Kot bimbrownik

Dodaj komentarz

W Sudanie Południowym pije się sporo, a samogon najzacniejszy, bo swojski, dobry i tani.

Kot bimbrownik. Sfermentowane sorgo od wieczora do rana, od rana do wieczora... Wciąż chodzi pijany, pewnie nie wie co to wstyd!

Kot bimbrownik. Sfermentowane sorgo od wieczora do rana, od rana do wieczora… Wciąż chodzi pijany, pewnie nie wie co to wstyd! (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

Bimber robi się w Sudanie Południowym z rozmaitych składników: może być to kukurydza (jak na zdjęciu), choć najczęściej podstawą księżycówki jest sorgo bądź kasawa. Zdarzają się też zacne trunki na bazie z mango lub ananasów...
Bimber robi się w Sudanie Południowym z rozmaitych składników: może być to kukurydza (jak na zdjęciu), choć najczęściej podstawą księżycówki jest sorgo bądź kasawa. Zdarzają się też zacne trunki na bazie z mango lub ananasów… (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

Bimbrownia nad potokiem.

Bimbrownia nad potokiem. (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

W Sudanie Południowym pije się dużo, a księżycówka najlepsza, bo swojska, dobra i tania:) Schemat dystrybucji zawsze podobny: z beczek w bimbrowni (często znajduje się ona w najbardziej okazałej chacie we wsi) do plastikowych kanistrów i na lokalny targ. Dalej to już detal, pół litrowa miarka, np. butelka po piwie i księżycówka trafia do naczynia klienta. Można też wypić na miejscu...

W Sudanie Południowym pije się dużo, a księżycówka najlepsza, bo swojska, dobra i tania:) Schemat dystrybucji zawsze podobny: z beczek w bimbrowni (często znajduje się ona w najbardziej okazałej chacie we wsi) do plastikowych kanistrów i na lokalny targ. Dalej to już detal, pół litrowa miarka, np. butelka po piwie i księżycówka trafia do naczynia klienta. Można też wypić na miejscu… (Napeatet, Kapoeta South, Sudan Południowy).

Reklamy

Tam chleba nie brakuje nikomu

1 komentarz

Afryka…tak wielu ludziom kojarzy się z głodem i biedą, a już w szczególności Sudan Południowy – płaski, na przemian suchy i bagnisty, wyniszczony kilkoma dekadami krwawych konfliktów. Będąc tu dłużej można się jednak przekonać, że ziemia w wielu miejscach jest bardzo żyzna, a pora deszczowa gwarantuje zaspokojenie żywieniowych potrzeb mieszkańców. Potrzebna jest tylko chęć do pracy, pokój i inspiracja. Na przełomie 2012 i 2013 roku wybraliśmy się do Nagichot, miejscowości położonej ok. 2000 m n.p.m. w górach Wschodniej Ekwatorii (Eastern Equatoria).  Wioska ta leży ponad Chukudum, a rejony te zamieszkuje grupa etniczna Didinka. Górski klimat (niższe temperatury, większa ilość opadów i urodzajne gleby) sprzyjają uprawom. Gdy po mozolnej kilkugodzinnej wspinaczce samochodem znaleźliśmy się na wierzchowinie, oczom naszym ukazał się krajobraz rodem z Europy, niczym lipiec w podkrakowskiej wsi. Złote pola jak malowane ciągnęły się pasami przeplatanymi uprawami warzyw. Jedynie małpy skaczące po koronach drzew porastających doliny, krzewy kawowca i czarnoskórzy rolnicy przypominali, że nadal jesteśmy w Sudanie Południowym. Pszenicę i inne nietypowe dla tej strefy zboża zaszczepili tu jeszcze w czasach kolonialnych misjonarze. Oczywiście zrobiliśmy zakupy, które zabraliśmy do Dżuby. Szkoda, że póki co nie ma tam dobrej drogi, więc handel na większą skalę nie jest możliwy. Natomiast chleba nie brakuje nikomu.