Dzieciaki w Katire

Dodaj komentarz

Od miesiąca prowadzimy projekt w górach Imatong. Budujemy pierwszy w kraju kemping u podnóża gór. Podczas naszego ostatniego pobytu tam, kiedy Kuba zwoził materiały budowlane ja miałam czas by pobyć z dzieciakami. Po przełamaniu pierwszych lodów (mówimy w różnych językach) dzieci bawiły się ze mną, razem zbieraliśmy magno, myliśmy je w potoku i zajdaliśmy. Oto kilka zdjęć tych małych brudasków.

Ośmielone dzieciaki pozują do zdjęcia

Ośmielone dzieciaki pozują do zdjęcia

...ale "białe" włosy

…ale „białe” włosy

Tak sobie siedzieliśmy na skale i zajadając mango

Tak sobie siedzieliśmy na skale i zajadając mango

Mały autostopowicz podróżował z mamą do miasta by sprzedać fasolę

Mały autostopowicz podróżował z mamą do miasta by sprzedać fasolę.

Reklamy

Wino z… mango

Dodaj komentarz

W sezonie mango to chleb powszedni

Wino tworzyć można z najróżniejszego materiału, niekoniecznie ze szlachetnych szczepów winogron. Co prawda puryści pewnie się obrażają słysząc o winie z wiśni, porzeczek, jabłek, czy na przykład marchewek (robiłem kiedyś taki eksperyment), ale co mi tam – wiem swoje, że owocowe wino potrafi być naprawdę rewelacyjne.

Również w Sudanie Południowym do produkcji wina posłużyć mogą różne owoce, jak np. ananasy, guawa, papaje… Tymczasem jednak, zresztą już po raz drugi w historii, wykorzystaliśmy fakt, iż dwa razy do roku (+/- marzec i grudzień) mangowce uginają się pod ciężarem swoich owoców. W sezonie nie dość, że mango są najtańsze i dostępne wszędzie, to na dodatek są też najsmaczniejsze i najbardziej soczyste. Jak widać czas taki po prostu zachęca do eksperymentowania z winem.

Nasza „linia produkcyjna”

Co potrzeba?:

– szklany gąsior z powodzeniem zastępują plastikowe butelki po wodzie

– korki – w naszych butelkach akurat są idealne pod rurkę fermentacyjną, wystarczy jedynie uszczelnić woskiem

– rurka fermentacyjna – o to niestety musimy zadbać zawczasu, w Polsce dostaniemy ją bez problemu, natomiast w przypadku Dżuby podejrzewałbym Kampalę bądź Nairobi, gdzie ewentualnie moża by poszukać takich cudów

– wiadro owoców (w naszym przypadku dojrzałych mango)

– cukier (jakiś 1kg na 3 litry wody = syrop cukrowy)

– drożdże, pożywka – takich rarytasów z pewnością nie znajdziemy w Dżubie i o ile skądś ich nie przywieźliśmy, to nie mamy się czym martwić – wino i tak się uda, bo w tutejszych warunkach mango z pewnością zacznie fermentować samoczynnie

W sezonie mango kupić można za bezcen na każdym kroku

Przygotowanie:

– mango myjemy i oddzielamy od pestki; nie obieramy ze skóry, bo na niej znajdują się naturalne drożdże

– owocowy miąż miksujemy w malakserze bądź wyciskamy, a uzyskaną pulpę wlewamy/wciskamy do gąsiora/balona/butli

– przygotowujemy syrop cukrowy (ok. 0,3kg cukru na 1 litr wody), który po ostudzeniu do temperatury otoczenia wlewamy do balona

– do całości dodajemy uprzednio przygotowane szlachetne drożdże i/lub pożywkę. W przypadku braku tych składników wino i tak zacznie pracować samoczynnie

– butlę zatykamy korkiem, uszczekniamy woskiem, a do rurki wlewamy wodę i… czekamy parę tygodni obserwując jak nasze wino pracuje. Pamiętajmy o uzupełnianiu wody w rurce i zachwycajmy się bąbelkami.

– po pewnym czasie, np. gdy wino przestanie pracować, zlewamy płyn znad osadu, dodajemy syropu cukrowego i ponownie obserwujemy bąbelkowanie

Po jakichś 3 miesiącach można pomyśleć o przelaniu wina do butelek oraz jego leżakowaniu. Co ciekawsze miejscowi też robią wino z mango, z tym że całość procesu jego produkcji trwa zaledwie 3 dni!

