Urosły nam lufy

1 komentarz

Jakiś czas temu, w porze deszczowej na nasz płot zaczęła się wspinać niezidetyfikowana roślina.

Pozwoliliśmy pnączu rosnąć, ciesząc się jego żółtymi kwiatami. Nastepnie z kwiatów powstały owoce – wyglądające jak większe, pompowane ogórki 🙂 Teraz już zasuszone zerawałam z ogrodzenia i okazało się, że środek ogóra ma strukturę gąbczastą i świetnie nadaje się jako myjka do ciała. Roślina ta to tzw. loofah sponge (Luffa Mill.), po polsku trukwa 🙂
Oto i zdjęcia naszych dzikich gąbek, których oczywiscie używamy w kąpieli, głównie do szorowania stóp ponieważ są one dość twarde. Jednak po wycięciu gniazd nasiennych z czasem stają się mięciutkie jak prawdziwe morskie gąbki. Trukwa znajduje również zastosowaniaw kuchni jako warzywo lub myjka do naczyń.
Z wyszuszonych luf zebrałam nasionka, więc będąć w Polsce chętnie się podzielę, gdyby ktoś miał ochotę na wyhodowanie wlasnej lufy.
Więcej na ten temt znajdziecie na http://www.luffa.info.

Ps. Już wkrórce napisze o kuchni sudańskiej i nie tylko 🙂 … caly czas tu gotujemy różnorodne pyszności, a przepisy mam nadzieje będą inspiracją dla czytelników naszego bloga.

Statystyki z Radio Miraya

1 komentarz

Ostatnio w Radio Miraya słuchałem audycji nt. szkolnictwa w Sudanie Południowym. Statystyki, które wyłowiłem z audycji nieco mnie poraziły. Jedynie 17% szkół podstawowych w kraju to szkoły pełnowymiarowe, tzn. zapewniające edukację przez wszystkie 8 klas. W stolicy oczywiście tego nie zobaczycie, tutaj dzieciaki mają mundurki, niekture są nawet wożone „gimbusami” do prywatnych szkół. Jeśli pojedzie się na prowincję w stanie Centralna Ekwatoria, to też raczej nie ma tragedii, choć mogłoby być lepiej. Tak więc te 83% niepełnowymiarowych podstawówek porozsiewanych jest gdzieś na obszarze dwa razy większym od Polski, a co gorsza ostre tarcia etniczne w stanie Jonglei, czy też pomniejsze w innych stanach (plus ataki rebelianckie) na dodatek puściły z dymem część owych niepełnowymiarowych szkółek. Na północ od Dżuby tablica w cieniu rozłożystego mangowca to jak najbardziej „normalna” podstawówka. Co gorsza, pomijając problemy lokalowe, nauczycielami w takich wiejskich podstawówkach są osoby, które często same zakończyły edukację na poziomie szkoły podstawowej. Ale inaczej na razie być chyba nie może, gdy poziom analfabetyzmu w Sudanie Południowym wynosi około 75%, zaś wśród kobiet 88%…

W wolnej chwili możecie posłuchać sobie Radio Miraya, rozgłośni UNMISS (United Nation Mission in South Sudan). Spikerzy radiowi są lokalni, często też można posłuchać oryginalnej sudańskiej muzyki (w zależności od audycji). W porównaniu z BBC, gra muzyka i nie ma angielskiej flegmy. I na prawdę, jeśli nigdy nie spotkaliście się z południowosudańskim akcentem angielskim, to warto chwilę posłuchać . „Aj em e tićia from de Dźonglei stejt”. Usłyszycie, jakie to nieprawdopodobne, że nilockie języki Dinka i Nuer, używają swojsko brzmiących dźwięków: „dź”, „ć”, ś”…

A w drodze do pracy orzeł w koronie

3 Komentarze

Jak zwykle o poranku podskakujemy sobie na dziurawych uliczkach naszej dżubańskiej dzielnicy Tong Piny. Można by powiedzieć dzień jak dzień, tyle że tutaj nie można się przecież nudzić, nie może być po prostu, normalnie, jak zwykle, jak co dzień, bo tu właśnie niespodzianki są zawsze, jak zwykle normalnie, po prostu musi się co dzień coś wydarzyć… a dzisiaj wydarzył sie orzeł w koronie, tak właśnie tu, na piaszczystych uliczkach Tong Piny. Dobrze, że nie da się po nich jechać za szybko, bo wpadłbym w poślizg, gdy zobaczyłem kątem oka coś znajomego z naszych stron. Na wszelki wypadek zapytałem Agę, czy oby na pewno pod bambusowym płotem stoi lokalny moto-taksówkarz boda-boda w koszulce z białym orłem w koronie i napisem POLSKA? Potwierdzone, więc krzyczę przez okno:

– Hej, jak się masz? Nosisz T-shirta z naszego kraju

– Tak, kocham ten kraj! (zaskoczenie, niedowierzanie, refleksja – do tej chwili prawdopodobnie nie miało znaczenia, co to tam z przodu na koszulce, ale fajnie wygląda)

– Z Polski

– Tak, naprawdę kocham ten kraj! (hm, cwaniakujemy dalej)

– Skąd wziąłeś tą koszulkę?

