George Athor nie żyje

Dodaj komentarz

Bodajże najpoważniejszy przywódca zbrojnej rebelii wobec rządów z Dżuby – były generał SPLA George Athor nie żyje. Tę sensacyjną dla Sudanu Południowego wiadomość ogłoszono w miniony wtorek (20.12.2011) i można by się spodziewać, że wyeliminowanie przywódcy powinno doprowadzić do stopniowego zakończenia konfliktu, jednakże w tym rejonie świata niczego nie można być pewnym. Już sama, wręcz absurdalna rozbieżność wersji zdarzenia skłania do refleksji, czy ktoś do cholery wie co się tu naprawdę dzieje?

Według władz Sudanu Południowego Athor został osaczony i zabity przez wojsko rządowe SPLA w powiecie Morobo, w stanie Centralna Ekwatoria, niedaleko granicy z Ugandą i bardzo niebezpiecznie blisko stolicy Sudanu Południowego – Dżuby. Tak daleko od swoich baz na północy stanu Jonglei Athor miałby jakoby rekrutować ludzi do swych oddziałów. Wcześniej w tym miesiącu siły Athora dokonały kilku napadów w okolicach Bor – stolicy stanu Jonglei, zaś zbuntowany generał zagroził bezpośrednim atakiem na Bor jak i na Dżubę…

Jednakże wg stanowiska partii SSDM (South Sudan Democratic Movement) oraz jej bojówki SSDA (South Sudan Democratic Army), których liderem był George Athor, okoliczności jego śmierci są zgoła odmienne.  Zastępca SSDA Maj. Gen. Bapiny Monytuil wystosował list, w którym twierdzi jakoby Athor miał się spotkać w niedzielę z prezydentem Ugandy Musevenim w Kampali. SSDA bezpośrednio oskarża Museveni’ego o zamordowanie we śnie Georga Athor’a oraz jego asystenta w tej podróży Majora Thomasa Duoth Makuach (który posiadał amerykański paszport). Następnie zwłoki obydwu miały zostać przetransportowane na pick-upie na granicę Ugandy i Sudanu Południowego w Moyo (jakieś 750km) i przekazane SPLA wraz z instrukcjami, co mają powiedzieć, aby nie wikłać Ugandy w wewnętrzne sprawy Sudanu Południowego… Prawda, że brzmi to nieprawdopodobnie? Bynajmniej jednak Afryka jest nieprawdopodobna, więc bądź tu mądry. Tylko jaki interes miałby Museveni w mordowaniu południowosudańskiego rebelianta, który nigdy nie operował w pobliżu Ugandy? Ciekawe czy kiedykolwiek dowiemy się czegoś więcej?

Tymczasem mogę przytoczyć fragment własnego artykułu z maja 2011 roku pt. W Sudanie Południowym jeszcze nie ma wojny, czyli miejscowi rebelianci pod lupą by przyjrzeć się sylwetce Georga Athora:

George Athor, z pochodzenia Padeng Dinka,  jest byłym trzygwiazdkowym generałem SPLA i niedoszłym „niezależnym” gubernatorem stanu Jonglei. Po ogłoszeniu wyników wyborów i jego przegranej w kwietniu 2010 roku rozpoczął zbrojną rebelię przeciwko GoSS, jako lider partii SSDM (South Sudan Democratic Movement) i przywódca jej militarnego ramienia SSA (South Sudan Army). Obszarem jego działania była północno-zachodnia część stanu Jonglei, na południowy-zachód od Malakal. Tuż przed referendum zostało podpisane tymczasowe zawieszenie broni między Athorem a SPLA, jednak niespełna miesiąc później zostało ono brutalnie złamane. W lutowych walkach w okręgu Fangak zginęło kilkaset osób, w tym wielu cywili, zaś obie strony oskarżają się o rozpoczęcie walk. W marcu Athor musiał opuścić swoją polową kryjówkę w okręgu Pigi, a jego siły zostały prawdopodobnie zepchnięte pod granicę z Etiopią. Athor utrzymuje jednak, że po jego stronie walczą także inni rebelianci, m.in. przywódca milicji Szylluków kapitan Olony ze stanu Upper Nile oraz pro-chartumski lider bojówek Nuerów, generał Bapiny Monituel ze stanu Unity.

Od maja do grudnia siły Athora były najbardziej aktywną bojówką w Sudanie Południowym. Doszło do szeregu starć  z wojskami SPLA oraz wielu ataków na wioski i miasteczka w stanie Jonglei, w tym do ataków w sąsiedztwie stolicy stanu – Bor na początku grudnia 2011 roku. SPLA twierdzi, że przejęło od rebeliantów Athora sporo chińskich replik kałasznikowów (AK-47) oraz produkowaną na Północy amunicję do nich, co miałoby wskazywać na finansowanie rebelii Athora przez Chartum.