Po degustacji w przeróżnych okolicznościach przyrody całości naszej pierwszej edycji wina z mango, z ręką na sercu mogę polecić to wino owocowe.

Świąteczny Shopping

1 komentarz

Kozi targ w Dżubie

Kuba cały dzień  przygotowywał samochód na nasz świąteczny  wyjazd do Ekwatorii Zachodniej – Yambio. Jesteśmy szczęśliwi, że w końcu wyrwiemy się na chwilę z gorącej Dżuby.  Za to dziś mieliśmy dość napięty program, aby domknąć wszelkie sprawy przed świętami. Ja miałam dziś zdanie specjane – zakup kozy dla naszych pracowników, aby mogli ją sobie skonsumować w święta.

Pojechałam więc pick-upem na shopping do Dżuby, najpierw na kozi targ. Mandari – to plemię, ktore zajmuje się handlem owym towarem. Po długich negocjacjach wybraliśmy odpowiednią kozę, a właściwie koziołka – duże i młode zwierzę biało-czarnej maści. Następnie próbowano nam wcisnąć jeszcze jedną kozę i może jeszcze z pięć owiec, ale w końcu odjechaliśmy. Udaliśmy się wraz z Satino – towarzyszem mojej wypraw na Konyo Konyo market, gdzie zakupiliśmy worek węgla drzewnego.

Pusty cattle camp. Paliki na placu czekają na powracające z wodopoju i wypasu bydło.

Korzystając z okazji, że mam samochód do dyspozycji zdecydowaliśmy się pojechać na drugą stronę Nilu po UWAGA! krowie łajno. Po co? Otóż nadszedł w końcu deszczowy sezon, więc po świetach organizujemy nasz nowy ogródek , gdzie będziemy sadzić warzywa, kwiaty i zioła, ale najpierw trzeba było załatwić nawóz. Pojechaliśmy więc do Gumbo,  wioski gdzie mieszkaliśmy w ubiegłym roku. Po drodze spotkaliśmy Johna Makuola – byłego, znajomego pracownika. On, jak i mój towarzysz pochodzi z plemienia Dinka, więc nie było problemu ze wskazaniem miejsca, gdzie znajduje się „cattle camp” i gdzie z pewnością znajdziemy owe łajno. Wyobrażałam sobie, że gdy tam dotrzemy to wszyscy z wioski zaczną dla nas zbierać porozrzucane łajno, ale nic bardziej mylnego… łajno już wysuszone leżało na wielkiej kupie J. Szybko załadowno je nam do worków, jednak za załadunek  musieliśmy zapłacić ekstra.

Pakowanie krowiego łajna.

Odjechaliśmy „drogą”, którą mieszkańcy kattle kampu nazywali drogą, choć był to zwyczajny ugór… dobrze mieć samochód terenowy. Ku wielkiej radości Santino spotkaliśmy też dzieciaki sprzedające mango. Sezon na mango trwa pełną gębą, tak więc kupiliśmy siatkę owoców – może z 15 sztuk. Po dobrej cenie. Zakupy się udały. Zadowoleni wróciliśmy do Dżuby, podziwiając mieniący się w promieniach słońca Nil. Santino z nostalgią wspominał rzekę, nad którą wychował się w Bahr el Gazar. Tam nauczył się pływać, tam mieszkają jego rodzice i czekają na niego krowy. Posiada ich jakieś 30 sztuk, które kiedyś wymieni na żonę. Jest on najmłodszym z rodzeńtwa i narzeka, że cena żony poszła w górę i będzie musiał uzbierać jeszcze ze 40 krów. Miły był to wyjazd. Wesołych Świąt, dla wyszystkich zakupowiczów również!

Świąteczne zakupy: koza, węgiel drzewny i nawóz.

Shopping – podsumowanie wydatków:

Koza – 370 SSP

Węgiel drzewny (duży worek) – 70 SSP

9 worków krowiego łajna – 70 SSP

Załadunek  – 10 SSP

15 sztuk mango – 5 SSP

1 PLN = ok. 1,2 SSP

Wspomnienia – bezcenne !