Maurice Muki po głosowaniu, z palcem umoczonym w atramencie

Dziś minął piąty dzień referendum w Południowym Sudanie. Po niedzielnym szale wyborczym frekwencja w punktach zdecydowanie spadła. Jeszcze w poniedziałek przed południem w Juba widać było kolejki Południowców oczekujących na swoją kolej głosowania, jednak od tamtej pory komisje już nie są oblegane. Od wtorku można spokojnie zagłosować bez godzin wyczekiwania w prażącym słońcu i tłumu wokoło. Nie znaczy to, że referendum zostało zbojkotowane bądź też zakończy się porażką ze względu na niską frekwencję. Wręcz przeciwnie, to raczej wszyscy Południowcy chcieli być pierwsi przy urnie, spełnić swój obywatelski obowiązek od razu, pierwszego dnia referendum.

Punkt wyborczy w Rajaf Wschodnim we środę popołudniu (11.01.2011 r.)

Według nieoficjalnych źródeł frekwencja już dawno przekroczyła próg 60% wymagany, aby wynik referendum był wiążący. We środę popołudniu, czwartego dnia referendum odwiedziłem jeden z punktów wyborczych w wiosce kilkanaście kilometrów od stolicy Sudanu Południowego – Juby. Pod rozłożystymi, owocującymi mangowcami siedziało paru znudzonych członków komisji oraz paru wojskowych i policjantów. Biało-czerwona taśma na patykach odgradzająca teren głosowania i organizująca potencjalna kolejkę, kilka stolików z dokumentami rejestracyjnymi, informacjami jak głosować i kartami wyborczymi, tekturowy parawan do tajnego oddania głosu i wreszcie zaplombowana, plastikowa urna pełna kart…

Zaplombowana urna

…i nikogo chętnego do oddania głosu. Wszystko jednak czysto wyjaśnia statystyka: na zarejestrowanych w Rajaf Wschodnim 1170 osób zagłosowało już ponad 1100! A do końca referendum pozostało jeszcze całe 3 dni! Gdziekolwiek indziej na świecie o takiej frekwencji nie można nawet pomażyć. Słyszałem historie o komisjach, w których po dwóch dniach głosowaniach pozostało jeszcze zaledwie kilka osób, a nawet że zagłosowali już wszyscy. Nawet jeśli to tylko plotka, to patrząc na tłumy we wszystkich komisjach podczas pierwszego dnia głosowania oraz na statystyki z Rajaf, to plotka jest wiarygodna.

No dobra, frekwencja frekwencją, ale jakie bedą wyniki? Na swojej stronie internetowej sudański dziennik Sudan Tribune umieścił sondę pytając: jaki procent Południowców głosować będzie za separacją od Północy? Oto wyniki sondażu:

Between 90%-100% 6799 72.4%
Between 80%-90% 1698 18.1%
Between 70%-80% 560 6.0%
Less than 70% 329 3.5%
9386 votes

Separation!

Na ulicach Juba nie spotkałem ponadto nikogo, kto przyznałby się do głosowania za Unity… Jak dla mnie wynik jest jednoznacznie przesądzony, zaś wiodąca partia SPLM nawołuje do 100% frekwencji w referendum;)… i prawdopodobnie nie okaże się to dalekie od rzeczywistości!

Sudan (z BBC)

Głosowanie w Juba jak i niemal całym terytorium Południowego Sudanu przebiega bez incydentów, jedynie sytuacja na pograniczu Północy i Południa pozostaje napięta. W regionie Abyei, gdzie referendum się nie odbywa ze względu na brak porozumienia pomiędzy powiązanymi z Chartumem pasterzami Misseryia, a Dinka Ngok. W tym bogatym w złoża ropy naftowej rejonie w trwających na początku tygodnia walkach zginęło około 30 osób a wiele innych zostało rannych. Obie strony oskarżają się nawzajem o wszczęcie walk. Ponadto w poniedziałek w południowym Kordofanie zaatakowany został konwój Południowców udających się na głosowanie. Cywilne samochody ostrzelane zostały przez sześć bądź siedem pojazdów milicji Misseriya. Zginęło co najmniej 18 osób a wiele innych raniono.

Symbol jest tylko jeden "Bye-bye Khartoum" (Lawrence).

Advertisements