Reklamy

Początek maja w Sudanie

Dodaj komentarz

Sudan Południowy, który za niespełna dwa miesiące proklamuje niepodległość, uchwalił przejściową konstytucję na okres pięciu lat po 9 lipca. Osiemnaście opozycyjnych w stosunku do rządzącej SPLM partii protestuje przeciwko nowej konstytucji twierdząc, że m.in. oddaje ona za dużo władzy w ręce prezydenta oraz rządzącej partii, jeszcze bardziej ograniczając możliwości działania mniejszych partii.

W leżącym na Północy, przy granicy z Południem i spornym regionem Abyei, roponośnym stanie południowy Kordofan odbyły się wybory na gubernatora prowincji. Wybory powinny były się odbyć w kwietniu ubiegłego roku, w czasie pierszych od dekad ogólnosudańskich wyborów, lecz nie doszło do tego w związku z brakiem porozumienia w sprawie cenzusów. W tym roku do głosowania zarejestrowano o 100 tysięcy obywateli mniej niż w kwietniu 2010. Gubernatorem został kandydat północnej partii NCP Ahmed Haroun poszukiwany międzynarodowym listem gończym za zbrodnie wojenne w Darfurze. SPLM oskarża NEC (National Election Commision) z Chartumu o fałszerstwo. Wg oficjalnych wyników Haroun zdobył niewile ponad 6 tysięcy głosów więcej od Abdula Aziza Adama Al-Hilu, kandydata SPLM. SPLM odrzuciło propozycję NCP oferującą Al-Hilu stanowisko zastępcy gubernatora prowincji. Choć wybory przebiegły pokojowo specjaliści obawiają się eskalacji przemocy po ogłoszeniu wyników.

W sprawie spornego regionu Abyei trwają dysputy z udziałem Unii Afrykańskiej i innych mediatorów… Tymczasem strony zgodziły się wycofać siły poza granicę okręgu.

W odjazdach po bydło, tym razem w stanie Unity, zginęło ponad 80 osób.

Ponadto w Zachodniej Ekwatorii, w Bangu pomiędzy okręgiem Nagero i Tambura, zaatakowała LRA (Lord’s Resistance Army). LRA uderzyła w porze wieczornej w ludzi zebranych na uroczystości pogrzebowej zabijając jedną osobę i raniąc kilka. Tym razem oprawcy nie kazali poćwiartować i zjeść nieboszczyka, a w pogoń za rebeliantami ruszyła policja oraz miejscowa milicja (straż) tzw. Arrow Boys.

Na koniec coś optymistycznego – fundacja Billa Gatesa ma przekazać 5 milionów dolarów na rozwój południowosudańskiej stolicy – Juba.

Najstarsza z najmłodszego kraju

Dodaj komentarz

Najstarszą osobą biorącą udział w plebiscycie w Południowym Sudanie była 115-letnia Rebeka Kadi. Staruszka, która ze sporym zakładem zdublowała statystyczną średnią długość życia w Południowym Sudanie (42 lata), głosowała za "Secession" prowadzącym do powstania najmłodszego państwa na świecie.

Referendum

2 Komentarze

Zegar odmierzający czas do referendum na rondzie w Juba

Coraz bliżej i bliżej do kluczowego dla Sudanu, jak i całej Afryki oraz sporego kawałka reszty świata wydarzenia – do secesyjnego vel zjednoczeniowego referendum pozostało już mniej niż 50 dni! Od pewnego czasu na jednym z głównych rond stolicy Południa specjalny zegar odmierza dni, godziny i minuty do głosowania.

Na mocy podpisanego pięć lat temu porozumienia pokojowego (CPA –
Comprehensive Peace Agreement) pomiędzy 9 a 15 stycznia 2011 roku mieszkańcy Południowego Sudanu mają opowiedzieć się za secesją i utworzeniem niepodległego państwa bądź sojuszem z Północą. Początek następnego roku wydaje się być momentem historycznym dla Sudanu, Afryki i świata, lecz dla rządu z Północy raczej czasem histerycznym. Chartum wszelkimi możliwymi sposobami usiłuje nie dopuścić do referendum, przesunąć jego termin bądź zdyskredytować Południowców na arenie międzynarodowej. Wciąż nie ma porozumienia w sprawie ostatecznego przebiegu granicy Północ-Południe, obie strony koncentrują na pograniczu wojska i sporadycznie dochodzi tu do potyczek.

