… Jest w tym wszystkim wszakże jakiś wspólny mianownik.

W Sudanie Południowym jednak okres przedświąteczny jest rok w rok co najmniej dziwny. Grudzień to zazwyczaj pierwszy prawdziwie bezdeszczowy miesiąc pory suchej. Wysychają bagniska, drogi stają się przejezdne, no i tu zaczyna się problem. Ludzie stają się bardziej mobilni, krowy można przeganiać po stepie, niby powinno być pięknie, lecz to niestety sprzyja także rebeliantom i rozbójnikom.

Po pierwsze w takich stanach jak Jonglei, Warrap, Unity, Lakes (i nieco mniej w Upper Nile, czy Bahr el-Ghazal) zaczynają się tradycyjne podjazdy po bydło. Niestety w rękach cywilów jest nadal mnóstwo broni palnej, więc skutki takich najazdów często bywają krwawe. Na dodatek akcja rodzi reakcję, czyli trzeba odbić ukradzione krowy i pomścić zabitych współbraci. Nie znam dokładnych statystyk, ale idzie o dziesiątki tysięcy porywanych krów i setki, może tysiące zabitych rocznie. Już sucho, więc kolejny sezon podjazdów rozpoczęty…

W ubiegłym roku udało się zakończyć większość z kilkunastu toczących się w Sudanie Południowym rebelii (link). Proces integracji polegał na wcielaniu ich członków w szeregi SPLA (armii rządowej), podczas gdy przywódcy rebelii mogli ugrać o wiele więcej w negocjacjach z rządem. Jednym z rebeliantów, który poddał się wraz ze swoimi ludźmi takiemu procesowi był David Yau Yau (David Yauyau). Jednak pod koniec tego roku ponownie chwycił za broń. Obszar jego aktywności ogranicza się do jego rodzinnego okręgu Pibor oraz Gumuruk na wschodzie stanu Jonglei, tuż przy granicy z Etiopią. Yau Yau pochodzi z grupy etnicznej Murle. Pierwszą rebelię rozpoczął po wyborach parlamentarnych w 2010 roku, gdy jako niezależny kandydat przegrał z Judy Jokongole z rządzącej partii SPLM. David w odróżnieniu od innych przywódców rebelii, nie jest wojskowym lecz teologiem. Yauyau walczy przeciw SPLM/A i dyskryminacji Murle na wyższych szczeblach władzy, jednakże nie ma on poparcia wśród starszyzny i elit Murle. Popiera go jedynie część młodych i uważa się, że prawdziwą przyczyną jego powstania są wewnętrzne podziały wśród Murle i lokalna polityka. Ostatnio blisko 200 ludzi Yau Yau zdezerterowało i złożyło broń do SPLA.

Niedawno armia rządowa SPLA starła się, także pod etiopską granicą lecz w Nasir County, z oddziałami samozwańczego proroka ze stanu Jonglei (Uror County) – Dak Kueth’a. W marcu 2012 roku nuerski prorok wraz ze swoimi ludźmi odmówił oddania broni i uciekł do Etiopii. Podczas akcji rozzbrajania stanu Jonglei w ubiegłym roku SPLA zebrało ponad 15 tysięcy sztuk broni z rąk ludności cywilnej. W ostatnich starciach zginęło 9 ludzi Dak Kueth’a oraz 3 żołnierzy SPLA.

W grudniu zrobiło się nieciekawie w drugim co do wielkości południowosudańskim mieście Wau. Powód wydaje się błahy – decyzja o relokacji siedziby stanu Bahr el-Ghazal poza miasto Wau, niemniej jednak zginęło już kilkadziesiąt osób. Odbyło się już  kilka demonstracji, a śmierć kilku osób podczas każdej staje się powodem do następnej manifestacji, gdzie ginie kolejnych parę osób. Tak nakręca się błędne koło. Były barykady, blokady wszystkich dróg wyjazdowych z miasta, spalenie komisariatu i samochodów rządowych, starcia z wojskiem i policją itd. – słowem zamieszki pełną gębą, z taką tylko różnicą, że tutaj nie ma gumowych kul i gazów łzawiących… Była też masakra w Parajallah zamieszkałym przez grupę etniczną Balanda i gdzie miała zostać przeniesiona stolica stanu. Poćwiartowano 26 osób, jednak motywy tego incydentu nie są do końca jasne, a sprawcy nieznani… Wczoraj na ulicach Wau słychać było strzały i zginęło kolejnych parę osób. W kraju zamieszkałym przez ponad 80 różnych grup etnicznych bardzo łatwo wywołać konflikt na tym tle.

Cóż, święta święta i po świętach… miejmy nadzieję, że się uspokoi.

Porozumienie Sudanów

Dodaj komentarz

Z poślizgiem donoszę o długo oczekiwanym porozumieniu w sprawie ropy naftowej pomiędzy Sudanem (Północnym) a Sudanem Południowym. Po trzech tygodniach rozmów w etiopskiej stolicy 4 sierpnia 2012 roku ogłoszono sukces negocjacji.

