Kot bimbrownik

Dodaj komentarz

W Sudanie Południowym pije się sporo, a samogon najzacniejszy, bo swojski, dobry i tani.

Kot bimbrownik. Sfermentowane sorgo od wieczora do rana, od rana do wieczora... Wciąż chodzi pijany, pewnie nie wie co to wstyd!

Kot bimbrownik. Sfermentowane sorgo od wieczora do rana, od rana do wieczora… Wciąż chodzi pijany, pewnie nie wie co to wstyd! (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

Bimber robi się w Sudanie Południowym z rozmaitych składników: może być to kukurydza (jak na zdjęciu), choć najczęściej podstawą księżycówki jest sorgo bądź kasawa. Zdarzają się też zacne trunki na bazie z mango lub ananasów...
Bimber robi się w Sudanie Południowym z rozmaitych składników: może być to kukurydza (jak na zdjęciu), choć najczęściej podstawą księżycówki jest sorgo bądź kasawa. Zdarzają się też zacne trunki na bazie z mango lub ananasów… (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

Bimbrownia nad potokiem.

Bimbrownia nad potokiem. (Nagichot, Budi County, Sudan Południowy).

W Sudanie Południowym pije się dużo, a księżycówka najlepsza, bo swojska, dobra i tania:) Schemat dystrybucji zawsze podobny: z beczek w bimbrowni (często znajduje się ona w najbardziej okazałej chacie we wsi) do plastikowych kanistrów i na lokalny targ. Dalej to już detal, pół litrowa miarka, np. butelka po piwie i księżycówka trafia do naczynia klienta. Można też wypić na miejscu...

W Sudanie Południowym pije się dużo, a księżycówka najlepsza, bo swojska, dobra i tania:) Schemat dystrybucji zawsze podobny: z beczek w bimbrowni (często znajduje się ona w najbardziej okazałej chacie we wsi) do plastikowych kanistrów i na lokalny targ. Dalej to już detal, pół litrowa miarka, np. butelka po piwie i księżycówka trafia do naczynia klienta. Można też wypić na miejscu… (Napeatet, Kapoeta South, Sudan Południowy).

My Local

1 komentarz

AGA_5028 AGA_5030 AGA_5029Lubimy lokalne jadłodajnie i południowosudańską kuchnię. Niedaleko naszego nowego miejsca pracy, w dzielncy Munuki/Bilpam, znajduje się „My Lokal”. W porze lunchu ciężko o miejsce, przed lokalem ulica przyblokowana samochodami, a w ciągu godziny jedzenie wychodzi z garnków. Wypisywane kredą na tablicy menu jest codziennie inne i szybko znika, po 14-tej zostają już tylko resztki z kilkunastodaniowej oferty My Local.

W ubiegłym tygodniu trafiliśmy na nowe danie – basico. Trzeba było spróbować. Po chwili na stole pojawił się talerz z zieleniną na ciepło. Okazało się, że pomiędzy liśćmi są i wkładki mięsne. Flaki! Całkiem nieźle, tyle że  liście smakują niczym liście z drzewa. Choć w południowosudańskiej kuchni popularna jest różnego rodzaju zielenina gotowana, czy też duszona, na przykład o smaku i konsystencji szpinakowej, to jednak nigdy nie próbowałem czegoś takiego. Oryginalne, piasek zgrzyta w zębach i liście niczym z drzewa.

Drugim, bardziej trafnym wyborem było Dry meat pasted. W My Local od czasu do czasu można dostać mięso z buszu, najczęściej w postaci suszonej. Kawały czerwonego mięcha pływały w sosie z orzeszków ziemnych i okry. Mniam-mniam!  Zamiast ziemniaków – kalu, sinobrunatna papka z tłuczonego sorga (do wyboru także ugali, słodkie ziemniaki, ryż, kisra, bułki). Smacznego!