Powinienem był zacząć od tematu, dla którego znalazłem się w Sudanie Południowym, czyli pracy… zacznę jednakże od czasu wolnego.

Tydzień pracujący, sobota teoretycznie nie pracująca i niedziela bezwarunkowo zwyczajowo wolna, więc jest to dzień jak najbardziej weekendowych wypadów za miasto Juba. Wygląda to prawie tak jak u nas – poranek, pakowanie samochodu i długa na wschód, zachód, północ bądź południe…

Prawie jednakże robi wielką różnicę: samochód musi być terenowy, bo w tym kraju dróg jako takich nie ma niemal w ogóle, główny bagaż stanowi woda pitna a nie koszyk piknikowy, zaś urozmaicającym elementem na pokładzie jest żołnierz z bronią długą…

Tak właśnie wyruszamy na poszukiwanie okolicznych atrakcji stolicy. Zabytki? tak jak w większej części Afryki – zapomnij, safari? poza ptactwem, wężami, jaszczurkami i insektami, których nie brakuje – zapomnij, no ewentualnie małpy, o geoatrakcjach też zapomnij, gdyż wszędzie wokoło busz, busz, busz vel mokradła, mokradła, mokradła… nawet wioski zdarzają się wśród tego morza zieloności raz na ładnych ?-dziesiąt kilometrów. Tak więc główną atrakcją staje się sama droga, no i militaria…

Łuski od AK-47, KBK, 12″ karabinów maszynowych, a nawet tzw. bazooki znajdziesz na każdym poboczu w każdym kierunku od Juba. Gorzej ze schodzeniem z owego pobocza w busz – „For your safety stay on the road – land mines” świecą przydrożne tablice. Niestety nadal to prawda, smutna prawda.

Niewątpliwą atrakcja są natomiast wraki czołgów, wozów pancernych i innych tym podobnych. Z reguły są to sprzęty armii północnego Sudanu (np. radzieckie czołgi), gdyż południowi-sudańczycy walczyli raczej jako partyzanci, bez ciężkiego sprzętu. Zarośnięte tropikalna roślinnością, przeżarte przez rdzę, sterczą pośród buszu jako pomniki minionych dni… oby minionych na zawsze, tym bardziej że do newralgicznego w historii referendum mniej niż pół roku.

Atrakcję stanowi też możliwość popróbowania się z AK-47. Niestety na „sucho”, gdyż żołnierzom zaczęto ponoć ostatnimi czasy liczyć kule, ale może to i lepiej. Z kałachem czuję się tak samo niezręcznie jak z gitarą, jak to w ogóle trzymać, jak na tym przygrywać?

Czy oby tak na pewno skrupulatnie liczą te pociski? A może to ważniejsze dla czego się je przeznacza? Jeden z żołnierzy zatrzymuje nagle samochód, wyskakuje, w oka mgnieniu odbezpiecza kałacha i skrada się wzdłuż ściany krzakowiska buszu… niestety perliczki dały nura w zarośla, smakowitej kolacji dla kumpli dziś nie będzie…

Reklamy