Za transport baryłki ropy naftowej przez swoje terytorium Sudan (Północny) zgodził się pobierać opłatę w wysokości 9$. Choć jest to kwota wielokrotnie wyższa niż średnia światowa (wynosząca około 1$), to jest także wielokrotnie niższa od tej, której wcześniej domagał się Chartum – abstrakcyjnych 37$/baryłkę! Sudan Południowy zgodził się ponadto wypłacić swojemu północnemu sąsiadowi 3 miliardy $ „odszkodowania”, tytułem całkowitego zatrzymania eksploatacji ropy przez Dżubę w styczniu br., po fiasku rozmów ws. kosztów tranzytu tego surowca.

Rozmowy Sudanów z zaznaczeniem konieczności osiągnięcia porozumienia zostały wymuszone przez opinię światową (m.in. ONZ, Unię Afrykańską, EU, czy też USA) po tym, jak oba kraje stanęły na krawędzi wojny w marcu/kwietniu br. Oficjalnie porozumienie ma zostać podpisane przez prezydentów Sudanów pod koniec sierpnia.

W Dżubie wieść spowodowała spadek kursu dolara na czarnym rynku oraz w bankach. Nadal nieustalona pozostaje kwestia ostatecznego przebiegu granic pomiędzy Sudanami, co powinno stać się tematem kolejnych negocjacji.

Gua

Dodaj komentarz

 

Gua (czyt. głaa) w języku Nuerów oznacza pokój (dobro), Gua to jeden z najpopularniejszych kawałków południowosudańskiego artysty Emmanuel’a Jal’a, Gua Africa to także założona przez niego organizacja pomocowa. Gua to również tytuł pierwszego albumu artysty, na którym w ramach pojednania utwory śpiewane są po angielsku, arabsku oraz w językach Dinka i Nuer. Emmanuel Jal, pochodzący z okolic Tonj (Tong) w stanie Warrap, podczas wojny domowej jak setki tysięcy południowosudańskich dzieciaków przemaszerował cały kraj do Etiopii, gdzie otrzymał podstawową edukację i został dzieckiem-żołnierzem w szeregach SPLA. Jednak w pewnym momencie los uśmiechnął się do niego, niepokorna pracownica organizacji humanitarnej, Brytyjka Emma McCune przeszmuglowała go z Waat do Nairobi, gdzie zaczął uczęszczać do szkoły i rozpoczął swoją karierę muzyczną. Dziś jest bodajże najbardziej rozpoznawalnym na świecie południowosudańskim muzykiem, a na swoim koncie ma kilka albumów oraz nagrań na składankch:

  • 2004 – Gua – Independent
  • 2005 – Help!: A Day in the Life – War Child
  • 2005 – The Rough Guide to the Music of Sudan – World Music Network
  • 2005 – Ceasefire – Riverboat
  • 2006 – Live 8 at Eden: Africa Calling – Emd Int’l
  • 2007 – Instant Karma: The Amnesty International Campaign To Save Darfur – Amnesty International USA and Art for Amnesty
  • 2008 – Warchild – Sonic
  • 2010 – Sudan Votes Music Hopes – MICT
  • 2010 – Emmanuel Jal’s 4th Studio Album
  • 2010 – Sudan Votes Music Hopes REMIXED „kuar” remixes byHenrik Schwarz and Olof Dreijer(The Knife)

Historia Emmanuela została także opowiedziana w książce War Child: A Child Soldier’s Story autorstwa  Megan Lloyd Davies oraz przedstawiona w filmie dokumentalnym War Child (2008). Jal zagrał również w filmie Africa United (2010). Oprócz organizacji Gua Africa Emmanuel napędza także ruch We Want Peace (We Want Peace 2012).

„Co to za Coś” – Dave Eggers

Dodaj komentarz

Gorąco polecam! Wciągająca lektura, która mimochodem pozwoli Wam poznać historię drugiej wojny domowej w Sudanie, SPLA i Sudanu Południowego oraz tzw. pokolenia Zagubionych Chłopców. Książka stanowi fabularyzowaną biografię Valentino Achak Deng’a pochodzącego z najliczniejszej w Sudanie Południowym grupy etnicznej – Dinka, z miasteczka Marial Bai w stanie Północny Bahr el-Ghazal. Radosne dni dziećiństwa zostają brutalnie ucięte przez wybuch wojny domowej w roku 1983 oraz najazdy zislamizowanych milicji z Północy. Ucieczka i wygnanie trwa przez następnych 20 lat. Deng’owi udaje się dotrzeć do obozu uchodźców w Etiopii, następnie do Kakumy w północnej Kenii, a wreszcie do USA. Mrożące krew w żyłach i wzruszające historie zawarte na kartach książki opowiadają losy całego pokolenia Zagubionych Chłopców, wyrwanych z dziećiństwa przez okrucieństwa wojny. Szacuje się, że w trwającej od 1983 do 2005 roku wojnie między Północą a Południem życie straciło około dwa i pół miliona osób, a drugie tyle uciekło ze swoich domostw chroniąc się w sąsiedniej Etiopii, Kenii, Ugandzie bądź na Północy.