– Dostałem od dziewczyny:) (Polek jest obecnie w Dżubie sześć, a całej Polonii w całym Sudanie Południowym w porywach do kilkunastu osób – mało prawdopodobne, ale joł fantazja rozwija skrzydła).

Joł, mam nadzieję, że jeszcze na niego kiedyś wpadnę, bo czuję, że zbyt szybko odpuściłem temat. Ach, te europejskie korzenie, zamiast normalnie usiąść przy coli i pogaworzyć, to człowiek do pracy się spieszy…

Walentynki 2012

1 komentarz

Walentynki 2012. O kałachy u nas nie trudno, ale żywe cięte róże dostaniesz tylko od święta. Raz w roku:)

Początek lutego w Sudanie Południowym

2 Komentarze

Oto garść informacji o wydarzeniach związanych z Sudanem Południowym z początku lutego:
– Sudany podpisały w Addis Abebie Pakt o nieagresji. Chciałbym wierzyć, że ma to faktycznie jakieś znaczenie dla pokoju. Oba kraje oskarżają się nawzajem o wspieranie rebeliantów, Bashir co chwila grozi wojną, a ostatnio Południe całkowicie wstrzymało wydobycie ropy. Niestety historia pokazuje, że obiecywanie i podpisywanie przychodzi politykom z Chartumu bez większych trudności, jednak na ich słowie bynajmniej nie można polegać jak na Zawiszy.

– W stanie Jonglei od początku pory suchej, czyli od końcówki ubiegłego roku, trwają krwawe walki etniczne pomiędzy Lou Nuer a Murle oraz Murle a Dinka Bor. Pierwsi najeżdżają drugich, zaś drudzy trzecich i tak ostatnia fala przemocy trwa już od kilku miesięcy. W jej rezultacie zginęło już kilka tysięcy osób, porwano setki/tysiące dzieci (ot, taka tradycja), uprowadzono dziesiątki tysięcy sztuk bydła, zaś jakieś 150 tysięcy osób uciekło ze swoich domostw przed przemocą. ONZ wzywa do przeprowadzenia międzynarodowego, niezależnego śledztwa w tej sprawie i grozi postawieniem winnych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, jednak kolejne odwetowe ataki dzieją się dzień po dniu. A wszystko zaczęło się ponoć przeszło 50 lat temu od byka należącego do Lou Nuer i byka Murle, które zakleszczyły się rogami przy wodopoju, w efekcie czego jeden z nich został zabity…

– Podobnie, choć mniej krwawo, w stanie Warrap uprowadzono podczas obecnej pory suchej blisko sto tysięcy sztuk bydła. Na zorganizowanym przez ONZ spotkaniu mającym pojednać wiele zwaśnionych stron nie osiągnięto jednak pokoju. Choć wg świadków rozmowy przebiegały w dobrym kierunku, to w pewnym momencie ochrona/milicja/policja/wojsko jednej ze stron zaczęło strzelać. Jak można się domyślić w świecie, gdzie każdy ma broń wywiązała się strzelanina bez ładu i składu, w wyniku której zginęło ponad 70 osób, a spotkanie zakończyło się fiaskiem. Ciekawe ile jeszcze pór suchych musi upłynąć, by w Sudanie Południowym zakończyła się owa „sarmacka tradycja” podjazdów? Problem jest mocno skomplikowany, choćby ze względu, że akcje rozbrajania cywilów nie przynoszą większych efektów. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro wojsko czy policja nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom najmłodszego kraju świata (całkowity brak infrastruktury, np. dróg, sprawnej administracji itp.; tu na prawdę wszystko powstaje totalnie od zera!), a poza tym zawsze zachodzi podejrzenie, że rozbrojenie może być przeprowadzone jednostronnie, co doprowadziło by którąś ze stron do bezbronności i jeszcze większej rzezi.

– Jak widać sytuacja nie jest lekka, tym bardziej w świetle alarmów ONZ, iż podczas tegorocznej pory suchej żywności zabraknie połowie ludności Sudanu Południowego. Przyczyną takiego stanu jest m.in zamknięcie granicy między Sudanem Północnym a Południowym (a co za tym idzie wysokie ceny żywności, w sytuacji gdy nowe szlaki komunikacyjne jeszcze się nie wykształciły) oraz duża liczba uchodźców. Obecnie w Sudanie Południowym mamy: 1). tzw. przesiedleńców, Południowców wracających z Północy, po tym jak po secesji Sudanów przestali być obywatelami tegoż drugiego kraju i musza wrócić do Ojczyzny; 2). setki tysięcy uchodźców z Kordofanu Południowego i Nilu Błękitnego, regionów Północy, gdzie chwilę po secesji wybuchły rebelie przeciwko rządom Chartumu; 3). uchodźców ze spornego rejonu Abyei. głównie Dinka Ngok, który to w maju 2011 roku został zajęty przez arabskie milicje i północnosudańską armię; 4). setki tysięcy uchodźców wewnętrznych (IDP, Internally Displaced Person) wynikających z sytuacji kryzysowych w stanie Jonglei, Warrap, Unity; 5). uchodźców wewnętrznych i uchodźców z Konga DR oraz RŚA związanych z działalnością LRA, Bożej Armii Oporu Josepha Kony’ego. Prawda, że skomplikowane te maksymalne uproszczenia?

