National Intelligence and Security Services (NISS) Sudanu Północnego skonfiskowało dzisiejsze wydanie dzienników Al-Tayar and Al-Youm Al-Tali, w których to znaleźć się miało oświadczenie lidera opozycyjnej partii Popular Congress Party (PCP) Hassana al-Turabi. W działaniu władz z Chartumu nie ma nic nowego i zaskakującego. Wcześniej niejednokrotnie konfiskowane były wydania różnych czasopism, ośmielających się drukować coś, co co nie idzie po słusznej linii. Od początku roku zamknięto także dwa dzienniki Ra’y al-Sha’b oraz Alwan, podejrzewane o sympatyzowanie z PCP. Sudan Północny należy do ścisłej czołówki 10 krajów o najmniejszej wolności prasy (wg 2011-2012 Press Freedom Index of Reporters Without Borders).

Na Południu z wolnością słowa jest zdecydowanie lepiej, choć czasem pojawiają się doniesienia o naciskach i groźbach wobec dziennikarzy. Niemniej jednak gazety nie są konfiskowane, a redakcje zamykane, choć nieustannie pojawiają się krytyczne artykuły wobec działalności rządu, ministerstw itd. Z radio dowiedziałem się dziś, że rozpoczęła się akcja rozzbrajania cywilów w stanie Jonglei, w której bierze udział 10 tysięcy żołnierzy SPLA. Jonglei od kilku miesięcy jest areną krwawych walk o podłożu etnicznym między Lou Nuer i Murle oraz Murle i Dinka Bor. Będzie to z całą pewnością trudna akcja, a lokalne społeczności nie będą chciały pozbywać się swojej broni. Przecież dzięki niej są w stanie bronić swoich kobiet, dzieci i krów, gdy nadchodzą napastnicy, skoro rząd, wojsko i policja nie są w stanie zapewnić im skutecznej ochrony (m.in. z uwagi na brak dróg). Z drugiej jednak strony broń wykorzystywana jest do napadów, podjazdów po bydło i w akcjach odwetowych, co nieustannie nakręca spiralę nienawiści i przemocy w Jonglei. Zobaczymy jak pójdzie tym razem, wszak od 2005 roku i podpisania porozumienia pokojowego CPA akcji rozzbrajania ludności cywilnej było w Sudanie Południowym kilka, a jednak w buszu nadal znajduje się mnóstwo nielegalnej broni…

Wyobraźcie sobie, że budzicie się pewnego dnia i całe wasze miasto jest komnpletnie zablokowane/zamknięte. Przy każdej przecznicy stoi co najmniej dwóch żołnierzy z AK-47, od czasu do czasu jakiś granatnik albo ciężki karabin maszynowy na pace pick-upa. Nie jeżdżą żadne samochody, motocykle, komunikacja publiczna, ba nie można nawet pieszo przemieścić się pomiędzy ulicami, aby coś kupić. Wszystko pozamykane, pozamykane na głucho i tylko ci goście w moro z przepaskami z pocisków karabinowych. Tak w skrócie w ubiegłym roku wyglądała kolejna odsłona akcji rozzbrojeniowej Dżuby. Na pół dnia  południowosudańska stolica zatrzymała się, zamarła i tylko wojacy chodzili od domu do domu zaglądając w różne zakamarki. Konfiskowane były nawet dzidy i łuki.

Advertisements