Boże Narodzenie w Dżubie

1 komentarz

Kartki świąteczne domowej roboty... szkoda, że poczta nie działa:(

Kartki świąteczne domowej roboty… szkoda, że poczta nie działa:(

To były nasze drugie święta Bożego Narodzenia na Czarnym Lądzie. Dwa lata temu obchodziliśmy je w Ugandzie w drodze na Sylwestra nad Jeziorem Tanganika w Burundi. Tym razem do naszego domu zawitała para znajomych: Janusz (www.yahodeville.com ) i Iza, z którymi wybraliśmy się na objazdową wycieczkę po Wschodniej Ekwatorii (Eastern Equatoria).

Ale najpierw o przygotowaniach…

Zaczęliśmy od zrobienia kartek świątecznych, aby je podać do rodziny i ziomali z Polski. Pewnej niedzieli wyciągnęliśmy zachomikowane artefakty: suszone liście neem tree (Azadirachta indica), łupiny pistacji, muszelki z Borneo, gumę arabską z północy Południa oraz kolorowe koraliki. Cały dzień dłubania i wąchania Butaprenu zakończył się powstaniem małych arcydzieł.

Choinka z topów ananasów.  Większość ozdób is home made.

Choinka z topów ananasów. Większość ozdób is home made.

Zrobiliśmy świąteczne zakupy, w tym nabyliśmy kozę dla naszych pracowników – typowy świąteczny produkt. Na targu warzywnym nazbieraliśmy liści z ananasa i z nich skonstruowaliśmy choinkę, która do tej pory ozdabia naszą kuchnię. Ręcznie robionych ozdób również nie zabrakło. Zrobiłam łańcuch z orzeszków ziemnych, które pomalowałam na złoto. Na srebrno i złoto pomalowaliśmy także nieznane drewniane owoce, które robiły za bombki. Na ananasowym drzewku zawisły suszone plastry pomarańczy oraz srebrne śnieżki z luffy. Kupiśmy też kilka tradycyjnych bombek. Gdy powiesiliśmy kolorowe światełka, w ogrodzie zapanował świąteczny nastrój. Nieważne, że mróz nie maluje na szybach, zza której wygląda się pierwszej gwiazdki, lecz wigilijna wieczerza mija na świeżym powietrzu w otoczeniu zieleni ogrodu. Święta to święta.

Izowe pierogi, ależ piękne te białostockie warkocze!

Izowe pierogi, ależ piękne te białostockie warkocze!

Znajomi z Polski przywieźli nam całą walizkę dobroci, w tym niezbędnych składników do przygotownia tradycyjnych wigilijnych potraw. Dostaliśmy: suszone grzyby, mak i pszenicę na kutię, suszone owoce na kompot, orzechy włoskie, twaróg na sernik i inne frykasy, których barkuje tu na miejscu. Pozdrawiamy mamy i babcie, dzięki, którym udało się zrealizować rodzinne przepisy i ugotować pyszne potrawy.  Kuba i Janusz cały czas przed świętami naprawiali samochód, by przygotować go do wyjazdu. U mnie w domu zawsze się mawiało ”jaka wigilia, taki cały rok” – mam nadzieję, że się nie sprawdzi, bo to wróży Kubie cały rok pod Land Roverem ;). Kuba nie miał czasu na gotowanie, więc kulinaria zostały kobietom. I tak właśnie tradycyjnie mężczyźni pracowali przy samochodach, a baby w kuchni J. Dzień wcześniej zrobiłyśmy farsze do pierogów i upiekłyśmy pierniczki na choinkę. Pierogów były dwa rodzaje: z kapustą i grzybami oraz ruskie ze szpinakiem, oraz uszka do barszczu. Oprócz tego ugotowaliśmy barszcz czerwony z kiszonych buraków, kapustę z grochem i grzybami – wg przepisu babci, usmażyliśmy ryby – karpia zastąpił okoń nilowy. Iza upiekła też świetny pomarańczowo-piernikowy sernik. W trakcie warsztatowych perypetii Kuba znalazł jednak czas i przyrządził kutię – w jego rodzinie tradycja ta wywodzi się ze Lwowa.

Na wigilijnym stole znalazło się jedenaście nakryć, w tym jedno dla niespodziewanego gościa. Zebrała się bodajże cała uziemiona na święta w Dżubie Polonia (Romek, Ania i Julia), plus południowosudański i szwajcarski przyjaciel polskiej rodziny. Wieczerza mijała przy dźwiękach swojskich kolęd i pastorałek. Gaworzyliśmy do późna, w ciepłej i świątecznej atmosferze. Nasz kot był wniebowzięty z powodu bezustannego dokarmiania. Czekaliśmy do północy, aż przemówi, ale niestety przespał całą noc. Zobaczcie zdjęcia z naszych afrykańskich świąt.