Zyski ze sprzedaży książki przekazywane są na Valentino Achak Deng Foundation, realizującej m.in. programy rozwojowe w Północnym Bahr el-Ghazal.

Na okładce książki przeczytamy:

Oto opowieść o niezwykłej odwadze i wytrwałości w obliczu jednej z najokrutniejszych wojen w historii świata. Bohater tej wstrząsającej powieści, Valentino Achak Deng, był jednym z tysięcy dzieci zwanych Straconymi Chłopcami, którzy musieli opuścić wioski w Sudanie i przewędrować pieszo tysiące mil. W czasie długiej podróży zmagał się żołnierzami i rebeliantami, nalotami bombowymi i dzikimi zwierzętami, przemierzając bezkresną pustynię. Kiedy po wieloletnim pobycie w obozach dla uchodźców trafił wreszcie do Stanów Zjednoczonych, czekały na niego nowe wyzwania…
Historia opowiedziana z prawdziwie epickim rozmachem, przepojona głębokim współczuciem i niespodziewanym humorem, będąca pochwałą życia pośród szaleństwa wojny i niezapomnianą opowieścią o tragedii i tryumfie.

„Książka pomysłowa, zakrojona na szeroką skalę i przede wszystkim mająca ogromną moc oddziaływania. Co to za Coś to niezwykłe świadectwo i zarazem porażające dzieło”.

„New York Times Review”

Dave Eggers (ur. 1970 r.), amerykański pisarz, satyryk i wydawca, autor książek: Wstrząsające dzieło kulejącego geniusza, My to mamy speeda i How We Are Hungry. Kieruje McSweeney’s, kwartalnikiem i wydawnictwem, jest też współzałożycielem 826 Valencia, niedochodowej sieci młodzieżowych ośrodków literackich i krytycznych. Jego teksty publikowano w „The New Yorker”, „Esquire” i „The Believer”. W roku 2004 współprowadził UC Berkeley Graduate School of Journalism, z czego narodziła się seria książkowa „Voice of Witness”, która ma utrwalać ustne opowieści o wielkich ludzkich tragediach.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2010

Stron: 626

Oprawa: broszurowa

Format: 135X205

„Wojna Emmy”

1 komentarz

Wojna Emmy

Ocena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 AfrykOcena - max. 5 Afryk

 

 

„Wojna Emmy” stanowi obowiązkową lekturę dla wszystkich tych, którzy z jakichś powodów zainteresowali się Sudanem. Książka jest kluczem-wytrychem do historii i złożoności wojny domowej pomiędzy Północą a Południem w latach 80. i na początku 90. XX wieku. Ukazanie historii poprzez pryzmat autentycznego romansu pracownicy organizacji humanitarnej Emmy z dowódcą południowosudańskich rebeliantów Riekiem Macharem sprawia, że wydarzenia tamtych dni są dla nas jakby bardziej namacalne i łatwiej przyswajalne.

Deborah Scroggins w przystępny sposób przedstawiła także wcześniejszą historię Sudanu i źródła konfliktu między zarabizowanymi plemionami północy a mieszkańcami południa Sudanu. Autorka pokazała również mechanizmy działania różnorakich organizacji pozarządowych, ONZ oraz ich bezsilność wobec interesów wielkiej polityki i biznesu.

Przez kartki książki przewija się głód, utajone niewolnictwo, okrucieństwa wojny, zabójstwa i masakry, obozy dla uchodźców i pomoc humanitarna, brudna polityczna gra i brudne interesy kręcące się wokół sudańskiej ropy naftowej…

Lektura tej wartościowej książki powinna uświadomić każdemu, że świat i jego problemy nigdy nie są czarno-białe, w szczególności w przypadku tak koszmarnie wielopłaszczyznowo złożonego kraju jakim jest  Sudan.

Z okładki:

Fascynująca, prowokująca do refleksji prawdziwa historia młodej pracownicy organizacji humanitarnej, która przekroczyła niewidzialną granicę wchodząc do wnętrza świata, któremu chciała tylko pomagać.
Demaskatorska relacja na temat działalności humanitarnej i ludzi, którzy zdecydowali się ją prowadzić oraz opowieść o kobiecie, która pozwoliła się uwieść Afryce.
Miłość Emmy McCune do Afryki, jej pełne poświęcenia oddanie sudańskim dzieciom oraz olśniewająca uroda i urok osobisty już od chwili jej przybycia do południowego Sudanu odróżniały ją od innych członków misji humanitarnych. Nikt się jednak nie spodziewał, że zdecyduje się poślubić lokalnego watażkę – człowieka, który zdawał się uosabiać wszystko to, czemu starała się przeciwstawić – i że zaangażuje się w jego działania zmierzające do przejęcia kierownictwa nas całym ruchem powstańczym w południowym Sudanie.

Inne recenzje: http://www.yahodeville.com/ksiazki/index.php?page=2&szukaj=sudan