Sudan Południowy nie aresztuje Bashira

1 komentarz

Jak donoszą media Sudan Południowy nie aresztuje prezydenta Północy Omara al-Bashira, poszukiwanego listem gończym Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze (ICC – International Criminal Court) za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości. Na mocy ostatnich porozumień z Addis Abeby Bashir ma odwiedzić stolicę Południa – Dżubę, w celu dalszych negocjacji. Przedstawiciel rządzącej na Południu partii SPLM oznajmił, iż po pierwsze Sudan Południowy nie jest członkiem ICC, jednak przede wszystkim Dżubie zależy na rozwiązaniu licznych sporów z Północą (kewestie ropy naftowej, demarkacji granicy, obywateli obydwu Sudanów w świeżo upieczonej zagranicy itd.).

No i co? Dla mieszkańców Dżuby wizyta kłamcy i hipokryty z Północy oznaczać będzie z pewnością spore ograniczenia w ruchu i wynikające z tego problemy (główny to brak woziwodów na ulicach, a wodociągi nie działają). Czy rozmowy przyniosą jakieś owoce? Czy ewentualne porozumienia na papierze zostaną dotrzymane? Patrząc z perspektywy na wcześniejsze i obecne gierki „Północników” to nic więcej jak gówniana polityka. Określenia pasują jak ulał. Sudańska scena polityczna to przerażające bagno, strony potrafia uśmiechać się pojednawczo przy stole równocześnie przeładowując kałasznikowy w buszu. Ciekawe, co może zostać osiągnięte w Dżubie podczas wizyty, gdy nie aresztują zbrodniarza?

P.S. (A propos innego osobnika poszukiwanego przez ICC, niegdyś? związanego z Chartumem) Niestety nie udało mi się obejrzeć internetowego hitu „Kony 2012” (za słaby transfer mamy), jednak zwróciła moją uwagę (przynajmniej) jedna rozbieżność: USA nie uznając ICC wysyłają swoich najlepszych wojaków do niezależnych państw afrykańskich, aby pojmać poszukiwanego przez ICC Josepha Konyego. Czyż to też nie zalatuje grubymi nićmi szytą hipokryzją? Czemu akurat i dopiero teraz, gdy LRA – armia Konyego jest już na wymarciu? O co w tym chodzi, bo na pewno nie o Kony’ego?

Co łączy Sudan Północny i Izrael?

Dodaj komentarz

9 lipiec 2011 roku, Sudan Południowy - mieszkańcy Dżuby świętują oficjalne proklamowanie niepodległości

Czy istnieje cokolwiek współnego dla ultraislamskiego Chartumu i skrajnie antyarabskiego Tel Awiwu?
Otóż wspólnym mianownikiem obydwu twardogłowych reżimów okazała się ostatnio sprawa południowosudańskich obywateli w tychże krajach – w kwietniu staną się oni nielegalni i będą musieli opuścić ziemie swoich dotychczasowych gospodarzy.
W przypadku Sudanu Północnego od kilku miesięcy sprawa jest bardzo poważna, a motywy rządzących klarowne – nienawiść. Do kwietnia Południowcy muszą się wynieść z Północy do siebie. Chartum nie rozważa kwestii podwójnego obywatelstwa, czy ktoś ma pracę, może nawet wyjątkowo całkiem niezłą i od lat, albo czy ktoś się uczy lub studiuje? Nie istotne, chcieliście niepodległości to jazda z naszego kraju! Na dobitkę Bashir skonfiskował barki mające przewieźć ludzi z dobytkiem na Południe, jakoby na rzecz transportu armii (tylko nie za bardzo wiem gdzie te swoje oddziały chce nimi przrzucać, chyba jedynie do inwazji na Południe) i w ogóle zamknął granicę. W Kosti, mieście portowym w Sudanie Północnym skąd odpływało się na Południe, wraz ze swoim dobytkiem koczuje ponoć jakieś 20 tysięcy Południowców! Co mają zrobić? Jak kogoś stać, to może polecieć na Południe (ta granica jest otwarta), a jak nie to zostawić wszystko i pomaszerować przez Etiopię do Sudanu Południowego? Może nie jest to najgłupsze rozwiązanie, bo kto wie jak Chartum potraktuje w kwietniu zdelegalizowanych obywateli ongiś największego państwa Afryki?
Z Izraelem sprawa wydaje mi się niecoi bardziej zagmatwana, bo nie rozumiem motywu nagłej chęci pozbycia się Południowców. Tamtejsza diaspora trafiła do Izraela podczas wojny domowej, pewnie spora jej część to tzw. Lost Boys (Zagubieni Chłopcy), którzy z obozów dla uchodźców wygrali bilet do lepszej przyszłości (głównie do USA, Australii…). Południowosudańska społeczność w Izraelu szacowana jest na jakieś 2-3 tysiące osób. Czy ktoś wie o co właściwie chodzi rządzącym z Tel Awiwu? Czy w końcu czar pryśnie i repatrianci z Izraela przestaną się w Dżubie afiszować flagami z gwiazdą Dawida?

Bye-Bye Khartoum!

1 komentarz

Zegar tyka... do referendum

Do rozpoczęcia secesyjnego vel zjednoczeniowego referendum w Południowym Sudanie pozostału już mniej niż 100 godzin, tymczasem Juba odwiedził prezydent całego Sudanu – Omar al-Bashir. Najprawdopodobniej była to ostatnia wizyta oficjalnej głowy państwa w stolicy autonomicznego regionu, jakoże wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż lwia część Południowców opowie się za niepodległością.

W ciągu trzech tygodni zarejestrowało się blisko 4 miliony wyborców, zaś do secesji potrzeba 60% głosów „za”. Dla Sudańczyków z Południa karta do głosowania stała się w ostatnim czasie najważniejszym dokumentem. Plakaty oraz spoty w radiu i tv przypominają o jej bacznym strzeżeniu, zaś wojskowi na punktach kontrolnych oraz policjanci wypytują podróżnych o ów dokument. „Nie masz karty wyborczej? To po co jedziesz do Juba?”

Nastroje ulicy

Choć prezydent Sudanu Południowego zaapelował do swoich ministrów o przywitanie Bashira, jednak ulica zdradziła prawdziwe nastroje w społeczeństwie. Na ręcznie malowanych afiszach widniały takie hasła jak: Bye-bye Khartum! Separation oyee!. Mimo to w swojej przemowie Bashir wezwał do głosowania za „Unity”, sojuszem z północą obiecując, że przy takim wyniku głosowania rząd centralny jest gotów przekazać wszystkie wpływy z ropy naftowej autonomicznemu rządowi Południa. Zapewnił również, że zaakceptuje wyniki referendum, nawet jeśli Południowcy opowiedzą się za „Separation”, choć będzie to dla niego bolesny cios. Chartumu najwidoczniej zrozumiał, że nie jest w stanie zatrzymać bądź opóźnić referendum, stąd ostatnia zmiana jego polityki wobec Południa. Możliwe także, że negocjacje USA z rządem centralnym wpływają na obecny stosunek relacji Północ-Południe.

„Yes for peaceful referendum!”…

Bye-Bye Khartoum!

czekamy.