Tym razem polskość wypatrzyłem w sklepiku u Hindusa, na rogu piaszczystych uliczek mocno południowosudańskiej dzielnicy Tong Ping (Tony Piny). Żeby jeszcze bardziej pogmatwać narodowościowo globalne koneksje handlu – na słoiku libańskich oliwek. Co ciekawsze nie ma na nim nigdzie napisane „Made in Lebanon”, ale za to jest „Produkt libański”.

Reklamy