Reklamy

Coś o nas…

Dodaj komentarz

Co nieco o południowosudańskiej polonii w przeddzień niepodległości, czyli o niespełna dwudziestoosobowej społeczności w najmłodszym kraju świata (w tym o naszym SmartSystem Int.).

Za PAP i Gazetą Wyborczą:
http://wyborcza.pl/1,91446,9910826,Poludniowy_Sudan__Polacy_pomagaja_w_budowie_nowego.html

Południowy Sudan. Polacy pomagają w budowie nowego państwa

W sobotę Dżuba zostanie oficjalnie ogłoszona stolicą Republiki Południowego Sudanu. Dwa dni przed proklamowaniem niepodległości przygotowania do ceremonii idą pełna parą. Mają w nich udział także Polacy

Południe Sudanu to jeden z najsłabiej rozwiniętych regionów na świecie. Mieszkańcy zamiatają szczotkami jedyne 10 km asfaltowych dróg, co jest zajęciem dość karkołomnym ze względu na wszechobecny kurz. Polska firma Smart System pospiesznie instaluje latarnie miejskie zasilane energią słoneczną. 
„Latarnie zaświecą od soboty – powiedziała PAP prezes firmy Edyta Kijewska, która w Południowym Sudanie mieszka trzeci rok. – Sudan nie taki straszny, jak go piszą, mamy tu wielu przyjaciół. Somalijczycy, którzy prowadzą skład materiałów budowlanych w stolicy nowego kraju, kiedy nas widzą, krzyczą: Polska! Polska!” 

Smart System buduje również port przeładunkowy w stolicy. W przyszłości na Nilu Polacy wybudują kolejne trzy. W przedsiębiorstwie pracuje ich pięciu, wszyscy myślą o przyjęciu obywatelstwa Republiki Południowego Sudanu. 

Jednym z nich jest Jakub Pająk, który do Sudanu trafił wraz ze sztafetą Rowerem przez Afrykę. „Media często fałszują rzeczywistość, pokazując Sudan tylko od strony wojen i biedy – powiedział w rozmowie z PAP. – Tu nie jest aż tak niebezpiecznie i biednie, jak się Polakom wydaje. Niestety, po każdym przerażającym newsie dzwonią do nas przerażone rodziny i musimy je uspokajać, że wcale do nas nie strzelają”. 

To nie jedyny polski akcent w najmłodszej stolicy świata. James Ofwona jest Kenijczykiem z polskim paszportem i właścicielem dwóch firm zarejestrowanych w Polsce. Jego firma PSM buduje ministerstwo telekomunikacji w Dżubie, a druga – Tricomp – wdraża systemy teleinformatyczne. „Nasza firma jest odpowiedzialna za narzędzia, które umożliwią zbudowanie systemu numerów telefonicznych. Niestety nie mogę jeszcze zdradzić, jaki będzie numer kierunkowy do nowo powstałego państwa. Kraj z zupełnie nierozwiniętą infrastrukturą to ogromna szansa dla inwestorów. Nie wiem, dlaczego polscy inwestorzy boją się Afryki” – powiedział PAP. 

Z zupełnie innej strony patrzy na Południowy Sudan kolejny mieszkający w Dżubie Polak – Roman Majcher, ekspert biura do spraw humanitarnych Komisji Europejskiej. 

„W Sudanie spędziłem ponad sześć lat. Tu wszystko wygląda, jakby się miało zawalić, a jednak cudem jakoś idzie do przodu – powiedział PAP. – Zawsze miałem najgorsze przeczucia co do tego kraju, ale zawsze się myliłem. Teraz też mam czarne wizje, ale mam nadzieję, że znowu kolejny raz się mylę, bo kocham Południowy Sudan. To kraj filozofów, ludzie doświadczeni prawie półwieczem wojny myślą zupełnie inaczej niż my. Często rozmawiają o sprawach mniej przyziemnych i najbardziej istotnych, takich jak szczęście. Nawet w najgorszym piekle potrafią cieszyć się życiem. Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy dookoła ginęło masę ludzi, masowe groby, a jedna para przyszła mi oświadczyć, że właśnie się zaręczyli”. 

Wojna domowa w Sudanie była jednym z najkrwawszych konfliktów od czasów drugiej wojny światowej. Walki o podłożu etnicznym, religijnym i ekonomicznym pomiędzy Północą a Południem rozpoczęły się w 1956 roku i z krótkimi przerwami toczyły przez następne pięćdziesiąt lat. W wojnach tych zginęło ponad dwa miliony ludzi, a ponad cztery miliony zostały zmuszone do opuszczenia domów. 

W 2005 roku w Addis Abebie podpisano porozumienie pokojowe. Na jego mocy w styczniu 2011 roku odbyło się referendum, w którym 98,9 proc. mieszkańców południa opowiedziało się za oddzieleniem od północy. 9 lipca Republika Południowego Sudanu ogłosi niepodległość. Na mapie świata pojawi się nowe państwo. 

Z Dżuby Julia Prus 

Źródło: PAP