Sudan Południowy jest dosyć specyficznym miejscem na świecie pod wieloma względami. Jednym z nich jest podejście do urzędowego papieru dopuszczającego do poruszania się pojazdem mechanicznym pośród nieogarniętego chaosu ruchu ulicznego w Juba.

Objaśniając tutejszą rzeczywistość pokrótce… Większość pojazdów w Sudanie Południowym pochodzi z Kenii bądź Ugandy, gdzie postbrytyjsko obowiązuje ruch lewostronny. W całym Sudanie obowiązuje jednakże ruch prawostronny (tak jak u nas), jednak w związku z brakiem lądowych szlaków komunikacyjnych pomiędzy Północą i Południem, nie ma tu nieomal w ogóle samochodów z kierownicą po lewej stronie. Dlatego też paradoksalnie po ulicach porusza się tu pojazdami z kierownicą po prawej stronie w ruchu prawostronnym. Podsumowując to tak, jakbyście prowadzili siedząc na miejscu pasażera…

Technicznie oznacza to zmianę biegów lewą ręką, zaś kierunkowskazów prawą (co początkowo, odruchowo uruchamia często wycieraczki), natomiast praktycznie mocno ograniczone pole widzenia przy wyprzedzaniu. Ale mniejsza z tym – wszystko to kwestia przyzwyczajenia.

Najpiękniejsze w całej (dez)organizacji ruchu w Juba jest to, że stara się ono najprawdopodobniej zamodelować teorię chaosu… upraszczając mówiącą o upakowaniu materii w przestrzeni. Chyba nigdzie indziej na świecie nie zmieści się na raz na drodze tyle pojazdów co tutaj, i to w tak przeróżnych orientacjach – odległości na centymetry, z przodu, z tyłu, po bokach i pod kątem, a najdziwniejsze, że wszystko to jakoś płynie, do przodu i zazwyczaj bez nerwów.

Spod wszelkich reguł wypadają zdecydowanie pojazdy SPLA (armii) z czerwonymi rejestracjami – z nimi najlepiej nie zadzierać, zaś wszelkie pozostałe zasady łamią kierowcy matatu (busików) oraz w szczególności boda-boda (moto-taxi), których wyobraźnia zasadniczo ogranicza się do pędzenia przed siebie bez ułamka sekundy refleksji nad otoczeniem, pasażerami, czy choćby własnym pojazdem. Dlatego też najlepszym Twoim przyjacielem są tutaj oczy dookoła głowy, lusterka i klakson, klakson i jescze raz klakson!

Jako dopełnienie obrazu arteri Juba powinienem jeszcze dodać wszechobecny pył zamieniający sie po deszczu w maź oraz to, że w całej, rozległej stolicy jest zaledwie kilka asfaltowych ulic (jeszcze 2 lata temu nie było ich tu ponoć prawie w ogóle), stąd zdecydowana większość pojazdów to terenówki.

Inną atrakcją jest żywa sygnalizacja świetlna, foto-radary;) itp. , czyli policjanci i policjantki w białych mundurach. Obstawiają niemal każde skrzyżowanie w stolicy, kierują ruchem, lecz przede wszystkim zatrzymują pojazdy zarabiając przy tym na śniadanie, lunch, kolację, rodzinę… skądś to znamy, tutaj jednak przypomina to z lekka farsę. Za co można dostać mandat? Za rozmowę przez komórkę, „zimny łokieć”, klapki zamiast normalnych butów, niezapięte pasy (choć na motorach można jeździć bez kasku), niewłaściwie siedzących ludzi na pace pick-upa… „We’ve got law, Mister” usłyszałem pewnego razu, na co można się było tylko uśmiechnąć patrząc na zdezelowane samochody bez świateł i motocykle, z których chyba celowo demontuje się tylne lampy i kierunkowskazy – wszak drogę widać ma być z przodu.

Ostatnimi czasy namiętnie kontrolowane były jednakże prawa jazdy. Dlaczego? W Sudanie obowiązuje lokalne bądź ewentualnie międzynarodowe prawo jazdy. Ale nawet nie w tym rzecz, że Biały za kółkiem (co nie jest zbyt częstym widokiem) miał prawko wydane w kraju swego pochodzenia. Perfidia ostatnich miesięcy łapanek polegała na tym, że stare prawa jazdy nie były przedłużane, zaś nowe z powodów techniczno-biurokratycznych (m.in. podrabiania) nie były wydawane. Stan zawieszenia trwał pewien czas, w związku z czym wielu kierowców poruszających się po stolicy nie miała ważnego dokumentu i podlegała ustawowej grzywnie.

Zanim doczekałem się swojego kawałka plastiku od rządu Południowego Sudanu, z nosorożcem!, grupą krwi i własnym telefonem, przez trzy tygodnie poruszałem się w chaosie ruchu ulicznego Juby. Nie powiem, że nie sprawiało mi to dużej radości: landcruiser, chaos i miganie się przed policją! Czegóż więcej chcieć od porządku na drodze;) Wynik gry – 2:1 dla mnie, 2 razy przeszło polskie prawo jazdy i gadanie przez komórke podczas jazdy, a raz nie. Policjantki były nieustępliwe, i aż dziw bierze, że im się bloczki mandatowe nie pokończyły… przerób przeogromny.

Od paru dni jestem szczęśliwym posiadaczem legalnego driving licence GOSS, tyle, że jazda na nielegalu to miała nieco lepszy smaczek…

Reklamy