Zegar tyka... do referendum

Do rozpoczęcia secesyjnego vel zjednoczeniowego referendum w Południowym Sudanie pozostału już mniej niż 100 godzin, tymczasem Juba odwiedził prezydent całego Sudanu – Omar al-Bashir. Najprawdopodobniej była to ostatnia wizyta oficjalnej głowy państwa w stolicy autonomicznego regionu, jakoże wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż lwia część Południowców opowie się za niepodległością.

W ciągu trzech tygodni zarejestrowało się blisko 4 miliony wyborców, zaś do secesji potrzeba 60% głosów „za”. Dla Sudańczyków z Południa karta do głosowania stała się w ostatnim czasie najważniejszym dokumentem. Plakaty oraz spoty w radiu i tv przypominają o jej bacznym strzeżeniu, zaś wojskowi na punktach kontrolnych oraz policjanci wypytują podróżnych o ów dokument. „Nie masz karty wyborczej? To po co jedziesz do Juba?”

Nastroje ulicy

Choć prezydent Sudanu Południowego zaapelował do swoich ministrów o przywitanie Bashira, jednak ulica zdradziła prawdziwe nastroje w społeczeństwie. Na ręcznie malowanych afiszach widniały takie hasła jak: Bye-bye Khartum! Separation oyee!. Mimo to w swojej przemowie Bashir wezwał do głosowania za „Unity”, sojuszem z północą obiecując, że przy takim wyniku głosowania rząd centralny jest gotów przekazać wszystkie wpływy z ropy naftowej autonomicznemu rządowi Południa. Zapewnił również, że zaakceptuje wyniki referendum, nawet jeśli Południowcy opowiedzą się za „Separation”, choć będzie to dla niego bolesny cios. Chartumu najwidoczniej zrozumiał, że nie jest w stanie zatrzymać bądź opóźnić referendum, stąd ostatnia zmiana jego polityki wobec Południa. Możliwe także, że negocjacje USA z rządem centralnym wpływają na obecny stosunek relacji Północ-Południe.

„Yes for peaceful referendum!”…

Bye-Bye Khartoum!

czekamy.

 

Advertisements