Sea food fatta

Dodaj komentarz

Przydrożna uliczna restauracyjka serwująca fattę

Jak mogliście się pewnie zorientować z wpisu nt. fatty, wariacji tej potrawy jest bardzo wiele. Ostatnia wizyta w „super”markecie Amen na dżubańskiej Malakii podsunęła mi pomysł na sea food fattę, czyli potrawę abstrakcyjną, biorąc pod uwagę odległość Sudanu Południowego od morza – jakieś bagatela dwa tysiące kilometrów, tj. ze trzy dni drogi lądem przez Kenię i Ugandę. Ponieważ jednak świat staje się coraz bardziej globalną wioską, puszka krewetek i tuńczyk z Tajlandii oraz słoik oliwek z Egiptu posłużyły jako wkładka do fatty. W ten oto sposób powstała potrawa całkowicie odrealniona, połączenie najprostszej ulicznej garkuchni z importowanymi rarytasami. 5 SSP okraszone 25 SSP…

PS. Zdecydowanie bardziej polecam wersję podstawową;)

Fatta w oryginale

Sea food fatta

Z drogi wzięte…

1 komentarz

Nieraz w Sudanie czuję się jak w Wietnamie...

...bo na motorze można tu przewieźć wszystko i to w dowolnych ilościach.

Niestety marmolada z boda-boda (moto-taksówki) to widok codzienny na ulicach południowosudańskiej stolicy.

Juba rozrasta się w niezwykłym tempie,

i nigdy nie wiesz co napotkasz na jej uliczkach...

Stado długorogiego bydła zebu to normalka,

małpa na sznurku też nic nadzwyczajnego,

więc nawet abstrakcyjne stoisko z pompowanymi teletubisiami już człowieka specjalnie nie rusza.

...i ciekawe, czy pan Nowak wie dokąd to trafiła jego ciężarówka;)