Porozumienie z SSDM/A

1 komentarz

A propos dwóch ostatnich wpisów na blogu komentujących artykuły z polskiej prasy wspominających o rebeliach i innych problemach przeradzających się w wojnę domową.

W dzisiejszej gazecie pojawiła się informacja, jakoby Dżuba podpisała porozumienie z rebeliantami z SSDM/A  (South Sudan Democratic Movement/Army). Grupa ta uważana była za najgroźniejszą ze wszystkich grup rebelianckich w Sudanie Południowym, zaś jej przywódcy twierdzili, że walczy z korupcją , trybalizmem i niedemokratycznymi praktykami rządzących z Dżuby. Areną jej działań był przede wszystkim stan Jonglei i Górny Nil (Upper Nile), zaś jej liderem George Athor (Deng Dut), który pod koniec 2011 roku zginął w dziwnych okolicznościach w Centralnej Ekwatorii. Chartum wypiera się oskarżeń o zbrojenie rebeliantów SSDA, zaś Kampala maczania palców w tajemniczym zabóstwie Athora. Porozumienie podpisano na trzy dni przed rozpoczęciem akcji rozzbrojeniowej Jonglei. Ostatnio rząd uchwalił także specjalną tymczasową konstytucję dla stanu Jonglei.

W ubiegłym roku udało się także zdemobilizować część oddziałów rebelianckich wiernych: dowódcy Gatluk Gai oraz Peter Gadet (SSLA – South Sudan Liberation Army) w stanie Unity/Górny Nil.

  •  Aktualizacja z 1/03/2012. John Olony uważający się za przywódcę SSDM kategorycznie zdementował, jakoby jego ugrupowanie podpisało jakiekolwiek porozumienie z kimkolwiek. Twierdzi on, że Peter Kuol Chol Awan, który podpisał porozumienie z SPLA, zrezygnował z przywódctwa w SSDM ze względów zdrowotnych. Wskazuje to na rozłam w ugrupowaniu. Kim jest John Olony? Hm, w poprzednich latach pojawiała się postać tajemniczego kapitana Johnsona Olony dowodzącego rebelią w stanie Nil Górny (Upper Nile), na ziemiach Szylluków i związanyz ugrupowaniem SPLA-DC. Czy John Olony i Johnson Olony to ta sama osoba?
Reklamy

Kaznodzieja z karabinem

Dodaj komentarz

W polskich kinach obejrzeć moża film, którego akcja toczy się w Sudanie Południowym. Kaznodzieja z karabinem (Machine Gun Preacher)  przedstawia historię Sama Childersa (Gerard Buttler), byłego kryminalistę i narkomana, który doznaje nawrócenia i wyjeżdża na misję do ogarniętej wojną domową północnej Ugandy. Poznaje tam ówczesnych rebeliantów z SPLA i wraz z nimi udaje się (zamiast ze współpracownikami na imprezowy weekend w Kampali) do Sudanu Południowego. Wyjazd inspiruje go do pomocy nękanym przez wojnę dzieciom i zakłada własny ośrodek na opuszczonych terenach północnej Ugandu (bądź południa Sudanu Południowego?). W swojej działalności nie ogranicza się jedynie do zbierania funduszy i organizowania działalności ośrodka, lecz bierze także czynny udział w partyzanckich potyczkach z brutalną, dziecięcą rebeliancką armią LRA pod wodzą Josepha Kony’ego. W pewnym momencie wydaje się, że znajduje ukojenie w odwetowych akcjach z AK-47 przy boku, a ośrodek, dzieciaki, czy też pozostawiona w Ameryce rodzina schodzą na dalszy plan… 127 minutowy obraz daje chwile na refleksje, choć akcja „afrykańskiego Rambo” toczy się raczej żwawo. Film oparto na faktach, Sam Childers działał w Sudanie Południowym w organizacjach pomocy humanitarnej, jednakże w czasie amerykańskiej premiery filmu dżubańska prasa prezentowała sprostowania wysokiej rangi generałów SPLA, twierdzących że znają jego działalność pomocową, lecz Sam Childers nigdy nie brał udziału w żadnej akcji zbrojnej wraz z SPLA. Ponadto dla mnie, choć siedzę w Sudanie Poudniowym od blisko dwch lat i raczej znam jego współczesną historię, geograficzne oraz geopolityczne aspekty filmu wydają sie nie do końca jasne. Może hollywoodzka produkcja przedstawia je zbyt prosto, może nie są najistotniejsze, wszak historia ugandyjsko-sudańskich stosunków i wojny na pograniczu jest skomplikowana, bynajmniej nie czarno-biała.  Tak czy owak, film warty jest obejrzenia, historia przenosi nas w realną scenerię pogranicza Ugandy i Sudanu, do nieomal współczesnych problemów tegoż regionu. Niestety dziecięca armia LRA nadal krywa się w buszu, prawdopodobnie na pograniczu Sudanu Południowego (który 9 lipca 2011 oficjalnie proklamował niepodległość) oraz Konga DR i RŚA. Nie wiem, czy historia Sama Childersa jest  w całości prawdziwa, bo zdjęcia z kałachem i wrakiem czołgu w tle nie są na to dowodem – po prostu biała twarz możne sobie takie z łatwością tu „pstryknąć”. Niemniej jednak film polecam, trzyma w napięciu dając jednocześnie możliwość refleksji…

Trailer: http://www.youtube.com/watch?v=C0hrloPqkT0