Karta do głosowania

W szczególności nieokreślony jest status roponośnego okręgu Abyei. Rozmowy na ten temat już kilkukrotnie utykały w martwym punkcie i do dziś nie wiadomo, kto ma prawo głosować tu w referendum. Problem jest mocno złożony, gdyż ziemie te zamieszkują głównie Dinka Ngok, lecz tradycyjnie w porze suchej tereny te stanowią miejsce migracji zarabizowanych pasterzy Misseriya oraz ich stad. Dodatkową zadrą w całym mętliku jest fakt, iż zarabizowane plemiona od wieków porywały wiernych tradycji Nilotów na niewolników, zaś w czasie ostatnich wojen domowych były uzbrajane przez rząd w Chartumie i wykorzystywane do eksterminacji Dinków i tym samym oczyszczania terenów pól naftowych ze zbędnych elementów przeszkadzających w ich eksploatacji. Kto zatem powinien decydować o przyszłości tego regionu?

Referendalny plakat

Na Południu wszyscy czekają na referendum, a nastroje jednoznacznie wskazują na przeważającą większość za separacją. Tak przynajmniej jest na południu Południa, pogranicze jest dużo bardziej złożone. Czy zdarzy się cud i ewentualna separacja przebiegnie pokojowo? Taki obrót sytuacji byłby czymś naprawdę nadzwyczajnym w historii Afryki, a w szczególności Sudanu. Przedziwnie Południowcy są z reguły nastawieni niezwykle optymistycznie do sytuacji po referendum. Nie chcą więcej wojny i nie wierzą w jej nową eskalację, jednak… Chartum wielokrotnie pokazywał, że jego działania są irracjonalne z naszego punktu widzenia. Mniejsza z ekonomią, opinią publiczną itp. – Chartum od lat prowadzi świętą wojnę z niewiernymi próbując stać się wzorcowym krajem islamistycznym. Jak zatem mógłby przełknąć oddzielenie się chrześciańsko-animistycznego Południa? Nie jest to na rękę ani gospodarczo-ekonomicznie, ani ideologicznie.

Referendalny plakat

Z kolei dla Sudanu Południowego „Yes for separation” w referendum stanowi nieomal wszystko. Do niepodległości wystarczy zaledwie 50% plus jeden głos. Do referendum odmierzany jest czas, do referendum istnieją jako takie plany działania rządu i ministerstw, zaś po referendum to już jakoś wszystkim lepiej się powiedzie, tak samo z siebie, z górki. Nadzieja rozrasta się tu do fenomenalnych rozmiarów, na swój sposób żyje w głowach milionów południowych Sudańczyków. Afryka żyje chwilą obecną specjalnie nie troszcząc się o przeszłość czy przyszłość, więc trwa tu ogólne „Celebrating peace and prosperity”. Wolność irytuje jednak radykałów z Północy i za wszelką cenę będą starali się ją ukrócić, np. poprzez zakręcenie kurka z ropą (ropa z Południa rafinowana jest na Północy, po czym ponownie wraca na Południe). Jakiego rodzaju presje Chartum zastosuje wobec Juba (Dżuby), czy dojdzie do ostatecznej zbrojnej konfrontacji? Tak czy siak Południowcy nie mogą zaprzepaścić choćby obecnej autonomii, wszak nie po to ich dziadkowie, ojcowie i obecne pokolenie cierpiało i walczyło przez ponad 40 lat…

Karta rejestracyjna do głosowania w referendum

Rejestracja wyborców rozpoczęła się dopiero 14 listopada i potrwa zaledwie do 1 grudnia 2010 roku. Do rejestracji wymagany jest sudański dokument (nawet, jeśli stracił ważność), dokument wydany przez UNHCR (United Nations High Commissioner for Refugees, czyli komisję ONZ do spraw uchodźców) bądź też w przypadku braku jakichkolwiek dokumentów (co jest powszechne w Południowym Sudanie) ustne oświadczenie lidera lokalnej społeczności obecnego w komisji rejestracyjnej. Do głosowania uprawnione są osoby powyżej 18 roku życia, których rodzinne i etniczne korzenie sięgają Południowego Sudanu. Udział w referendum możliwy jest tylko z kartami wydawanymi podczas rejestracji. W związku z faktem, iż większość mieszkańców Południa jest niepiśmiennych głosowanie odbywać się będzie poprzez złożenie odcisku palca na karcie zawierającej dwa proste symbole i wyrażające „Unity” oraz „Separation”.

Zegar tyka, miasta i wsie oblepiane są plakatami, rozgłośnie nadają propagandowe audycje (zarówno na Północy jak i na Południu), a czas pokaże jak rozwinie się sytuacja… Skierujmy nasze oczy na Południowy Sudan – referendum to naprawdę kluczowy moment dla przyszłości tego regionu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.