– Ponadto stolica Sudanu Południowego zrezygnowała z usług profesjonalej, rodzimej firmy oczyszczającej miasto. Od początku lutego zamiast normalnych śmieciarek odpady zbierane są zwykłymi, odkrytymi ciężarówkami, a zamiast regularnie opróżnianych koszy na śmieci na poboczach ulic zalegają sterty cuchnących odpadów. Ot, taki „postęp” cofający miasto o dekadę wstecz. Wyobraźcie to sobie przy codziennych temperaturach przekraczających 40 stopni Celsjusza i spadających noca o jakieś 10 kresek…

– Władze Dżuby lubują się ostatnio w radykalnych rozwiązaniach, czego kolejnymi odsłonami jest równanie z ziemią stołecznych targowisk oraz całych kwartałów mieszkalnych o tradycyjnej zabudowie, chatkami – tukulami. Jeśli chodzi o drugąsprawę, to z pewnością potrzeba uregulować kwestię własności ziemi w sytuacji, gdy jej ceny można porównywać z Moskwą czy Manhatanem. Pytanie tylko jak się to odbywa? Natomiast jeśli miasto chce zmodernizować targowiska, to raczej przydałyby się jakieś projekty i plany budowy nowych obiektów… Cóż, burzyć łatwo, zobaczymy co zostanie na tych gruzach zbudowane?

– Na koniec pozytywne wieści. Sudan Południowy został przyjęty do CAF, Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, członka FIFA. Ciekawe, czy jacyś południowosudańscy sportowcy wezmą udział w tegorocznej olimpiadzie? Polonia szykuje się do zimowej, oczywiście po uzyskaniu obywatelstwa:)

„Karawana kryzysu”

Dodaj komentarz

„Karawana kryzysu. Za kulisami pomocy humanitarnej” autorstwa Lindy Polman to bez wątpienia lektura godna polecenia wszystkim, którzy sięgają do swoich kieszeni w obliczu medialnie nagłośnionych kataklizmów, głodu, wojen i wszelkich innych nieszczęść dotykających świat. Na podstawie przykładów akcji humanitarnych z różnych zakątków świata, od Bałkanów przez Darfur do Rwandy, czy też od Haiti po Afganistan, autorka obnaża patologie humanitarnego światka. We wstępie Janina Ochojska-Okońska, szefowa PAH, pisze „To książka o tym, jak nie powinno udzielać się pomocy i jakie zagrożenia związane są z jej masowością”. Szkoda, że książka naświetla tylko negatywne działania organizacji humanitarnych, gdyż w całym oceanie ich akcji z pewnością znalazło by się sporo potrzebnych i wartościowych działań. Pomimo jednostronności wizji, na prawdę warto sięgnąć po tę pozycję, aby uświadomić sobie jak masowym zjawiskiem jest pomoc humanitarna i jakie konsekwencje mogą z tego wynikać.

„Karawana kryzysu” zawiera także przykłady działalności organizacji humanitarnych w Sudanie: w Sudanie Południowym podczas wojny domowej 1983-2005 oraz w zachodnim Sudanie, w Darfurze. I tu rodzą się pytania: czy bez pomocy humanitarnej podczas wojny domowej pisałbym dziś z niepodległego Sudanu Południowego, czy SPLA miała by siłę walczyć przez przeszło dwie dekady, czy doszłoby do masakry na tle polityczno-etnicznym, czy bez pomocy zginęłoby więcej czy mniej niż 2 miliony południowych cywilów, itd.? Z całą pewnością pomoc humanitarna w dużym stopniu przyczyniła się do ostatecznej wygranej Południowców i niepodległości, ale też wywindowała ceny w stolicy najmłodszego państwa świata do niewyobrażalnego pułapu, bo tabuny humanitarystów potrzebują lokali, samochodów, restauracji, rozrywek… a niestety w Dżubie nie było tego wszystkiego za dużo. Dzień po dniu mijając setki białych „pomocowych” landcruizerów na ulicach Dżuby zastanawiam się, co ci wszyscy ludzie tak naprawdę robią w tym momencie dla tego kraju?

Wydawnictwo Czarne 2011, 306 stron – link do recenzji

Newer Entries